Zwróciła się do teściowej po imieniu. „Aż się opluła zupą przy obiedzie, ale »mamo« nie przejdzie mi przez gardło”
Jedno słowo potrafi zepsuć rodzinny obiad. „Mamo” dla jednych jest symbolem akceptacji i bliskości, dla innych brzmi sztucznie i wymuszenie. Jak się zwracać do teściowej: po imieniu? Per pani? A może postawić na klasyka i bezosobowe: „Czy mogę prosić sól”?

Są rodziny, w których synowa od pierwszego dnia po ślubie mówi do teściowej „mamo”. Są też takie, w których nawet po kilkunastu latach małżeństwa kobiety zwracają się do niej po imieniu albo pozostają przy oficjalnym „pani”.
Choć dla części osób to jedynie kwestia przyzwyczajenia, dla innych sposób zwracania się do teściowej ma ogromne znaczenie. Bo za jednym słowem często kryją się emocje, oczekiwania i pytanie o to, jaka naprawdę jest relacja między synową a matką męża.
„Matkę ma się tylko jedną”
– Kiedy wychodziłam za mąż, moja teściowa od razu powiedziała, że mam mówić do niej „mamo”. Wiem, że miała dobre intencje. Chciała chyba pokazać, że przyjmuje mnie do rodziny – opowiada Marta, mama dwójki dzieci.
Problem w tym, że Marta nigdy nie potrafiła się do tego przekonać.
– Uważam, że matkę ma się tylko jedną. To nie znaczy, że nie lubię teściowej albo jej nie szanuję. Po prostu to słowo jest dla mnie bardzo osobiste. Nie potrafię nazwać mamą osoby, z którą nie łączy mnie taka relacja.
Po kilku miesiącach zdecydowała się mówić do teściowej po imieniu.
– Pamiętam pierwszy raz. Siedzieliśmy przy obiedzie, powiedziałam: „Aniu, podasz mi, proszę, sałatkę?”. Teściowa aż się zakrztusiła zupą. Była wyraźnie zaskoczona. Ale z czasem się przyzwyczaiła.
Marta przyznaje, że do dziś czasem czuje presję.
– Ludzie mówią: „Przecież to matka twojego męża”. Ale ja uważam, że szacunek można okazywać na wiele sposobów. Nie tylko jednym słowem.
„Dla mnie to było naturalne”
Inaczej patrzy na sprawę Michalina, mama 5-letniej córki.
– Ja powiedziałam „mamo” do teściowej bardzo szybko i nigdy nie miałam z tym problemu. Od początku była dla mnie bardzo dobra, pomagała nam, wspierała mnie po porodzie. Nie czułam, że nazywam ją kimś obcym.
Jak podkreśla, dla niej był to symbol nowego etapu.
– Wychodząc za mąż, wiedziałam, że nie poślubiam tylko mojego męża, ale też wchodzę w jego rodzinę. Oczywiście moja teściowa nigdy nie zastąpi mojej mamy, ale to nie oznacza, że nie mogę mieć z nią bliskiej relacji.
Michalina uważa, że czasem problem tworzą same kobiety.
– Niektóre teściowe oczekują tego słowa, jakby ono było dowodem miłości. A przecież bliskości nie da się wymusić. Jeśli ktoś mówi „mamo”, bo naprawdę tak czuje, to jest piękne. Jeśli mówi, bo musi – może brzmieć zupełnie odwrotnie.
„Po imieniu? Nigdy. Zostałam przy pani”
Jeszcze inne doświadczenie ma Joanna, która jest mężatką od 12 lat.
– Moja teściowa od początku mówiła do mnie: „Możesz mówić mi po imieniu”. Ale ja nie potrafiłam. Ani „mamo”, ani po imieniu. Zostało „pani”.
Dla wielu osób może brzmieć to chłodno, ale Joanna twierdzi, że w jej przypadku działa.
– Mamy poprawne relacje. Rozmawiamy, spotykamy się, pomagamy sobie. Ale nie jesteśmy przyjaciółkami. I chyba obie to rozumiemy.
Joanna uważa, że czasem rodzina zbyt mocno skupia się na formie.
– Ludzie potrafią oceniać synową, bo nie mówi „mamo”, albo teściową, bo tego oczekuje. A przecież najważniejsze jest to, jak się traktujemy. Można mówić najpiękniejsze słowa i zachowywać się źle.
Czy istnieje jedna poprawna forma?
Nie ma jednej zasady, która obowiązywałaby wszystkie rodziny. W Polsce przez lata popularne było zwracanie się do teściów „mamo” i „tato”, szczególnie w bardziej tradycyjnych rodzinach. Dziś coraz częściej pary ustalają własne zasady – jedni wybierają imię, inni pozostają przy formach oficjalnych.
Językoznawcy zwracają uwagę, że sposób zwracania się do drugiej osoby zawsze zależy od relacji, wieku, rodzinnych zwyczajów i indywidualnego komfortu.
Bo być może najważniejsze pytanie nie brzmi: „Czy synowa powinna mówić do teściowej mamo?”, tylko: „Czy obie strony czują się dobrze w tej relacji?”.
Bo nawet najcieplejsze słowo wypowiedziane z przymusu może zabrzmieć chłodno. A czasem zwykłe imię może oznaczać więcej bliskości niż wymuszone rodzinne role.
Zobacz także: „Mąż w domu palcem nie kiwnie, do dziecka ani razu nie wstał w nocy. To wina teściowej, bo tak go wychowała”