Codzienność współczesnych rodziców bywa niezwykle wymagająca, a wieczny brak czasu zmusza wielu z nas do szukania alternatywnych sposobów na organizację rodzinnego życia. Kiedy jednak granica między potrzebą wsparcia a czystą wygodą zaczyna się niebezpiecznie zacierać, w sieci natychmiast wybucha potężna burza.
WIDEO…
Wszystko zaczęło się od listu, który jakiś czas temu przyszedł do naszej redakcji, w którym rodzic zaczął głośno domagać się wprowadzenia stałych, nocnych dyżurów w publicznych placówkach. Pomysł, by przedszkola przejęły na siebie obowiązek całodobowej opieki, wywołał falę oburzenia, która zalała fora internetowe.
Pod artykułem opublikowanym na Facebooku pojawiły się setki komentarzy zbulwersowanych nauczycieli i zmęczonych matek, a jeden z najmocniejszych wpisów, celnie punktujący te żądania, lotem błyskawicy obiegł media społecznościowe. Ktoś napisał prosto z mostu, że jeśli rodzice oczekują nocnych dyżurów przez cały czas, to powinni pamiętać, że jest taka instytucja, która robi nocowanki 7 dni w tygodniu i nazywa się ona po prostu Domem Dziecka.
Ta dosadna uwaga zapoczątkowała lawinę opinii, w których internauci bez żadnego owijania w bawełnę rozprawiają się z nowym trendem roszczeniowości. Wiele osób zauważa, że oczekiwanie od nauczycielek przedszkolnych pełnienia nocnej warty pokazuje całkowity brak empatii wobec kobiet pracujących z naszymi dziećmi. Jedna z komentujących użytkowniczek odniosła się do argumentów, jakoby personel i tak spędzał całe dnie w placówce, pisząc z ogromnym poruszeniem: „A te panie uśmiechnięte też mają własne dzieci. Co to znaczy, że panie są i tak w przedszkolu? To chyba jakiś żart? I po takiej nocy nieprzespanej mają bez snu, bo w nocy czuwa się, a nie śpi, być z własnymi dziećmi, robić zakupy itp.? Ktoś, kto to napisał, chyba odleciał – gdzie tu pedagogika? PS. Oczywiście noc płacona podwójnie z dodatkiem nocnym”.
Granica między realną potrzebą a ucieczką od rodzicielstwa
Dyskusja szybko obnażyła głęboki kryzys w relacjach na linii rodzic-nauczyciel. Coraz częściej zapominamy, że przedszkole to instytucja edukacyjna, a nie przechowalnia, która ma odciążyć dorosłych z każdego możliwego obowiązku. Praca z grupą kilkunastu czy kilkudziesięciu maluchów przez kilka godzin dziennie wymaga gigantycznego skupienia, cierpliwości i ciągłej uwagi. Wymaganie od tych samych osób, by po wyczerpującym dniu pracy zostawały na nocną zmianę, jest po prostu niehumanitarne.
Kolejna uczestniczka internetowej debaty postanowiła zaproponować roszczeniowym rodzicom prosty eksperyment myślowy, który idealnie obrazuje skalę trudności takiego zadania. Napisała na forum: „Ja mam propozycję dla rodziców: zaproście do siebie na nocowankę tak z 15 dzieci z grupy przedszkolnej, a nawet wszystkie. Przecież to drobnostka”.
Ten ironiczny komentarz doskonale pokazuje, jak łatwo przychodzi nam rzucanie pomysłów, gdy konsekwencje i ciężar ich realizacji mają spaść na barki kogoś innego. Większość mam i tatusiów miewa poważne problemy z okiełznaniem dwójki własnych pociech podczas wieczornego zasypiania. Wyobrażenie sobie jednej lub dwóch nauczycielek, które mają okiełznać całą grupę przedszkolaków w obcym dla nich otoczeniu, po ciemku, z dala od bezpiecznych ramion rodziców, wydaje się kompletną abstrakcją. Taka sytuacja generuje gigantyczny stres dla małego dziecka, które zamiast wyciszenia i odpoczynku przeżywa potężny lęk separacyjny.
