Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie, choć od samego początku tamto dziecko potwornie rozrabiało. Chłopczyk, na oko właśnie siedmioletni pierwszoklasista, biegał między taśmą a półkami ze słodyczami, rzucał batonikami, kopał wózki innych ludzi i przeraźliwie krzyczał, że on chce jajko niespodziankę. Jego mama? Zupełnie niewzruszona, stała z nosem w telefonie, przesuwając palcem po ekranie i od niechcenia rzucając co kilka minut standardowe: „Antoni, zostaw”, na które mały nawet nie reagował.

WIDEO…

player placeholder

Czara goryczy przelała się jednak, gdy chłopak chwycił wielkiego, ozdobnego pączka z dziurką, zaczął go ostentacyjnie dusić w małych rączkach, a potem po prostu rozmazał lukier po taśmie kasowej. Wtedy pani kasjerka, bardzo zmęczona, ale wciąż niezwykle uprzejma, przerwała kasowanie i powiedziała ciepłym głosem: „Kochanie, proszę cię, nie niszcz tych pączków i nie brudź taśmy, jest mi teraz przez to przykro”. W tym momencie matka chłopca w końcu oderwała wzrok od smartfona, ale zamiast przeprosić, tylko fuknęła pod nosem. Jednak to, co zrobił jej syn, sprawiło, że wszystkim nam opadły szczęki.

Siedmiolatek stanął z rękami na biodrach, spojrzał kobiecie prosto w oczy i wykrzyczał na cały regulator: „Nie będziesz mi mówić, co mam robić! Moja mama mówi, że jesteś tylko zwykłą panią z kasy i musisz nas słuchać!”. W sklepie zapadła grobowa cisza.

Zobacz także:

Dlaczego rodzice pozwalają dzieciom na brak szacunku w sklepie?

Patrzyłam na tę sytuację i czułam, jak wzbiera we mnie gigantyczna fala złości oraz bezsilności. Najbardziej przerażające nie było zachowanie tego małego chłopca, bo przecież dzieci w tym wieku są jak gąbka – chłoną wszystko, co słyszą w domu. Przerażająca była reakcja jego matki, która zamiast natychmiast spalić się ze wstydu, złapać syna za rękę i kazać mu przeprosić tę ciężko pracującą kobietę, ostentacyjnie się uśmiechnęła. Rozejrzała się po kolejce wzrokiem pełnym wyższości, przytuliła młodego do boku i powiedziała głośno: „No, brawo, nikomu nie pozwól się obrażać”.

Ludzie w kolejce zaczęli szeptać, starszy pan tylko pokręcił z żalem głową, a biedna pani kasjerka zrobiła się czerwona jak burak i widziałam, że ledwo powstrzymuje łzy. Jak można tak bardzo zepsuć własne dziecko? Gdzie podziały się podstawowe zasady kultury, szacunku do drugiego człowieka i do pracy, którą ktoś wykonuje? Ta kobieta za kasą siedzi tam po kilkanaście godzin dziennie, żebyśmy my mieli świeże bułki na śniadanie, a traktuje się ją tak okropnie na oczach innych.

Jak bezstresowe wychowanie niszczy charakter małego dziecka?

Jako matka dwójki dzieci doskonale wiem, że maluchy miewają gorsze dni, że w sklepie dopada je przebodźcowanie, zmęczenie i frustracja. Sama nieraz uciekałam z marketu z płaczącym trzylatkiem, zostawiając pełen wózek, bo nie mogłam nad nim zapanować. Ale jest ogromna, fundamentalna różnica między napadem złości u zmęczonego malucha a świadomym, wyrafinowanym pluciem jadem i obrażaniem drugiego człowieka.

Ten siedmiolatek doskonale wiedział, co mówi i wiedział, że te słowa mają zaboleć. On powtórzył dokładnie to, co słyszy przy rodzinnym stole, kiedy jego rodzice komentują innych ludzi. Żyjemy w czasach, w których pod hasłem bezstresowego wychowania i budowania pewności siebie hodujemy małe, roszczeniowe potwory. Jeśli pozwalamy dziecku na traktowanie innych z góry tylko dlatego, że pracują fizycznie, to na kogo ono wyrośnie? Na dorosłego egoistę bez krzty empatii.

Co zrobić, gdy widzimy agresywne zachowanie dziecka w miejscu publicznym?

Niestety, nikt z nas stojących w tej kolejce nie zareagował na tyle ostro, by tę kobietę i jej syna zawstydzić – i tego do teraz najbardziej żałuję. Każdy tylko mruczał coś pod nosem, chcąc jak najszybciej zapłacić i uciec z tego toksycznego miejsca. Ja sama odwróciłam wzrok mojej córeczki, żeby nie oglądała takich scen, ale teraz czuję, że powinnam była głośno powiedzieć, co o tym myślę.

Piszę ten list do Was, bo mam wrażenie, że jako społeczeństwo doszliśmy do ściany. Rodzice kompletnie zatracili instynkt wychowawczy, myląc miłość z pozwalaniem na absolutną anarchię. Jeśli nie zaczniemy głośno reagować na takie chamstwo w sklepach, autobusach czy na placach zabaw, to za kilkanaście lat obudzimy się w świecie, w którym strach będzie wyjść na ulicę. Błagam, uczmy dzieci szacunku do każdego zawodu, bo to nie praca definiuje naszą wartość, ale to, jak traktujemy drugiego człowieka.

Mama z Warszawy

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Pracownica zgasiła bezczelną matkę jednym zdaniem. Scena z IKEA to dowód, że wychowujemy rozwydrzone pokolenie