Gdy poranny pośpiech miesza się z dziecięcymi emocjami, o trudne chwile nietrudno, jednak pewne zachowania dorosłych przekraczają granice akceptowalnych norm. Przekonała się o tym moja bliska znajoma, która kilka dni temu przeżyła w szatni lokalnego przedszkola sytuację mrożącą krew w żyłach każdego wrażliwego rodzica.
WIDEO…
Przyprowadziła swojego synka tuż przed ósmą rano, kiedy ruch w placówce jest największy, a rodzice spieszą się do pracy. W boksie obok siedział mały chłopiec, na oko trzylatek, który ewidentnie miał gorszy moment i cicho płakał. Maluch nie potrafił samodzielnie poradzić sobie z założeniem przedszkolnych kapci, co wywołało u niego ogromną frustrację.
Zamiast ciepłego wsparcia, dziecko usłyszało pogardliwe uszczypliwości od swojej babci, która przyszła z nim tego dnia do placówki. Kobieta zaczęła ostentacyjnie i głośno zawstydzać malucha, wytykając mu niezdarność przy innych dzieciach i dorosłych. Z jej ust padły okrutne słowa: „No i czego znowu ryczysz? Taki duży chłopak, a mazgaisz się jak dzidziuś! Zobacz, jak inne dzieci ładnie siedzą i same potrafią, tylko z tobą wiecznie jest jakiś problem. Jak zaraz nie włożysz tych butów, to zostawię cię tu boso i sama wrócę do domu”.
Atmosfera stała się tak gęsta i nieprzyjemna, że inne matki aż odwracały wzrok z poczucia zażenowania.
Dlaczego publiczne zawstydzanie rani tak jak fizyczny klaps
Zjawisko publicznego piętnowania i zawstydzania dzieci to wciąż głęboko zakorzeniony błąd wychowawczy, który wielu dorosłych wynosi z własnych domów rodzinnych. Moja znajoma, opowiadając mi tę historię, wciąż miała w oczach łzy współczucia dla tego obcego, małego chłopca, który jedyne, co mógł zrobić, to skulić się w sobie. Starsze pokolenie bardzo często wierzy, że zawstydzenie dziecka podziała na nie motywująco i zmusi do szybszego usamodzielnienia się lub posłuszeństwa. Teksty w stylu: „Wstydź się, wszyscy na ciebie patrzą i się śmieją”, mają rzekomo obudzić w maluchu ambicję. W rzeczywistości jednak przynoszą dokładnie odwrotny skutek, niszcząc rodzące się poczucie własnej wartości i budując w dziecku przekonanie, że jest beznadziejne.
Dla trzyletniego czy czteroletniego dziecka, które uczy się dopiero koordynacji i radzenia sobie z trudnymi emocjami, założenie ciasnego kapcia to zadanie. Płacz jest w tym wieku naturalnym wentylem bezpieczeństwa, sygnałem oznaczającym „Pomóż mi, bo sobie nie radzę”, a nie złośliwym działaniem wymierzonym w opiekuna.
Kiedy w odpowiedzi na ten płacz dziecko słyszy drwiny i widzi, że najbliższa mu osoba wystawia je na pośmiewisko przed grupą rówieśników, przeżywa ogromny kryzys. Publiczne zawstydzanie wywołuje w psychice malucha potężny stres i poczucie odrzucenia, które mogą skutkować lękiem przed chodzeniem do przedszkola i wycofaniem społecznym. Dziecko, zamiast uczyć się samodzielności, zaczyna panicznie bać się popełnienia jakiegokolwiek błędu w obecności dorosłych.
Reagować czy milczeć, kiedy widzimy krzywdę małego człowieka?
Najtrudniejszym elementem całej tej przedszkolnej sceny była absolutna cisza, jaka zapadła wśród zgromadzonych w szatni dorosłych, którzy postanowili udawać, że nic nie widzą. Znajoma przyznała, że do dziś dręczą ją wyrzuty sumienia, ponieważ sparaliżowana sytuacją nie potrafiła wydusić z siebie ani jednego słowa potępienia wobec babci. Odwracanie wzroku przez innych rodziców to częsta reakcja obronna, wynikająca ze strachu przed wejściem w konflikt i usłyszeniem, że to nie ich sprawa i nie powinni wtrącać się w cudze wychowanie. Jednak milczenie otoczenia daje sprawcy ciche przyzwolenie na kontynuowanie przemocy psychicznej i utwierdza go w przekonaniu, że jego metody są w porządku. Maluch z kolei dostaje sygnał, że cały świat dorosłych jest zły, niesprawiedliwy i nikt nie stanie w jego obronie.
Przełamanie tej znieczulicy społecznej nie wymaga od nas wszczynania karczemnej awantury, ponieważ można zareagować w sposób kulturalny, ale stanowczy. Czasami wystarczy podejść, kucnąć przy płaczącym dziecku i spokojnym głosem powiedzieć, że te kapcie rzeczywiście bywają bardzo trudne do założenia i nawet dorośli mieliby z nimi problem. Taki prosty gest zdejmuje z malucha odium wstydu, pokazuje mu, że jego emocje są ważne i normalne, a jednocześnie w subtelny sposób gasi zapędy agresywnego opiekuna. Dorosły, który nagle poczuje na sobie wzrok i konstruktywną ocenę grupy, zazwyczaj natychmiast zmienia ton i orientuje się, że jego zachowanie nie spotyka się z aprobatą otoczenia.
Jak budować odporność emocjonalną malucha bez przemocy i krzyku
Usamodzielnianie przedszkolaka to długi i wymagający proces, który powinien opierać się na gigantycznych pokładach cierpliwości, empatii oraz wzajemnego zaufania. Jeśli chcemy, aby nasze dziecko sprawnie radziło sobie z codziennymi obowiązkami, musimy dać mu na to czas i przestrzeń, zamiast wymagać cudów w momentach największego stresu. Trening zakładania butów czy ubrań najlepiej przeprowadzać w spokojnych, domowych warunkach, kiedy nikt nie patrzy na zegarek i nie spieszy się na autobus. Chwalenie za najmniejsze próby i docenianie wysiłku, a nie tylko ostatecznego sukcesu, buduje w małym człowieku wiarę we własne możliwości.
Kiedy jednak sytuacja w szatni wymyka się spod kontroli, rolą mądrego rodzica lub dziadka jest bycie bezpieczną przystanią dla płaczącego przedszkolaka. Przytulenie, wzięcie głębokiego oddechu i spokojne zapewnienie, że razem damy sobie z tym radę, działa cuda na dziecięcy układ nerwowy. Szatnia przedszkolna powinna być miejscem, z którego dziecko wychodzi z podniesioną głową, gotowe na radosne wyzwania nowego dnia, a nie ze łzami w oczach i poczuciem całkowitej porażki. Szacunek do drugiego człowieka, nawet tego najmniejszego, to najważniejsza lekcja, jaką możemy przekazać kolejnym pokoleniom, dbając o ich przyszłe zdrowie psychiczne.
Zobacz też: Niesmaczny zwyczaj rodziców w przedszkolnej szatni. Opiekunka nie kryje wstydu: „Obrzydliwość”