Nauczyciele zapowiadają zebrania do 15. Matka: „Kpina. Mam brać urlop w pracy, żeby zdążyć do szkoły?”
Czy szkoła powinna dostosowywać się do czasu pracy rodziców, czy rodzice do czasu pracy szkoły? Dyskusja o zebraniach organizowanych do godziny 15 wywołuje coraz większe emocje. Każda ze stron ma mocne argumenty i żadna nie chce ustąpić.

Do tej pory zebrania w godzinach popołudniowych były w szkołach normą. Rodzice kończyli pracę, odbierali dzieci, jedli szybki obiad i biegli na wywiadówkę. Ostatnio pisaliśmy o propozycji, by spotkania z rodzicami wyłącznie do godziny 15, czyli w czasie pracy nauczycieli. Dla jednych to oczywisty krok w stronę uszanowania czasy pracy nauczycieli. Dla innych – rozwiązanie kompletnie oderwane od rzeczywistości pracujących rodzin.
Związki zawodowe od dawna podkreślają, że zebrania organizowane późnym popołudniem oznaczają wykonywanie obowiązków po godzinach. W wielu szkołach dyrektorzy próbują więc planować spotkania wcześniej albo zachęcają do kontaktu przez e-dziennik czy konsultacji indywidualnych.
Problem w tym, że rodzice również mają swoje obowiązki zawodowe.
„Mam brać urlop, żeby porozmawiać z wychowawcą?”
Dla wielu rodzin zebranie o godzinie 14 czy 15 jest praktycznie niemożliwe do pogodzenia z pracą.
– Pracuję do 16:30. Mój mąż jeszcze dłużej. Jeśli wywiadówka będzie o 14:30, to co mam zrobić? Brać urlop za każdym razem? Tłumaczyć szefowi, że muszę wyjść, bo szkoła nie organizuje spotkań po południu? To jest po prostu kpina z pracujących rodziców – mówi Marta, mama uczennicy z trzeciej klasy szkoły podstawowej.
Podobne komentarze pojawiają się również w mediach społecznościowych. Rodzice zwracają uwagę, że szkoła oczekuje ich obecności, ale jednocześnie proponuje godziny, w których większość osób jest jeszcze w pracy.
– Nie każdy pracuje zdalnie albo ma elastyczne godziny. Są ludzie, którzy stoją przy kasie, pracują na produkcji, prowadzą autobusy czy przyjmują pacjentów. Nie da się po prostu wyjść godzinę wcześniej – dodaje Marta.
„Nauczyciele też mają prawo do życia po pracy”
Nie wszyscy rodzice patrzą jednak na sprawę w ten sam sposób.
– Sama pracuję w biurze i jeśli potrzebuję załatwić coś w urzędzie albo pójść do lekarza, muszę wziąć wolne albo odrobić godziny. Dlaczego nauczyciele mieliby regularnie zostawać w pracy do 18 czy 19? Oni też mają dzieci, rodziny i swoje życie – mówi Paulina, mama dwóch chłopców w wieku 9 i 12 lat.
Jej zdaniem problem nie wynika ze złej woli nauczycieli.
– Mam wrażenie, że od szkoły oczekuje się dostępności praktycznie przez całą dobę. E-dziennik wieczorem, wiadomości w weekend, zebrania po godzinach. To też nie jest zdrowe.
Eksperci od rynku pracy zwracają uwagę, że zgodnie z przepisami każdy pracownik ma określony czas pracy, a wykonywanie obowiązków poza nim powinno być odpowiednio rozliczane. Nauczyciele od lat podnoszą, że zebrania z rodzicami często odbywają się kosztem ich czasu prywatnego.
Szkoła i rodzice mają ten sam problem
Być może największym paradoksem tej dyskusji jest to, że obie strony mówią właściwie o tym samym.
– Jestem mamą czwartoklasisty i jednocześnie kierowniczką sklepu. Doskonale rozumiem nauczycieli, bo sama nie lubię zostawać po godzinach. Ale rozumiem też rodziców, którzy nie mogą pojawić się o 15. Może, zamiast przerzucać się argumentami, trzeba po prostu znaleźć nowe rozwiązanie? Jedno zebranie stacjonarne, drugie online albo więcej indywidualnych konsultacji – proponuje Agnieszka.
I właśnie takie pomysły pojawiają się coraz częściej. Część szkół organizuje konsultacje w różnych godzinach, inne umożliwiają rozmowy online lub wydłużają dostępność wychowawców w wybrane dni.
W końcu ani rodzice nie chcą zaniedbywać pracy, ani nauczyciele nie chcą spędzać kolejnych wieczorów w szkole.
Spór o zebrania do godziny 15 pokazuje coś jeszcze. Dzisiejszy świat pracy zmienił się tak bardzo, że rozwiązania, które jeszcze kilkanaście lat temu wydawały się oczywiste, przestają pasować do rzeczywistości. A znalezienie kompromisu może być trudniejsze, niż wydaje się na pierwszy rzut oka.
Zobacz także: Nauczyciele zapowiadają strajk. Rodzice mają dość: „Niech pracują też w wakacje. My musimy uczyć dzieci, żeby coś umiały”