W wagonie panował potworny ścisk, jak to zwykle bywa w godzinach porannego szczytu. Na jednym z przystanków wsiadła dziewczyna w zaawansowanej, bardzo widocznej ciąży – biedaczka ledwo trzymała się barierki, była blada i ewidentnie szukała wzrokiem wolnego miejsca. Kilka osób natychmiast odwróciło głowy w stronę okien, udając, że nagle bardzo interesuje ich widok za szybą. Na szczęście tuż obok mnie siedziała porządna, miła kobieta z synem, na oko dwunastoletnim chłopcem. Ta mama zareagowała od razu, wstała z uśmiechem i powiedziała do ciężarnej: „Proszę usiąść, na pewno pani ciężko”.

WIDEO…

player placeholder

Dziewczyna podziękowała z ogromną ulgą i już miała podejść do wolnego fotela, gdy nagle wydarzyło się coś, co zmroziło wszystkich pasażerów stojących obok. Zanim ciężarna zdążyła zrobić choćby krok, dwunastolatek błyskawicznie, bezczelnie wepchał się na to zwolnione przez mamę miejsce, zajął je, rozwalił się szeroko i natychmiast wbił wzrok w telefon.

Jego matka zamarła zszokowana, a na jej twarzy pojawił się purpurowy rumieniec wstydu. Zaczęła go szarpać za rękaw i cicho prosić: „Adaś, natychmiast wstań, to miejsce dla tej pani, przecież widzisz, że jest w ciąży”. Chłopak nawet nie podniósł głowy znad ekranu, tylko burknął: „Byłem pierwszy!”.

Zobacz także:

Brak szacunku do starszych i kobiet w ciąży to wina rodziców?

Było mi bardzo żal tej kobiety. Próbowała jeszcze raz nakazać synowi wstanie, ale on ostentacyjnie założył słuchawki na uszy i całkowicie ją zignorował. Wtedy ona po prostu odpuściła – spuściła głowę, zaczęła przepraszać ciężarną i stała obok swojego rozwalonego na fotelu syna przez kolejne cztery przystanki.

Gdzie popełniliśmy błąd jako społeczeństwo, że dwunastoletni, zdrowy i silny chłopak ma za nic prośby własnej matki i zdrowie kobiety w ciąży? Dzieci nie rodzą się samolubami, one uczą się tego od nas i z otaczającego świata. Wyhodowaliśmy pokolenie małych egoistów, dla których liczy się tylko ich własna wygoda i ekran smartfona. Ten chłopak doskonale wiedział, że robi coś złego, ale wiedział też, że matka nie wyciągnie wobec niego żadnych twardych konsekwencji.

Jak bezstresowe wychowanie niszczy empatię u dzieci?

Najbardziej przerażające w tej całej scenie było to, jak bardzo rodzice boją się dzisiaj własnych dzieci i ich reakcji. Ta kobieta, zamiast stanowczo zabrać synowi telefon, kazać mu natychmiast wstać i wyciągnąć go za rękę z tramwaju, wolała potulnie milczeć i znosić upokorzenie. Swoją biernością dała mu jasny sygnał: „Twoja bezczelność wygrała, możesz mną dyrygować”.

Taki dwunastolatek idzie potem w świat z przekonaniem, że wszyscy wokół są jego służącymi, a zasady kultury i pomocy słabszym go nie obowiązują. Jeśli syn w tym wieku potrafi tak ostentacyjnie zignorować prośbę matki i narazić na niebezpieczeństwo ciężarną kobietę, to na jakiego człowieka wyrośnie za kilka lat? To będzie dorosły egoista, który nie pomoże nikomu, dopóki sam nie będzie miał w tym interesu.

Jak uczyć dzieci kultury?

Moja jedyna refleksja po tym koszmarnym poranku jest taka, że jako pasażerowie również daliśmy ciała na całej linii, bo nikt z nas nie zareagował wystarczająco ostro. Starszy pan stojący obok tylko kręcił z żalem głową, ja sama zaczęłam szukać w torebce chusteczek, a ciężarna dziewczyna ostatecznie usiadła na miejscu, które zwolnił jej ktoś z drugiego końca wagonu. Nasze społeczne milczenie i odwracanie wzroku to przyzwolenie na to, by tacy mali tyrani wchodzili nam na głowę.

Mam wrażenie, że czas najwyższy zacząć głośno i otwarcie rozmawiać o kryzysie wychowania w polskich domach. Rodzicielstwo to nie jest wieczne spełnianie zachcianek i udawanie, że nasze dziecko jest świętą krową, której nic nie można nakazać. Mamy obowiązek uczyć dzieci empatii, wdzięczności i szacunku do drugiego człowieka, bo bez tego obudzimy się niedługo w świecie, w którym strach będzie prosić o pomoc. Zacznijmy wymagać od dzieci ludzkich odruchów, zanim będzie za późno, a ich egoizm zniszczy wszystko wokół.

Alicja

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: „Mąż zabrał naszego synka na krótki spacer wokół bloku i obaj zapadli się pod ziemię. Po 3 latach odkryłam, że mieszkają trzy ulice dalej”