Nasze babcie i mamy doskonale wiedziały, jak radzić sobie z pierwszymi oznakami jesiennej słoty. Dzisiaj coraz chętniej spoglądamy wstecz, szukając w ziołach i domowych recepturach prostej, naturalnej alternatywy dla syntetycznych preparatów.

WIDEO…

player placeholder

Warto jednak pamiętać, że mądrość ludowa powstała w zupełnie innych czasach, a współczesna wiedza pozwala nam spojrzeć na tamte metody z nowej, bezpieczniejszej perspektywy. Dziecięcy organizm reaguje na substancje roślinne wyjątkowo wrażliwie, dlatego bezmyślne kopiowanie dawnych nawyków nie zawsze przynosi oczekiwane rezultaty.

Co z roślinnej apteczki naszych babć rzeczywiście wpisuje się w wartościową, wielopokoleniową tradycję, a do czego ze względu na zdrowie malucha warto podejść z dużą ostrożnością? O swoim doświadczeniu w stosowaniu ziół u dzieci, dawnych zwyczajach i granicach domowego zielarstwa opowiada Paulina Szpilska, zielarka i właścicielka sklepu Ja-Zielarka.

Zobacz także:

Cebula, czosnek i słynny syrop – tradycyjny klasyk z dzieciństwa

Słynna cebula zalana miodem lub zasypana cukrem to klasyk ludowej apteczki. W tradycji przypisywano jej właściwości wspierające przy przeziębieniu. Warto jednak pamiętać, że domowe syropy z cebuli czy czosnku nie zawsze będą odpowiednie dla każdego malucha.

Przede wszystkim surowa cebula i czosnek bywają ciężkostrawne dla delikatnego przewodu pokarmowego małego dziecka i mogą wywołać podrażnienia brzuszka. Po drugie jeśli do przygotowania syropu używasz miodu, musisz bezwzględnie pamiętać o wieku dziecka.

Miodu nie wolno podawać niemowlętom przed ukończeniem 1. roku życia, głównym powodem jest ryzyko zatrucia toksyną botulinową (jadem kiełbasianym), której przetrwalniki mogą znajdować się w surowym miodzie i być śmiertelnie groźne dla nie do końca rozwiniętej flory jelitowej niemowlęcia.

Zioła u najmłodszych: tradycyjne zastosowanie a ostrożność

Zanim przygotujesz dla malucha jakąkolwiek zielarską miksturę, pamiętaj o najważniejszym: małe dziecko to nie „mały dorosły”, a jego organizm reaguje na rośliny znacznie wrażliwiej.

- Dzieci nie są grupą, na której bada się działanie ziół, dokładnie tak samo jak kobiety w ciąży - zaznacza zielarka Paulina Szpilska. - Oczywiście w miarę naszej wiedzy, szczególnie na temat alergii, tradycyjnie podaje się dzieciom słabe napary z lipy, rumianku bądź kwiatu czarnego bzu. W tradycji zielarskiej popularny jest też gojnik. Zasadą u dzieci do 3. roku życia jest podawanie raczej pojedynczych ziół niż skomplikowanych mieszanek.

Jak wygląda tradycyjne zastosowanie popularnych roślin w domowej praktyce?

Kwiat lipy i czarnego bzu – ludowo stosowane jako napary rozgrzewające i wspomagające wypocenie przy przeziębieniach.

Ślaz – tradycyjnie używany ze względu na obecność śluzów powlekających błonę śluzową gardła przy uczuciu suchości.

Majeranek – znana przyprawa kuchenna, z której w warunkach domowych przygotowuje się tradycyjne napary lub maści.

Melisa – w tradycji medycyny ludowej uznawana za zioło o działaniu wyciszającym.

Domowa maść majerankowa pod nosek

W wielu domach wciąż stosuje się maść majerankową jako tradycyjną metodę przynoszącą ulgę przy katarze. Warto traktować ją jako metodę pomocniczą, pamiętając, by zawsze obserwować, czy nie podrażnia delikatnej skóry pod nosem.

- Maść majerankową, można zrobić samemu w domu lub kupić gotową w aptece - podpowiada Paulina Szpilska. - Szczególnie przydatna bywa w czasie kataru, smarowana pod noskiem dziecka. Wystarczy połączyć łyżeczkę majeranku dobrej jakości i pół łyżeczki np. smalcu gęsiego.

Równie pomocna bywa przemyślana aromaterapia, choć i tu liczy się umiar. Silne, sztuczne olejki lub ostry zapach czystej mięty mogą podrażnić małe drogi oddechowe.

- Przy olejkach eterycznych należy uważać na jakość. Mają one właściwości antyseptyczne i antybakteryjne, a np. lawendowy dodatkowo będzie ułatwiał zasypianie - dodaje nasza ekspertka.

Przyprawy i tradycyjne nawyki

W przypadku starszych dzieci tradycja zielarska i kulinarna oferuje nieco szerszy wachlarz naparów i przypraw rozgrzewających.

- U starszych dzieci jest znacznie łatwiej. Tradycyjnie można podawać im tak zwane „złote mleko”, czyli mieszankę przypraw rozmieszaną w ciepłym mleku lub napoju roślinnym - opowiada Paulina Szpilska. - Można kupić gotową mieszankę albo wymieszać kurkumę, cynamon, imbir, szczyptę czarnego pieprzu, doprawić miodem i podać jako rozgrzewający napój. U starszaków w domowej apteczce popularny jest też olej z czarnuszki.

Jeśli dziecko nie przepada za smakiem ziół, w tradycji domowej słabe napary z lipy czy czarnego bzu dosładza się odrobiną soku z malin lub tłoczonego soku jabłkowego.

Praktyka codzienna ważniejsza niż mikstury

Żadne domowe mikstury ani ziołowe napary nie zastąpią podstawowych filarów zdrowia i odporności, o których w sezonie infekcyjnym warto pamiętać w pierwszej kolejności.

- Ważna jest dieta, ograniczenie cukru, codzienny ruch na świeżym powietrzu, wietrzenie mieszkań, nieprzejadanie się, choć wiem, że to może być zaskakujące - podsumowuje Paulina Szpilska. - Pamiętajmy o dbaniu o komfort termiczny nasz i dzieci. No i oczywiście, a może przede wszystkim, starajmy się wysypiać.

Tradycyjne metody naszych babć mogą stanowić łagodne, domowe wsparcie, ale zawsze wymagają zdrowego rozsądku, konsultacji z pediatrą w przypadku wątpliwości oraz pamiętania o tym, że czas i odpoczynek są dla chorującego dziecka najważniejsze.