Reklama

Są filmy, które po prostu się ogląda, i takie, które zostają z człowiekiem na lata. Dla wielu kobiet „Nigdy w życiu!” było właśnie takim filmem – historią, z którą wchodziły w dorosłość, związki i macierzyństwo. Tymczasem zapowiedziana po ponad 20 latach kontynuacja już na długo przed premierą została przykryta konfliktem Joanny Jabłczyńskiej i Katarzyny Grocholi.

Pierwsza część trafiła do kin w 2004 roku, a Jabłczyńska wcieliła się w Tosię, córkę Judyty. W nowym filmie „Właśnie że tak! Nigdy w życiu! 20 lat później” w rolę dorosłej Tosi ma wcielić się Agnieszka Żulewska. Jabłczyńska publicznie wyraziła rozczarowanie, twierdząc, że czuła się oszukana, a wokół jej wypowiedzi rozpętała się medialna awantura. Do sprawy włączyła się także Dorota Szelągowska, a Grochola zapowiedziała kroki prawne.

Postanowiłam zapytać trzy znane mi mamy, czy po całej aferze nadal mają ochotę zobaczyć film.

„Imię Tosia wybrałam właśnie przez ten film”

Anna ma 20-letnią córkę Tosię. Nie ukrywa, że cała sytuacja jest dla niej wyjątkowo niesmaczna.

– Moja córka ma na imię Tosia właśnie dlatego, że kiedy byłam młodsza kobietą, uwielbiałam „Nigdy w życiu!”. I książkę, i film. To imię bardzo mi się wtedy podobało i film miał na mnie ogromny wpływ. Dzisiaj, kiedy widzę tę awanturę, jest mi po prostu przykro.

Kobieta nie zamierza kupować biletu.

– Pewnie wiele osób powie, że mieszam film z prywatnym konfliktem. Być może. Ale dla mnie ten film był czymś więcej niż produkcją na jeden wieczór. Mam z nim związane wspomnienia. A teraz zamiast radości z powrotu jest jakiś niesmak. Nie pójdę do kina.

„Jestem po stronie Jabłczyńskiej”

Magda, mama dwóch córek, przyznaje, że konflikt odebrał jej sporą część entuzjazmu.

– To jest zwyczajnie przykra sytuacja. Nie znam kulis, nie wiem, kto ma rację, ale zdecydowanie bliżej mi do Joanny Jabłczyńskiej. Jeśli ktoś przez tyle lat był kojarzony z konkretną rolą i miał poczucie, że wróci do tej historii, a później dowiaduje się czegoś innego, trudno mi się dziwić emocjom.

Jej zdaniem najbardziej szkoda samego filmu.

– „Nigdy w życiu!” ma ogromny sentymentalny potencjał. Wiele kobiet dorastało razem z tymi bohaterkami. A teraz zamiast mówić o fabule i powrocie Judyty, wszyscy dyskutują o konflikcie. To naprawdę przykre.

„Pójdę, ale czuję niesmak”

Kasia nie zamierza bojkotować produkcji.

– Ja dam temu filmowi szansę. Pójdę do kina, bo jestem zwyczajnie ciekawa, co twórcy zrobili z tymi bohaterami po tylu latach.

Jednocześnie przyznaje, że atmosfera wokół filmu ją rozczarowała.

– „Nigdy w życiu!” to był dla mnie film formacyjny. Oglądałam go jako młoda dziewczyna, później jako kobieta, a jeszcze później jako mama. W pewnym sensie kształtował moje wyobrażenie o dorosłości, związkach i tym, że można zacząć życie od nowa.

– Dlatego mam jakiś niesmak. Szkoda, że film, który kojarzył mi się z czymś lekkim, kobiecym i nostalgicznym, ma teraz za sobą taki smród.

Zdjęcia do filmu dopiero się zaczęły, a produkcja już wzbudziła emocje, jakich chyba nikt się nie spodziewał. Być może właśnie to pokazuje, jak mocno pierwsze „Nigdy w życiu!” zapisało się w pamięci widzek.

Nawet jeśli dla jednych nowy film będzie po prostu kolejną komedią romantyczną, dla innych powrót Tosi, Judyty i reszty bohaterów będzie konfrontacją z własną młodością.

Zobacz także: Matki wreszcie się buntują: nadchodzi era „beta moms”. Psycholożka wyjaśnia ich fenomen

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...