Bezczelny SMS od nauczycielki przelał czarę goryczy. Matka: „Zgłoszę to do kuratorium”
Nie spodziewałam się, że zwykła wiadomość może mnie tak wyprowadzić z równowagi. Ale to, co przeczytałam od nauczycielki mojego dziecka, było po prostu nie do przyjęcia. I tym razem nie zamierzam tego przemilczeć.

Jestem mamą ucznia 5 klasy szkoły podstawowej. Jak każdy rodzic staram się być w kontakcie ze szkołą, reagować na problemy, pilnować obowiązków syna. Nie unikam odpowiedzialności, nie zrzucam winy na innych. Tym bardziej zdziwiło mnie, w jaki sposób zostałam potraktowana.
Kilka dni temu dostałam SMS-a od nauczycielki. Już samo to mnie zdziwiło, bo zwykle komunikuje się przez e-dziennik. SMS był krótki, ale bardzo wymowny. W treści była informacja, że mój syn „kolejny raz nie przygotował się do lekcji” i że „to zaczyna być już wyłącznie problem wychowawczy domu”. Bez żadnego „dzień dobry”, bez próby rozmowy, bez cienia szacunku.
Czy naprawdę tak wygląda dziś komunikacja szkoły z rodzicem? Mam wrażenie, że ktoś tu kompletnie zapomniał, gdzie są granice.
Nie życzę sobie takich uwag
Najbardziej oburzyło mnie nie to, że syn miał problem – dzieci mają prawo do błędów. Tylko sposób, w jaki nauczycielka postanowiła mnie „poinformować”. Sugerowanie, że to „problem wychowawczy domu”, jest dla mnie zwyczajnie bezczelne.
Nauczyciel nie jest od oceniania rodziny. Może zwrócić uwagę, może zaprosić na rozmowę, ale nie odsyłać takich tekstów SMS-em, jakby pisał do znajomego. To jest szkoła, a nie prywatny czat.
Gdybym dostała spokojną informację, że coś się dzieje, zareagowałabym od razu. Ale w takiej formie? To tylko wywołuje konflikt i niepotrzebne emocje.
Nie zostawię tego bez reakcji
Po tej wiadomości długo się zastanawiałam, co zrobić. I doszłam do wniosku, że tym razem nie można tego zamieść pod dywan. Jeśli nauczycielka pozwala sobie na takie komentarze wobec mnie, to jak rozmawia z dziećmi?
Zgłoszę sprawę do dyrekcji, a jeśli to nie przyniesie efektu – do kuratorium. Bo szkoła powinna być miejscem współpracy, a nie jednostronnych ocen i pretensji wysyłanych SMS-em.
Nie chodzi tylko o mnie. Chodzi o standardy, które – mam wrażenie – coraz częściej są po prostu ignorowane.
Komentarz redakcji
Rozumiemy, że forma komunikacji mogła wzbudzić emocje – szczególnie jeśli zabrakło w niej uprzejmości i kontekstu. Warto jednak pamiętać, że nauczyciele często próbują szybko reagować na powtarzające się problemy uczniów.
Być może, zamiast eskalować sprawę, pierwszym krokiem powinna być spokojna rozmowa i wyjaśnienie sytuacji. Jednocześnie to dobry moment, by postawić pytanie: jak powinna wyglądać właściwa komunikacja między szkołą a rodzicami – i gdzie leży granica?
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Zobacz także: