Reklama

Urodziny w przedszkolu zazwyczaj są dla dzieci jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń. Jest tort, śpiewanie „Sto lat”, drobne upominki i słodycze, które solenizant przynosi dla całej grupy. Dla Ani, córki mojej znajomej, takie urodziny zakończyły się jednak płaczem.

Dziewczynka ma alergię pokarmową i nie może jeść przypadkowych słodyczy. Jej mama wcześniej rozmawiała o tym z nauczycielkami, dlatego była spokojna, że podczas urodzin wszystko zostanie odpowiednio zorganizowane.

„Myślałam, że Ania jest na to przygotowana”

Moja znajoma opowiadała mi, że córka od pewnego czasu wiedziała już, że nie może jeść wszystkiego, co jedzą inne dzieci.

– Wydawało mi się, że rozumie swoją alergię. W domu nie robimy z tego wielkiej tragedii, tłumaczymy jej, że niektórych rzeczy nie może jeść, ale przecież może mieć inne. Byłam więc przekonana, że w przedszkolu również sobie z tym poradzi – opowiada.

Tego dnia jedno z dzieci obchodziło urodziny. Rodzice przynieśli dla całej grupy cukierki, a nauczycielka zaczęła rozdawać je dzieciom.

– Ania oczywiście od razu zobaczyła, że wszyscy coś dostają. Podobno bardzo się ucieszyła, bo lubi takie momenty, kiedy cała grupa świętuje razem.

Problem pojawił się, kiedy przyszła kolej na nią.

„Dlaczego wszyscy mają, a ja nie?”

Nauczycielka wiedziała o alergii dziewczynki, więc nie podała jej zwykłego cukierka.

– Ania powiedziała, że też chce. Pani podobno spokojnie jej wytłumaczyła, że nie może zjeść tego konkretnego cukierka, bo może jej zaszkodzić. Tylko że Ania nie przyjęła tego tak spokojnie, jak wszyscy się spodziewali.

Dziewczynka zaczęła płakać i pytać, dlaczego inne dzieci mogą dostać słodycz, a ona nie.

– W pewnym momencie miała podobno powiedzieć: „Ale ja też chcę taki jak oni”. I wtedy już się rozpłakała. Pani próbowała ją uspokoić, ale Ania była coraz bardziej zdenerwowana.

Dla dorosłego sytuacja wydawała się oczywista. Dla kilkuletniej dziewczynki wyglądała jednak zupełnie inaczej – wszystkie dzieci dostały coś fajnego, a ona jako jedyna nie.

„W domu pękło mi serce”

Kiedy znajoma odebrała córkę z przedszkola, od razu zauważyła, że coś jest nie tak.

– Ania była zapłakana i przez całą drogę do domu mówiła, że wszystkie dzieci dostały cukierki, tylko ona nie. Próbowałam jej tłumaczyć, że to dlatego, że ma alergię, ale ona odpowiadała: „Ale ja też jestem dzieckiem”.

To zdanie szczególnie zapadło mojej znajomej w pamięć.

– Wiedziałam, że nauczycielka zrobiła dokładnie to, co powinna. Nie mogła przecież dać jej czegoś, co mogłoby wywołać reakcję alergiczną. Ale jednocześnie jako mama zobaczyłam, jak bardzo takie sytuacje mogą boleć małe dziecko.

Dopiero wtedy znajoma pomyślała, że samo tłumaczenie zasad bezpieczeństwa może nie wystarczyć.

„Następnym razem przygotuję jej coś specjalnego”

Mama Ani postanowiła, że przy kolejnych przedszkolnych urodzinach przygotuje córce bezpieczny słodyczowy zamiennik.

– Nie chcę, żeby Ania czuła, że zawsze coś ją omija. Jeśli inne dzieci będą dostawały cukierki, ona też dostanie coś, co może bezpiecznie zjeść. Nie chodzi przecież o to, żeby nauczyć ją, że zawsze musi mieć dokładnie to samo co inni, tylko żeby nie czuła się wykluczona.

Dziś znajoma mówi, że cała sytuacja była dla niej ważną lekcją.

– Zrozumiałam, że dla dorosłego jeden cukierek naprawdę nie ma znaczenia. Dla trzylatki czy czterolatki, która widzi, że wszystkie dzieci coś dostały, a ona nie, może to być ogromne przeżycie. I czasami trzeba pomyśleć nie tylko o tym, żeby dziecko było bezpieczne, ale też o tym, żeby emocjonalnie łatwiej było mu zrozumieć, dlaczego jest inaczej.

Zobacz także: Wstyd na urodzinach u kuzynki. 7-latek jednym bezczelnym zdaniem zniszczył prezent jubilatki. „Goście zdrętwieli”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...