Odkąd urodziła, ma dość własnej matki. „Mówi, że weźmie małą na spacer i poudaje mamusię”
Kiedy na świecie pojawia się upragnione maleństwo, młoda matka najbardziej potrzebuje spokoju i bezwarunkowego wsparcia najbliższych. Niestety, czasem to właśnie własna matka potrafi zamienić najpiękniejszy czas w życiu w wycieńczającą walkę o przetrwanie i ochronę własnego dziecka.

Ten post zdezorientowanej mamy z profilu „Mamy mamom” na Facebooku wywołał we mnie prawdziwą lawinę emocji − od głębokiego współczucia, przez czysty gniew, aż po lodowaty dreszcz niepokoju. Czytając jej wyznanie, poczułam, jak bardzo samotna i osaczona musi się czuć kobieta, której granice są bezpardonowo przekraczane przez najbliższą osobę − własną matkę. To nie jest zwykły, pokoleniowy spór o to, czy niemowlę powinno nosić czapeczkę w upał. To przejmujący krzyk młodej kobiety, która w najważniejszym momencie swojego życia została wepchnięta w toksyczną grę o władzę nad własnym dzieckiem.
Wszystko zaczęło się od momentu, w którym na świecie pojawiła się jej córeczka. Zamiast mądrego wsparcia, świeżo upieczona mama zderzyła się z emocjonalnym szantażem. Autorka postu pisze wprost o narastającej niechęci do matki, która od początku przekraczała wszelkie granice, wymuszając wizyty i strasząc, że dziecko „zapomni dziadków”.
Czarę goryczy przelały jednak sytuacje z życia codziennego i święta spędzone wspólnie pod jednym dachem. Chodzenie za młodą matką krok w krok, próby przejęcia kąpieli maluszka, ignorowanie zakazu całowania niemowlęcia w twarz, a nawet chowanie się po pokojach i zamykanie drzwi pod pretekstem usypiania dziecka.
Najbardziej przerażające są jednak słowa, które padły z ust babci: „Raz rzuciła tekstem, że weźmie ją na spacer i poudaje mamusię”. Na dźwięk takich słów w mojej głowie zapala się wielka, czerwona lampka ostrzegawcza. To nie jest chęć pomocy. To niepokojąca, wręcz patologiczna próba wejścia w buty młodej matki i zaspokojenia własnych potrzeb emocjonalnych kosztem bezbronnego dziecka i zdezorientowanej córki.
Manipulacja i podważanie autorytetu, czyli czerwona flaga w relacjach z babcią
Gdy młoda mama próbuje walczyć o swoją podmiotowość, słyszy od własnej rodzicielki, że jest... zazdrosna. Z kolei przy najmniejszym kwęknięciu niemowlęcia babcia rzuca pogardliwe: „Mamusia cię nie nakarmiała”. Te słowa ranią do żywego, ale przede wszystkim niosą ze sobą potężny ładunek destrukcji. W komentarzach pod postem natychmiast wybuchła burzliwa dyskusja, w której internautki bezbłędnie zdiagnozowały ten toksyczny mechanizm. Jedna z komentujących napisała bardzo mądrą i głęboką analizę tej sytuacji:
„Zwróciła moją uwagę jedna rzecz. Teksty w stronę dziecka typu: 'mamusia cię nie nakarmiła', a potem prawdopodobnie: 'mamusia cię źle ubrała', 'mamusia cię źle uczesała', 'chodź, babcia poprawi' − to bardzo duża czerwona flaga, ponieważ jest to podważanie wartości i autorytetu matki. Nikt tak do dziecka nie powinien mówić o jego matce. To jest bardzo ważna sprawa do rozwiązania. Takie coś może bardzo zaważyć na relacji dziecka z matką. Matka traci autorytet, babcia staje się sojuszniczką, ale to od matki będzie oczekiwać odpowiedzialności za dobre wychowanie dziecka. Kochana, przed tobą zadanie, jak się z tego wybronić. Nie bój się sięgnąć po pomoc, żeby to zrozumieć i być w stanie opanować matkę, ale też dziecko i męża”.
Podpisuję się pod tymi słowami obiema rękami. Podkopywanie pozycji matki w oczach dziecka, nawet tego kilkumiesięcznego, to powolne sączenie jadu w fundamenty rodziny. Babcia, która stosuje takie techniki, buduje swoją pozycję jako tej „jedynej, dobrej i idealnej”, jednocześnie stawiając córkę w roli nieudolnej, niedoświadczonej dziewczynki.
Inną trafną i niezwykle dosadną opinią podzieliła się kolejna obserwatorka profilu: „Dorosła kobieta chce poudawać mamusię, a jest babcią? Tutaj już się zapala czerwona lampka. To Twoje dziecko i masz prawo mówić, co wolno, a czego nie. Ja bym się obawiała i nie dała jej dziecka nawet na chwilę”.
Kolejna internautka dodała z oburzeniem: „Mnie dziwi jedno. Wszystkie Panie jak jeden mąż − co z Tobą, dziewczyno? A co jest nie tak z mamą-babcią? Jakieś niezaspokojone potrzeby macierzyńskie?! Bycie babcią to nie bycie mamą. Koniec, kropka. Nieszanowanie granic dorosłej córki, walenie tekstami do niej, że jest zazdrosna o własne dziecko, mówienie, że weźmie na spacer wnuczkę i poudaje mamusię?! To babcia ma problem ze sobą. Babcie są fantastyczne, kochają wnuki nad życie, bywają ogromnie pomocne. Ale jak każdy powinny znać swoje miejsce i rolę w rodzinie”.
