Kiedyś czekało się na wieczorynkę, dziś wystarczy jedno kliknięcie na smartfonie, by dziecko zatonęło w nieskończonym oceanie jaskrawych barw, pędzącej akcji i ogłuszających dźwięków. Ostatnio złapałam się na tym, że gdy moja córka oglądała jedną ze współczesnych, popularnych kreskówek, sama poczułam się zmęczona i przebodźcowana po zaledwie pięciu minutach.

WIDEO…

player placeholder

Opinie specjalistów nie pozostawiają złudzeń: w pogoni za nowoczesnością zgubiliśmy coś niezwykle cennego, a ratunek dla rozwoju mowy naszych dzieci leży na półce z napisem „retro”. Chodzi o kultowego, poczciwego Reksia, który dla współczesnego kilkulatka może wydawać się wręcz nudny i archaiczny, a dla jego rozwoju jest absolutnym kamieniem milowym.

Dlaczego współczesne bajki mogą opóźniać rozwój mowy u dzieci?

Żeby zrozumieć zachwyt logopedów nad przygodami sympatycznego pieska z łatką, musimy najpierw przyjrzeć się temu, co dzieje się w głowie dziecka podczas oglądania nowoczesnych animacji. Dzisiejsze produkcje są tworzone tak, by maksymalnie przykuć uwagę – kadry zmieniają się co ułamek sekundy, postacie krzyczą, w tle pulsuje głośna muzyka, a efekty specjalne niemal wyskakują z ekranu. Dla niedojrzałego układu nerwowego malucha to nie jest rozrywka, to jest prawdziwy atak na zmysły. Mózg dziecka skupia się wyłącznie na przetrwaniu tego informacyjnego tsunami, przez co całkowicie wyłącza funkcje odpowiedzialne za głębsze przetwarzanie docierających bodźców.

Zobacz także:

Logopedzi alarmują, że w takich warunkach dziecko nie ma szans na naukę mowy. Postacie w nowych bajkach często mówią za szybko, ich usta poruszają się w sposób nienaturalny, a fabuła pędzi tak, że maluch nie nadąża z łączeniem słów z obrazem. Co więcej, natłok dialogów sprawia, że dzieci po prostu „głuchną” na poszczególne wyrazy, traktując je jako szum tła. I tu na scenę wkracza nasz stary znajomy ze Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej, wywracając współczesne teorie do góry nogami.

Fenomen Reksia, czyli dlaczego brak dialogów to gigantyczna zaleta

Kiedy po rekomendacji terapeutów włączyłam kiedyś moim dzieciom „Reksia”, na początku spotkałam się z lekkim protestem. „Mamo, ale tu nikt nie mówi!” – usłyszałam. I właśnie w tym zdaniu kryje się cały sekret tej bajki. Paradoksalnie, produkcja, w której nie pada ani jedno ludzkie słowo, jest najlepszym, co możemy zaserwować dziecku uczącemu się mówić i rozumieć świat. W „Reksiu” cała fabuła opiera się na genialnej, czytelnej animacji, gestach, mimice oraz dźwiękach naśladowczych. Piesek szczeka, piszczy, skacze, kury gdaczą, a traktor terkocze.

Dla logopedy to czyste złoto. Dziecko, oglądając te proste, wolno zmieniające się kadry, ma czas na przetworzenie informacji. Widzi związek przyczynowo-skutkowy: Reksio macha ogonem, bo jest wesoły; Reksio łapie się za głowę, bo stało się coś złego. To uczy malucha fundamentów komunikacji niewerbalnej, bez której mowa w ogóle nie może się wykształcić. Brak potoku słów sprawia, że dziecko nie czuje się przytłoczone. Zamiast tego zaczyna samo opowiadać to, co widzi na ekranie. Zaczyna pytać, komentować, naśladować odgłosy zwierząt. Bajka z dawnych lat aktywizuje małego widza, zamiast zmieniać go w bezmyślnego zombi wpatrzonego w migający ekran.

Jak mądrze dawkować ekrany i wspierać rozwój dziecka każdego dnia?

Oczywiście, nikt z nas nie zamknie dziecka w klatce i nie odetnie go całkowicie od współczesnego świata i technologii. Żyjemy w XXI wieku i nowe technologie są częścią naszej codzienności. Jednak jako rodzice mamy realny wpływ na to, czym karmimy umysły naszych pociech. Logopedzi stawiają sprawę jasno: zamiast pozwalać na bezmyślne przewijanie losowych filmików w sieci, stwórzmy z oglądania bajki rytuał. Wybór „Reksia” to idealny punkt wyjścia do wspólnej zabawy i nauki.

Usiądźmy obok dziecka. Kiedy Reksio pomaga rannemu ptaszkowi, porozmawiajmy o empatii. Kiedy buduje budę, nazywajmy przedmioty, które widzimy na ekranie. Dzięki temu, że ta bajka jest spokojna, nie generuje w dziecku napięcia ani agresji. Po seansie maluch nie jest rozdrażniony, lecz wyciszony i gotowy do kreatywnego działania. Ta niedzisiejsza, prosta kreskówka buduje w dziecku tarczę ochronną przed współczesnym przebodźcowaniem, dając mu jednocześnie przestrzeń do rozwoju mowy w jego własnym, naturalnym tempie.

Czasem to, co najlepsze dla naszych dzieci, nie wymaga drogich subskrypcji ani nowoczesnych technologii – wystarczy powrót do korzeni.

Zobacz też: Wystarczą 3 minuty rano i wieczorem. Tak mądrzy rodzice budują w dziecku pewność siebie na całe życie