Kolorowe, wpadające w ucho piosenki i uśmiechnięte dzieci na ekranie sprawiają, że wielu rodziców sięga po ten sam tytuł, gdy potrzebują chwili spokoju albo chcą zająć dzieci z pozoru edukacyjną bajka. Tymczasem eksperci od rozwoju dziecka coraz głośniej apelują, by przyjrzeć się temu, co dokładnie pokazuje się najmłodszym i jak bardzo dynamiczna jest to forma.
WIDEO…
Ekspertka ostrzega przed serialem CoComelon
W polskich mediach powróciła dyskusja o serialu animowanym CoComelon, jednej z najczęściej oglądanych bajek dla najmłodszych na świecie. Logopedka i psycholożka Adrianna Dzięgielewska w rozmowie z RMF określa ją jako jedną z najgorszych propozycji dla małych dzieci i przekonuje, że produkcja jest bardzo szkodliwa, bo została zaprojektowana tak, by przyciągać uwagę dziecka jak najdłużej przy pomocy szybkich cięć montażowych, jaskrawych kolorów i nieustannych bodźców. Według ekspertki CoComelon nie wspiera rozwoju dziecka, a jedynie ma je „wciągać” na dłużej.
Podstawowy zarzut dotyczy tempa. CoComelon jest opisywany jako program o bardzo szybkim montażu, w którym sceny zmieniają się co kilka sekund, przy stałym akompaniamencie muzyki i intensywnych barw, co może prowadzić do przebodźcowania u najmłodszych, a także zaburzeń w rozwoju mowy.
Specjaliści zwracają uwagę, że taka forma „łapie” uwagę dziecka i nie pozwala jej naturalnie puścić, co bywa łączone z późniejszymi trudnościami z koncentracją i samoregulacją emocji.
Szkodliwa bajka dla dzieci. Dlaczego rodzice powinni zachować spokój i zdrowy rozsądek?
Warto jednak oddzielić opinię ekspertki od twardych dowodów naukowych. Amerykańska Akademia Pediatrii (AAP) wskazuje, że nie istnieją badania mierzące bezpośrednio wpływ samego CoComelon na rozwój małych dzieci, choć jednocześnie przyznaje, że specjaliści krytykują serial za zbyt szybkie tempo i sposób przyciągania uwagi. Innymi słowy, nie ma dowodu na to, że oglądanie tej konkretnej bajki „uszkadza mózg”, a pojawiające się w mediach porównania do środków odurzających pozostają publicystycznym ostrzeżeniem, nie diagnozą kliniczną.
W dyskusji na temat tej bajki często przywoływane jest badanie z 2011 roku, w którym już dziewięć minut oglądania bardzo szybkiej animacji chwilowo pogarszało u przedszkolaków tak zwane funkcje wykonawcze, czyli zdolność skupienia, hamowania impulsów i kontroli zachowania. To argument za tym, by zwracać uwagę na tempo i intensywność treści, a nie tylko na sam tytuł.
Dla rodziców najbardziej praktyczna pozostaje ogólna zasada dotycząca czasu przed ekranem. AAP przypomina, że dzieci poniżej drugiego roku życia najlepiej w ogóle nie sadzać przed ekranem, a maluchom w wieku od dwóch do pięciu lat warto ograniczać oglądanie do około godziny dziennie.
Jeśli dziecko po bajce jest rozdrażnione, ma trudność z przejściem do spokojnej zabawy albo domaga się wyłącznie tego typu treści, może to wskazywać raczej na silną stymulację i utrwalony nawyk ekranowy niż na udowodnione uzależnienie. To sygnał, że warto sięgnąć po spokojniejsze animacje i wspólnie ustalić rozsądne granice, zamiast obwiniać się za każdą włączoną bajkę.
Źródło: RMF FM, American Academy of Pediatrics, Forbes
Zobacz też: Polska bajka podbija Netfliksa. Nie ma tam smoków ani księżniczek, a cała rodzina nie może się oderwać