Esej Barona ukazał się 8 października w amerykańskim magazynie dla mężczyzn „GQ”. Autor ma dwóch synów, mniej więcej dwu- i czteroletniego. Pisze, że z jednym dzieckiem da się jeszcze trzymać kontakt ze starym życiem: z hobby, znajomymi, własną głową. Z dwójką – już nie. Jego zdaniem rodzic jedynaka ma więcej wspólnego z osobą bezdzietną niż z rodzicem dwójki.

WIDEO…

player placeholder

Tytuł tekstu – „Drugie dziecko jest idealne. I zrujnowało mi życie” – brzmi prowokacyjnie, ale sam tekst jest raczej raportem z pola bitwy niż skargą. Autor nie żałuje, nie ocenia dzieci, pyta tylko, po co właściwie to zrobiliśmy – i nie dostaje jasnej odpowiedzi. To „nie dostaje” zrobiło największą robotę.

Dlaczego te słowa poruszyły tylu rodziców?

W Stanach odpowiedział mu inny ojciec dwójki dzieci, Greg Lavallee, dziennikarz magazynu „Slate”. Zgodził się on z jednym: drugie dziecko naprawdę wszystko komplikuje. Dwoje maluchów w różnym wieku ma różne tempo i różne ryzyka, więc nie zostawisz żadnego bez opieki. Wyjazd nad basen z dwoma brzdącami opisał jako „istne piekło”.

Zobacz także:

Ale dorzucił dwie rzeczy. Po pierwsze, to mija: u niego znów zrobiło się „naprawdę łatwo”, gdy dzieci miały 8 i 6 lat. Po drugie, część utrapienia bierze się z uporu, żeby żyć jak dawniej. Przy jednym dziecku można się jeszcze wymieniać przy wyjściach na kolację. Przy dwójkach ta sama strategia kończy się frustracją. Szacuje, że trudny czas trwa u rodzeństwa blisko siebie kilka lat, a w innym ujęciu mówi się o sześciu–ośmiu.

W Australii temat podchwyciły media parentingowe i podcast dla rodziców. Padła ciekawa uwaga: esej tak zadziałał także dlatego, że ojcowie rzadko opisują adaptację do rodzicielstwa tak szczegółowo. Autorka jednego z tekstów, mama jedynaczki, przyznała z lekką autoironią, że czuje ulgę, iż ją to omija. Zauważyła też, że skoro on odczuł zmianę tak mocno, partnerce, która od początku nosiła i karmiła niemowlę, mogło być łatwiej wejść w nową rolę, bo nie miała gwałtownego skoku.

A u nas? Czy „jakoś to będzie” to plan?

Z tej awantury warto wyciągnąć coś dla siebie, bez porównywania się z kimkolwiek. Nikt nie podaje tu liczb dla Polski, więc nie będziemy udawać, że istnieje jedna statystyka „ile trudu oznacza drugie dziecko”. Jest za to znane wielu rodzicom zdanie: „Masz już jedno, więc wiesz, z czym to się je”. Esej jest właśnie odpowiedzią na nie – zmiana z jednego na dwoje jest zwykle większa, niż się zapowiada.

Jeśli stoisz przed decyzją, pytania mogą być bardzo przyziemne. Kto zostaje z pierwszym dzieckiem, gdy drugie ma kolkę albo gorszą noc? Co z pracą po urlopie – czyja kariera zwalnia, a czyja nie? Czy zmieścicie się w mieszkaniu i w samochodzie? Kto jest „awaryjnym” dorosłym, gdy jedno z Was choruje? To nie są pytania o miłość do dzieci. To pytania o logistykę, która potem rozstrzyga o nastroju w domu o 18:30.

Jeśli masz już dwójkę i czujesz, że „życie przestało istnieć” – to, co opisał ten ojciec, jest dość powszechne i nie oznacza, że coś jest z Tobą nie tak. Nie jest też wyrokiem. Zmęczenie kilkuletnim maluchem i niemowlakiem nie mówi nic o tym, jak będzie za pięć lat.

Rozmowa, od której warto zacząć we dwoje

Najciekawszy wątek dotyczy podziału ról. Zdaniem wspominanych dziennikarzy kobiety dostają stopniowe ostrzeżenie – ciążę, rady od znajomych, własne ciało jako zegar. Mężczyźni częściej doświadczają zmiany nagle. Jedno i drugie bywa prawdą, bywa też odwrotnie, ale pytanie jest dobre: czy rozmawiacie o tym, co Was czeka, zanim to nastąpi?

Spróbujcie zrobić to nie przy kolacji w czwartek o 21:40, kiedy oboje tylko marzą o łóżku, a w weekend, przy herbacie. Zacznijcie od jednego pytania: co z dotychczasowego życia jest dla każdego z Was nie do oddania? Jedno popołudnie w tygodniu na bieganie, dwie godziny na własne sprawy, spotkanie z przyjaciółmi raz w miesiącu. Zapiszcie to i potraktujcie jak punkt wspólnego budżetu, nie jak kaprys.

Drugie pytanie: kogo prosicie o pomoc i ile realnie dostaniecie? Babcia raz w tygodniu to inna sytuacja niż „kiedy trzeba”. Trzecie: co zrobicie z perfekcjonizmem. Sam esej mówi to cicho: część frustracji bierze się z próby utrzymania starych standardów w nowych warunkach. Czasem zamiast kolejnej organizacji dnia pomaga po prostu obniżenie poprzeczki, na chwilę.

Jedna rzecz do zrobienia jeszcze dziś

Wyślij partnerowi lub partnerce jedno zdanie: „Czego z naszego życia sprzed dzieci najbardziej Ci brakuje?”. I odpowiedz na nie uczciwie sama. Bez dyskusji, bez rozwiązywania. Zobaczysz, czy mówicie o tym samym.

Zobacz także: Ojciec nie zostanie ze swoim synem, „bo nie jest opiekunką do dzieci”. „To dlatego Polki nie chcą rodzić”