Organizacja urodzin dziecka potrafi kosztować nie tylko sporo pieniędzy, lecz także nerwów. Do naszej redakcji napisała mama sześciolatka, która zarezerwowała salę zabaw dla syna i jego kolegów z przedszkola. Jeden z zaproszonych chłopców pojawił się jednak z młodszym bratem. Matka jubilata nie kryje oburzenia, bo nieplanowany gość oznaczał dodatkowe koszty i niezręczną sytuację, której można było uniknąć.
WIDEO…
List od mamy sześciolatka. Dziwny urodzinowy zwyczaj ją zszokował
Niedawno wyprawiałam synowi szóste urodziny. Chciałam, żeby miał fajny dzień z kolegami z przedszkola, więc zarezerwowałam salę zabaw. Wszystko ustaliłam wcześniej, podałam liczbę dzieci, zapłaciłam za pakiet, atrakcje i przekąski. Wiadomo, że takie urodziny kosztują, ale to raz w roku, więc chciałam, żeby syn był zadowolony.
Zaprosiłam kilku chłopców z grupy. Rodzice jednego z nich przyprowadzili go punktualnie, tylko że razem z nim wszedł jeszcze jego trzyletni brat. I co ja miałam zrobić? Kazać im wracać do domu? Dzieciak już był na miejscu, patrzył na wszystkie zabawki, a jego mama zachowywała się tak, jakby wszystko było w najlepszym porządku.
Zapytałam, czy młodszy też zostaje, a ona odpowiedziała, że tak, bo przecież nie miała go z kim zostawić. Nawet nie zapytała wcześniej, czy może go przyprowadzić! Nie wiem, czy liczyła, że jakoś to będzie, czy po prostu uznała, że skoro starszy syn jest zaproszony, to młodszy też może skorzystać.
Pracownik sali wyjaśnił mi, że za dodatkowe dziecko trzeba dopłacić. No i co miałam zrobić? Przy wszystkich rodzicach robić awanturę o kilkadziesiąt złotych? Zapłaciłam, bo nie chciałam psuć synowi urodzin. Tylko że do dziś mnie nosi, kiedy o tym pomyślę. Przecież to nie ja zaprosiłam tego trzylatka, nie planowałam dla niego przekąsek ani nie uwzględniałam go w rezerwacji.
Najbardziej wkurza mnie postawa jego mamy. Ani przepraszam, ani nawet głupiego „mogę dopłacić?”. Nic. Jakby to było oczywiste, że wszyscy mają się dostosować do jej sytuacji. A ja też mam swoje wydatki i nie organizowałam imprezy dla całego rodzeństwa zaproszonych dzieci.
Naprawdę nie rozumiem, skąd u niektórych rodziców takie podejście. Czy tak trudno zadzwonić i zapytać, czy można przyjść z młodszym dzieckiem? Przecież mogłam się zgodzić albo powiedzieć, że nie ma takiej możliwości. Najgorsze, że zostałam postawiona pod ścianą, bo nie chciałam robić przykrości dzieciom.
Rodzice nie mają wstydu. Zaproszenie na urodziny nie oznacza, że można zabrać ze sobą całą rodzinę. Szkoda, że nie wszyscy to rozumieją.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl
Komentarz od redakcji
Czy rodzic może przyprowadzić na dziecięce urodziny także rodzeństwo zaproszonego malucha? Oczywiście może zapytać, ale nie powinien zakładać, że dodatkowy gość zostanie automatycznie zaakceptowany. Organizatorzy przyjęć w salach zabaw często wymagają wcześniejszego zgłoszenia liczby dzieci, a za każdego dodatkowego uczestnika pobierają opłatę.
Mama jubilata miała prawo poczuć się niezręcznie, szczególnie jeśli nie chciała odmawiać dziecku, które już pojawiło się na miejscu. Nie oznacza to jednak, że rodzice młodszego chłopca musieli z góry wiedzieć, że nie wolno go przyprowadzić – mogli po prostu zapytać. Najważniejsze jest to, by nie przerzucać na gospodarzy kosztów własnej decyzji i nie stawiać ich przed faktem dokonanym.
W podobnych sytuacjach najlepiej ustalić zasady przed imprezą. Jeśli rodzic potrzebuje zabrać także młodsze dziecko, powinien zapytać o zgodę i dowiedzieć się, czy wiąże się to z dodatkową opłatą. Z kolei organizator ma prawo odmówić, jeśli rezerwacja i budżet obejmują konkretną liczbę gości. Urodziny dziecka mają być przyjemnością, a nie okazją do nieporozumień między dorosłymi.
Zobacz także: Dziwny zwyczaj na dziecięcych urodzinach. „Bulę za wszystkich w klasie, a Helenka nawet ich nie lubi”