Internetowe trendy tworzone przez popularnych influencerów i youtuberów mają gigantyczny wpływ na wybory naszych dzieci, które potrafią godzinami błagać o choćby jeden łyk modnego napoju. Ostatnio na popularnej grupie „Mama 30+” zrzeszającej matki na Facebooku pojawił się mrożący krew w żyłach wpis jednej z kobiet, która postanowiła opublikować swoje ostrzeżenie.

WIDEO…

player placeholder

Kobieta uległa usilnym prośbom dziecka i kupiła niesamowicie popularny wśród uczniów produkt o nazwie Palionek, sygnowany nazwiskiem znanego twórcy internetowego. Emocjonalny post, który lotem błyskawicy obiegł sieć, zaczynał się od dramatycznego apelu do innych rodziców, w którym autorka wyznała, że dała się namówić jedyny i ostatni raz na tego typu zakup i prosi, aby inni uważali, co kupują swoim dzieciom.

Do wiadomości dołączyła zdjęcia pustej butelki oraz zbliżenie wnętrza nakrętki, na której wyraźnie odznaczała się obrzydliwa, niezidentyfikowana ciemna maź. Widok tej dziwnej substancji, która mogła mieć bezpośredni kontakt z napojem spożywanym przez małe dziecko, wywołał na forum lawinę skrajnych komentarzy.

Zobacz także:

Wielka bitwa w komentarzach i oskarżenia o rodzicielską hipokryzję

Post błyskawicznie stał się zarzewiem burzliwej dyskusji, obnażając głębokie podziały i wywołując klasyczną, internetową wojnę między matkami o podejście do żywienia. Część kobiet natychmiast stanęła w obronie autorki, zauważając, że państwowe instytucje sanitarne zbyt rzadko kontrolują produkty dedykowane najmłodszym klientom. Jedna z komentujących matek zauważyła trzeźwo, że zamiast czepiać się obiadków w szkole, należałoby zrobić kontrolę żywności sklepowej dostępnej dla dzieci.

Szybko jednak pojawiły się głosy oskarżające społeczność o fałszywość i ukrywanie prawdy o tym, co naprawdę jedzą polskie dzieci. Inna obserwatorka napisała dosadnie: „Żadne dziecko tego nie pije na Facebooku, a w kolejkach w Żabce stoją sami kosmici z takimi soczkami. Hipokryzja”.

Atmosferę mocno podkręciły wypowiedzi kobiet, które poczuły się urażone komentarzami sugerującymi, że dobra matka nigdy nie kupuje kolorowej chemii w plastiku. Jedna z oburzonych internautek napisała wprost: „Chciałam zaznaczyć, że moje dzieci również zdrowo się odżywiają, więc komentarze typu 'ojej, moje dziecko nie je tego typu rzeczy', no błagam... Niech rzuci kamieniem ta, która nie dała cukiereczka, czekoladki lub innych zakazanych produktów z półki ze słodyczami. Wszystko podajecie wykopane z pola, niepryskane?”.

Chemia w płynie kontra święty spokój matki

W gąszczu wzajemnych złośliwości pojawiły się także bardzo surowe głosy, które wprost krytykowały autorkę posta za brak podstawowej wiedzy o składzie produktów, jakie podaje swojemu kilkulatkowi. Pewna internautka zapytała bez ogródek: „Przepraszam, ale czego Ty się spodziewałaś, kupując to? Wystarczy znać podstawowy skład i od razu widać, że to chemionek, a nie Palionek”. Z tą opinią zgodziło się wiele kobiet deklarujących, że w ich domach panują zupełnie inne, rygorystyczne zasady dotyczące napojów dla najmłodszych. Jedna z mam skwitowała to krótko, pisząc o swoim dziecku: „Moja tylko od święta jakiś sok, tak to woda. A czegoś takiego w życiu bym nie kupiła żadnemu dziecku”.

Cała ta sytuacja pokazuje ogromny problem, z jakim mierzą się współcześni rodzice, uwikłani w ciągłą walkę między asertywnością a chęcią sprawienia radości dziecku śledzącemu internetowe trendy. Kupowanie świętego spokoju za pomocą kolorowych butelek z logiem znanego influencera bywa kuszące, ale ta historia udowadnia, że cena, jaką możemy za to zapłacić, bywa wysoka. Zanim ulegniemy kolejnej modzie z TikToka czy YouTuba, warto dokładnie obejrzeć produkt z każdej strony, a przede wszystkim pamiętać, że kolorowa etykieta bardzo często maskuje najgorszą jakość, która nigdy nie powinna trafić do brzucha naszego malucha.

Zobacz też: Kartka od sąsiadów zdziwiła matkę. Przeszkadza im gadulstwo 3-latka na klatce? „Ogarnij swoje dzieci”