Użytkowniczka Threads o nicku @chwila.ofiszjal opisała sytuację, która skłoniła ją do gorzkiej refleksji na temat naszego społeczeństwa. Kiedy szła z synem za rękę, obcy mężczyzna zwrócił się do nich słowami: „Taki duży chłopiec i chodzi z mamą za rękę”.

WIDEO…

player placeholder

Kobieta nie kryła oburzenia. Zwróciła uwagę, że dorośli chętnie wtrącają się w życie innych, choć nie mają pojęcia, z czego wynikają ich decyzje. A wścibskiemu przechodniowi odpłaciła pięknym za nadobne, pytając, czy skoro zaczepia obce dziecko na ulicy, nie ma przypadkiem wobec niego złych zamiarów.

Po przeczytaniu tej historii w mojej głowie pojawiło się pytanie: dlaczego tak łatwo przychodzi nam ocenianie obcych, a tak trudno reagowanie wtedy, gdy dziecku rzeczywiście dzieje się krzywda?

Zobacz także:

„Taki duży chłopiec i chodzi z mamą za rękę”

W jednym z komentarzy mama wyjaśniła, że jej syn wygląda na około 11–12 lat i „widać po nim, że nie jest w normie intelektualnej”. Jednocześnie trzeba pamiętać, że sam wygląd nie mówi przecież wszystkiego o potrzebach dziecka, jego rozwoju ani o tym, jakiej bliskości potrzebuje.

Autorka wpisu nie ukrywała rozgoryczenia. Zastanawiała się, co sprawia, że dorośli czują potrzebę dokuczania obcym dzieciom i komentowania zachowań, które w żaden sposób ich nie dotyczą. Zwróciła też uwagę, że podobne sytuacje mogą się powtarzać, a dziecko, które słyszy takie uwagi, może z czasem zacząć się wstydzić czegoś, co wcześniej było dla niego zupełnie naturalne. „Nie ma we mnie wiary w to społeczeństwo i osobiście jestem przerażona przyszłością mojego syna w tym kraju” – gorzko podsumowała.

Chętnie oceniamy, ale czy reagujemy, gdy dzieje się krzywda?

Ta historia skłania do szerszej refleksji. Dlaczego tak łatwo przychodzi nam komentowanie cudzych dzieci? Ktoś idzie z mamą za rękę, ktoś płacze w sklepie, ktoś zachowuje się inaczej niż rówieśnicy. Wystarczy kilka sekund, by pojawiła się ocena, uwaga rzucona pod nosem albo komentarz, który ma zawstydzić rodzica i dziecko.

Jednocześnie w sytuacjach, w których naprawdę warto zareagować, często wybieramy milczenie. Gdy rodzic publicznie krzyczy na dziecko, poniża je, wyśmiewa albo daje mu klapsa, niektórzy odwracają wzrok. Nie chcą się wtrącać, bo to „nie ich sprawa”, bo nie znają rodziny albo obawiają się nieprzyjemnej wymiany zdań.

Nie zawsze znamy cały kontekst, ale jeśli jesteśmy świadkami przemocy, powinniśmy bezwzględnie reagować, wtrącać się, być wścibskimi. A chodzenie z dzieckiem za rękę nie ma w sobie nawet krzty przemocy. Warto nauczyć się odróżniać te sytuacje. 

„Zanim się odezwiesz, pomyśl, czego nie wiesz”

Pod wpisem pojawił się komentarz, który dobrze podsumowuje całą sytuację: „Ja zawsze mam odpowiedź: »Zanim się odezwiesz, pomyśl, czego nie wiesz«”. Autorka komentarza dodała, że ta metoda działa bardzo dobrze, a miny rozmówców bywają bezcenne.

To prosta zasada, o której warto pamiętać nie tylko wtedy, gdy mamy ochotę skomentować zachowanie obcego dziecka. Nie wiemy, czy rodzina mierzy się z trudnościami rozwojowymi, chorobą, lękiem, kryzysem albo zwyczajnie ma własne powody, by postępować w określony sposób. Nie musimy rozumieć każdej sytuacji, żeby okazać innym szacunek.

Nie chodzi o to, by nigdy nie zabierać głosu. Przeciwnie – czasem trzeba zareagować, szczególnie gdy zagrożone jest bezpieczeństwo dziecka. Różnica polega na tym, czy nasza interwencja ma komuś pomóc, czy jedynie pokazać, że uważamy się za mądrzejszych od obcych ludzi.

Zobacz także: Syn potraktował ją jak służącą, a ona tylko spuściła głowę. „Przegraliśmy jako rodzice”. Scena z przystanku boli