Te słowa idealnie pokazują sedno problemu − zaburzenie ról. Babcia próbuje zawłaszczyć macierzyństwo córki, odbierając jej prawo do samodzielnego popełniania błędów i budowania własnej, intymnej relacji z niemowlęciem.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Facebook i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Syndrom idealnej babci kontra matczyna intuicja
Oczywiście, jak to w internecie bywa, nie zabrakło głosów stojących w opozycji, które próbowały zrzucić całą winę na rzekomą hormonalną burzę czy niedojrzałość autorki postu. Niektóre kobiety uważały, że młoda mama po prostu przesadza i powinna się cieszyć, że ktokolwiek chce jej pomóc. Jedna z komentujących napisała: „Zanim policzę, ile miesięcy ma Twoja córeczka, to napiszę − tak, jesteś zazdrosna. Tak, Twoja mama przegina z tymi tekstami z 'udawaniem mamusi', ale może gdybyś Ty trochę wyluzowała, to ona by nie musiała tak intensywnie zabiegać o kontakt z wnuczką? Daj jej wziąć na ręce, poprzytulać i wycałować (w główkę, w czoło, w policzki, przecież to babcia Twojego dziecka), przecież Ci jej nie zje. Przy pierwszej córce też mi odbiło z zazdrością o dziecko, przy drugiej już całkowicie wyluzowałam i cieszy mnie każda forma pomocy”.
Inna użytkowniczka poszła jeszcze dalej w swojej krytyce: „Uwielbiam, jak wszystko, co robią dziadkowie, wam nie pasuje, ale jak trzeba gdzieś dziecko zostawić, żeby mieć czas dla siebie, to wtedy dziadkowie już jednak są spoko. Boże. Chciałabyś mieć takie problemy w życiu, naprawdę. Ja z moją babcią spędzałam całe dnie i spałam z nią w jednym łóżku, kąpała mnie itd. i mam z nią do dziś genialną relację. A jak jadę do swojej mamy z córkami, to żartuję, że udaję, że moje dzieci nie są moje, i odpoczywam, żeby móc być potem lepszą i zrelaksowaną mamą. Myślę, że coś wynika z czegoś. Twoja matka nie zachowywałaby się dziwnie, gdyby nie to, że traktujesz ją jak rywalkę w walce o miłość Twojego dziecka, co nie jest normalne”.
Kiedy czytam takie opinie, czuję wewnętrzny sprzeciw. Sprowadzanie realnego problemu psychologicznego, jakim jest jawne i agresywne łamanie granic intymności, do zwykłego „braku luzu” i „zazdrości”, jest niezwykle krzywdzące. Młoda matka ma pełne, święte prawo do decydowania o tym, kto, kiedy i jak dotyka jej dziecka.
Jeśli nie życzy sobie całowania niemowlęcia − ze względów higienicznych czy zdrowotnych − ta decyzja powinna być uszanowana bez dyskusji i bez ostentacyjnego „zapominania się”. Porównywanie sytuacji, w której babcia oferuje zdrowe wsparcie, do sytuacji, w której babcia próbuje odizolować matkę od dziecka, by „poudawać mamusię”, jest potężnym nadużyciem i kompletnym niezrozumieniem tematu.
Jak postawić twarde granice i nie dać się wpędzić w poczucie winy?
Ta bolesna historia z forum to doskonały powód do refleksji dla wielu z nas. Macierzyństwo to nie jest ring bokserski, na którym matka i babcia mają walczyć o trofeum, jakim jest miłość małego dziecka. Autorka stoi obecnie przed dramatycznym wyborem − zbliża się moment powrotu do pracy, a jej matka już zadeklarowała chęć opieki. Kobieta bije się z myślami, czy to zniesie, czy może lepszym, choć droższym rozwiązaniem, będzie żłobek.
Patrząc na dynamikę tej relacji, odpowiedź wydaje się jasna: zdrowie psychiczne matki i spokój dziecka są bezcenne. Jeśli pomoc ma być opłacona nieustanną frustracją, lękiem i poczuciem, że własna rodzicielka knuje za naszymi plecami, by przejąć naszą rolę, to cena tej „darmowej” opieki jest zdecydowanie za wysoka.
Stawianie granic własnym rodzicom bywa potwornie trudne, bo od dziecka uczy się nas posłuszeństwa i szacunku do starszych. Jednak w momencie, gdy same stajemy się matkami, nasz priorytet się zmienia. Naszym nadrzędnym obowiązkiem jest ochrona własnego gniazda i własnego dziecka − także przed toksyczną miłością własnej matki.
Dziewczyno z forum, jeśli to czytasz: nie jesteś zazdrosna, nie oszalałaś i nie masz za co przepraszać. Twoje dziecko, Twoje zasady. A babcia, jeśli chce być obecna w życiu wnuczki, musi najpierw nauczyć się szacunku do kobiety, która to dziecko wydała na świat.