Kto ma czas na kawusię, a kto walczy o przetrwanie
W komentarzach nie zabrakło również bardzo ostrych słów krytyki pod adresem współczesnego pokolenia młodych rodziców. Wiele osób uważa, że chęć oddania dzieci pod opiekę na całą dobę wynika wyłącznie z wygodnictwa i chęci ucieczki od trudów wychowania. Jedna z internautek podsumowała tę postawę w niezwykle złośliwy, ale dla wielu bardzo trafny sposób: „E tam nocowanki, najlepiej niech nauczycielki w ogóle zamieszkają z waszymi dziećmi, będziecie miały czas na pazurki, fryzurki i kawusie, no wam się należy, tragedia co za pokolenie roszczeniowych rodziców”. Choć to sformułowanie może brzmieć przerysowanie, dotyka ono ważnego problemu, jakim jest oczekiwanie, że państwo lub instytucje publiczne zorganizują nam całe życie osobiste.
Oczywiście istnieją sytuacje losowe, praca zmianowa czy nagłe wypadki, w których rodzice pilnie potrzebują wsparcia w opiece nocnej. Do tego służą jednak wyspecjalizowane usługi opiekunek, pomoc rodziny lub sieci wsparcia sąsiedzkiego, a nie publiczne przedszkola, które działają według ściśle określonych ram programowych i godzinowych. Próba przerzucenia tego ciężaru na system oświaty, który i tak boryka się z ogromnymi brakami kadrowymi i finansowymi, mogłaby doprowadzić do całkowitego paraliżu wielu placówek. Nauczyciele masowo odchodzą z zawodu z powodu wypalenia i niskich zarobków, a perspektywa nocnych dyżurów z pewnością nie zachęciłaby nikogo do podjęcia tej ciężkiej pracy.
Warto zadać sobie pytanie, dokąd zmierzamy jako społeczeństwo, jeśli wspólna noc z własnym dzieckiem zaczyna być przez niektórych postrzegana jako ciężar, od którego trzeba odpocząć. Dzieciństwo to niezwykle krótki czas, w którym maluch buduje swoją tożsamość i poczucie bezpieczeństwa właśnie na podstawie wieczornej bliskości rodzica, czytania bajek i porannego budzenia się we własnym łóżku. Zastępowanie tych intymnych, rodzinnych momentów przedszkolną salą pełną materaców rozłożonych na podłodze jest ogromną stratą emocjonalną dla obu stron.
Powrót do mądrego partnerstwa i szacunku dla pracy innych
Konflikt wokół przedszkolnych nocowanek powinien stać się punktem wyjścia do poważnej dyskusji o tym, jak powinna wyglądać zdrowa współpraca między domem a placówką. Szacunek do wolnego czasu i życia prywatnego nauczycieli to podstawa, bez której niemożliwe jest zbudowanie dobrej atmosfery wokół edukacji naszych dzieci. Wyczerpana, niewyspana opiekunka nie będzie w stanie dać maluchom ciepła, kreatywności i cierpliwości podczas porannych zajęć, na czym ucierpią przede wszystkim same dzieci.
Zamiast generować kolejne roszczenia i żądania, warto skupić się na docenianiu tego, jak wiele trudu personel wkłada w codzienną opiekę nad naszymi pociechami. Odpowiedzialne macierzyństwo i ojcostwo polega również na umiejętności stawiania granic własnej wygodzie oraz na zrozumieniu, że instytucje publiczne mają swoje ograniczenia. Przedszkole ma nas wspierać w wychowaniu i edukacji, ale nigdy nie zastąpi prawdziwego, ciepłego domu, w którym dziecko co wieczór zasypia ze świadomością, że mama i tata są tuż obok.