Reklama

Postanowiłam sprawdzić, czy małe letnie przyjemności rzeczywiście mają znaczenie. Oto pięć rzeczy, które tego lata pomagają mi złapać oddech.

1. Poranna kawa wypita w ciszy

Nie zawsze mam na nią czas., dlatego postanowiłam wstawać chwilę wcześniej, gdy "dom jeszcze śpi". Czasem trwa pięć minut, czasem piętnaście. Ale odkąd przestałam pić ją w biegu między pakowaniem plecaka a odpowiadaniem na wiadomości, zauważyłam, że inaczej zaczynam dzień.

kawa

Co mnie zaskoczyło?

To, że kilka minut ciszy naprawdę wpływa na moje samopoczucie.

Dla kogo to ma sens?

Dla mam, które mają poczucie, że od rana są "na posterunku".

Dla kogo raczej nie?

Dla osób, które najlepiej odpoczywają w ruchu i nie potrzebują takich rytuałów.

2. Spacer z psem przed rozpoczęciem dnia

Kluska nie wie, czym jest lista zadań ani deadline. Kiedy wychodzimy na spacer, przypomina mi, że świat nie kończy się na obowiązkach. To zaledwie kilkanaście minut, ale wracam z nich spokojniejsza.

Kluska

Co mnie zaskoczyło?

Jak bardzo kontakt z naturą pomaga uporządkować myśli.

Dla kogo to ma sens?

Dla rodziców, którzy potrzebują choć chwili poza domowym chaosem.

Dla kogo raczej nie?

Dla osób, które nie przepadają za poranną aktywnością.

3. Książka noszona w torebce

Nie pamiętam, kiedy ostatnio przeczytałam książkę w jeden weekend. Teraz czytam po kilka stron - w poczekalni, podczas treningu dziecka czy wieczorem przed snem.

Co mnie zaskoczyło?

Że nawet 10 minut dziennie wystarczy, by wrócić do nawyku czytania.

Dla kogo to ma sens?

Dla mam, które tęsknią za czymś, co należy tylko do nich.

Dla kogo raczej nie?

Dla osób, które wolą podcasty lub seriale.

4. Lody po placu zabaw

To chyba najbardziej niedoceniana letnia przyjemność. Nie chodzi nawet o same lody, ale o ten moment, kiedy siadamy na ławce i nigdzie nie musimy się spieszyć.

Co mnie zaskoczyło?

Jak szybko zwykły spacer może zamienić się we wspomnienie, które dziecko zapamięta na długo.

Dla kogo to ma sens?

Dla rodzin, które chcą celebrować małe momenty.

Dla kogo raczej nie?

Dla osób, które nie przepadają za spontanicznymi przystankami w ciągu dnia.

5. Wieczór bez telefonu

Udaje mi się robić to codziennie. Odkładam telefon, gdy siedzę w ogrodzie, idę z psem na spacer, a wieczorem włączam tryb samolotowy. Dzięki temu przypominam sobie, że nie muszę być dostępna przez cały czas.

Co mnie zaskoczyło?

Jak często sięgam po telefon zupełnie bezwiednie.

Dla kogo to ma sens?

Dla rodziców, którzy czują, że ich głowa nigdy nie jest naprawdę offline.

Dla kogo raczej nie?

Dla osób, których praca wymaga stałej dostępności.

Czy zrobię to ponownie?

Tak. Bo odkryłam, że lato nie musi być idealne, żeby było dobre. Nie potrzebuję egzotycznych wakacji ani perfekcyjnie zaplanowanych atrakcji. Czasem wystarczy kubek kawy, spacer z psem i chwila, w której nikt niczego ode mnie nie chce.

Jeśli więc czujesz, że to lato znowu przecieka ci przez palce, spróbuj znaleźć jedną małą przyjemność tylko dla siebie. Być może okaże się, że to właśnie ona uratuje ci niejeden dzień.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...