Doskonale wiem, że rodzinny obiad w miejscu publicznym bywa dla rodziców ogromnym wyzwaniem − maluchy szybko się nudzą, bywają przebodźcowane i nie potrafią wysiedzieć na krześle tak długo jak dorośli. Zawsze patrzę na zmęczone mamy z ogromną wyrozumiałością, bo sama pamiętam chwile, gdy próbowałam zjeść posiłek w pośpiechu, modląc się w duchu, by moje dzieci nie urządziły głośnej awantury przy kelnerze. Jednak to, co spotkało mnie w minioną niedzielę w jednej z popularnych włoskich pizzerii, całkowicie mnie zaskoczyło i zmusiło do głębszej refleksji nad tym, gdzie leżą granice współczesnej swobody.
WIDEO…
Sześcioletni chłopiec zrobił coś niespodziewanego tuż przy naszym stoliku, a jego matka na oczach całej sali nie wiedziała, gdzie podziać oczy ze wstydu. Próbując ukryć swoją bezradność, rzuciła tylko, czerwona na twarzy: „On się tak bawi”. Słuchałam tego z zażenowaniem, bo to nieporadne tłumaczenie pokazało, jak bardzo jako dorośli gubimy się dziś w stawianiu prostych wymagań najmłodszym.
Nieproszony gość i nagły test wytrzymałości szklanek
Wszystko zaczęło się bardzo przyjemnie − zapach pieczonego ciasta, cicha muzyka w tle i wolne popołudnie, które chciałam spędzić na spokojnej rozmowie ze swoimi dziećmi. Nasze zamówienie właśnie wylądowało na stole, gdy obok pojawił się około sześcioletni chłopiec z plastikowym autkiem w ręku. Dziecko przez chwilę kręciło się bez celu, po czym bez żadnego skrępowania podeszło bezpośrednio do naszego stolika.
Zanim zdążyłam się uśmiechnąć czy zapytać, gdzie są jego rodzice, mały z impetem zaczął kopać w drewnianą nogę naszego stołu. Cały blat natychmiast zadrżał, oliwa w karafce niebezpiecznie zatańczyła przy samej krawędzi, a sos pomidorowy niemal wylał się na jasny obrus. Chłopiec uderzał stopą rytmicznie i z całą siłą, traktując konstrukcję jak jakiś bęben. Przez dłuższą chwilę czekałam na jakąkolwiek reakcję z sąsiedniego stolika, skąd co jakiś czas dobiegały odgłosy śmiechu i ożywionej rozmowy dorosłych, którzy zamawiali kolejną porcję jedzenia dla swojej grupy.
Bezradność ukryta pod uśmiechem. „On się tak bawi” to zły argument
Gdy noga od stołu dostała kolejne mocne uderzenie, a sztućce głośno zabrzęczały, nie wytrzymałam i bardzo spokojnym, ciepłym głosem zwróciłam się do chłopca, prosząc go, by przestał kopać, bo zaraz wyleją się napoje. W tym samym momencie zza ścianki oddzielającej stoliki wyrosła jego mama, która do tej pory była całkowicie pochłonięta przeglądaniem czegoś w swoim telefonie.
Kobieta spiekła raka, widząc, że obca osoba rozmawia z jej synem, a cała uwaga sali skupiła się na niej. Zamiast jednak podejść, wziąć malucha za rękę i przeprosić za zakłócenie spokoju, postanowiła obrócić całą sytuację w niewinny żart. Uśmiechnęła się sztucznie i rzuciła w naszą stronę hasło: „On się tak bawi”. Siedziałam tam i po prostu nie wierzyłam, że dorosła osoba próbuje w ten sposób tłumaczyć niszczenie restauracyjnego mienia i przeszkadzanie innym klientom. Matka nie potrafiła wyegzekwować od syna posłuszeństwa, więc wolała udawać, że kopy w stół to świetna rozrywka dla sześciolatka.
Sztuka kompromisu w restauracji. Jak dbać o dobrostan dziecka i spokój innych
Myślę, że bardzo często popadamy w skrajności − z jednej strony boimy się surowych, dawnych metod opartych na ciągłych zakazach i krzyku, a z drugiej strony ulegamy modzie na całkowity brak barier, który robi z dzieci małych egoistów.
Prawda jest taka, że restauracja przyjazna rodzinom to nie jest plac zabaw, na którym wolno robić absolutnie wszystko. Mądre stawianie granic polega na uczeniu kilkulatka od najmłodszych lat, że wokół niego żyją inni ludzie, którzy mają pełne prawo do zjedzenia posiłku w ciszy i bez strachu, że zaraz wyleje się na nich gorąca kawa. Jeśli dziecko nudzi się przy stoliku, naszym obowiązkiem jest zorganizowanie mu czasu − zabranie ze sobą kolorowanki, małej książeczki albo po prostu wyjście z nim na krótki spacer przed lokal, dopóki kelner nie przyniesie pizzy.
Pozwalanie na to, by dziecko terroryzowało otoczenie, a potem uciekanie w bezpieczne hasła o zabawie, to po prostu pójście na łatwiznę, a także, niestety, fundowanie maluchowi potężnych trudności w relacjach w przyszłości. Umiejętność okazywania szacunku innym ludziom, ich pracy oraz wspólnej przestrzeni to ważny i potrzebny kapitał na dorosłe życie.