Adoptowała kotka, dzieci go uwielbiają. „Partner wygania go na dwór, bo mu śmierdzi. Oddać go?”
Miał swój dom i rodzinę, która go pokochała. Teraz jego przyszłość stoi pod znakiem zapytania, bo jeden z domowników nie potrafi zaakceptować jego obecności. Wpis opublikowany na stronie Mamy Mamom poruszył tysiące osób, które zgodnie przypominają: adopcja zwierzaka to nie decyzja „na próbę”.

Na facebookowej stronie Mamy Mamom pojawił się wpis kobiety, która kilka miesięcy temu wraz z rodziną adoptowała około dwuletniego kota. Jak pisze, zwierzak okazał się spokojny i łagodny:
„Jest bardzo przytulaśny, nic nie drapie i nie niszczy. Mam trzech synów – 3, 13 i 15 lat – którzy bardzo lubią tego kotka”.
Problem pojawił się po pewnym czasie. Partner autorki wpisu, który początkowo sam zgadzał się na adopcję, zaczął coraz gorzej znosić obecność zwierzęcia w domu: „Partner ma nadwrażliwość sensoryczną i pomimo że na początku chciał adoptować kotka, teraz go nie znosi”.
Jak tłumaczy kobieta, mężczyźnie przeszkadza niemal wszystko: „Narzeka, że gdy tylko wchodzi do domu, śmierdzi mu karmą i kuwetą. Za głośno miauczy”.
Robi wszystko, żeby pogodzić wszystkich
Autorka wpisu przekonuje, że stara się znaleźć rozwiązanie, które będzie dobre zarówno dla kota, jak i partnera. Zmieniła karmę na mniej intensywnie pachnącą, regularnie sprząta kuwetę, szuka nowych miejsc na miski. To jednak nie rozwiązało problemu.
„Ostatnio partner zaczął wynosić miskę na taras i wygania kota na dwór”.
Kobieta opisuje również nocne miauczenie pupila.
„Zdarza się też, że kot o czwartej czy piątej nad ranem miauczy pod moimi drzwiami od sypialni. Gdy zamykam go na noc w innym pomieszczeniu, i tak słyszę, jak miauczy przez drzwi. Nie da się spać”.
Nie chce jednak wpuszczać go do sypialni, bo kot wychodzi na zewnątrz i zdarza mu się przynosić kleszcze.
„Jest też garaż, ale partner mówi, że to jedyne miejsce jego relaksu i wyciszenia i kot nie ma tam wstępu.”
Na końcu wpisu kobieta zadaje pytanie, które poruszyło tysiące internautów.
„Co radzicie zrobić? Nie chcę oddawać tego kotka”.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Facebook i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
„Partner był dorosły, kiedy zgadzał się na adopcję”
Pod wpisem pojawiło się ponad 1500 komentarzy. Większość z nich nie pozostawiała wątpliwości, po czyjej stronie stoją internauci. Jedna z osób napisała:
„Wymień partnera, a kota zostaw... A tak serio – partner był dorosły w momencie adopcji kota i rozumiał, że bierze odpowiedzialność za to stworzenie. Zwierzę to nie zabawka, żeby je wyrzucić, kiedy się znudzi”.
W podobnym tonie wypowiadali się inni.
„Nadwrażliwość sensoryczna na zwierzaka, a na dzieci już nie? Ktoś raczej chce się kota pozbyć...”.
Pojawiły się również bardziej ironiczne komentarze.
„Dlaczego dzieci nie oddaliście? Przecież głośniej i częściej płaczą, krzyczą i brudzą. Zrobiliście troje dzieci i wtedy nadwrażliwości sensorycznej nie było?”.
Wielu komentujących zwracało uwagę, że ani kot, ani żaden inny zwierzak nie jest przedmiotem, który można odłożyć na bok, gdy zaczyna przeszkadzać.
„Wystaw partnera na taras albo do garażu. A tak poważnie – dzieci też mu przeszkadzają? Płacz, krzyki trzylatka? Też wystawia dzieci za drzwi? Kociak powinien mieć dostęp do wszystkich pomieszczeń. Nie będzie płakał pod drzwiami, bo chce być blisko was. Pamiętajcie, że to żywe stworzenie, a nie pluszak. Wydaje dźwięki i ma swój zapach”.
Inni zwracali uwagę na sam sposób opieki nad zwierzęciem: „Żadnego wychodzącego kotka. Jeśli już, to na szelkach i pod nadzorem. Kociak będzie bezpieczniejszy w domu”.
Jeszcze ktoś inny zauważył: „Kotek adoptowany powinien być przede wszystkim zaopiekowany i niewychodzący. Miauczy, bo potrzebuje czułości. Pewnie długo był sam, a teraz jesteście jego rodziną”.
Zwierzę to decyzja na lata
Choć zdecydowana większość komentarzy zachęcała do pozostawienia zwierzaka w domu, pojawiły się również głosy, że jeśli sytuacja ma wyglądać w ten sposób, lepszym rozwiązaniem będzie znalezienie mu nowego, spokojnego domu, w którym będzie chciany i kochany.
Historia opisana na stronie Mamy Mamom poruszyła internautów nie tylko dlatego, że dotyczy kota. Tak naprawdę jest opowieścią o odpowiedzialności za decyzje podejmowane wspólnie.
Adopcja zwierzęcia zawsze oznacza zgodę na to, że w domu pojawią się sierść, zapachy, dźwięki i obowiązki. Nie każdy odnajduje się w takiej rzeczywistości, ale właśnie dlatego warto szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie, czy naprawdę jesteśmy gotowi na nowego domownika.
Bo kot nie rozumie, że ktoś zmienił zdanie. Wie tylko tyle, że znalazł rodzinę, której zaufał.
Zobacz także: „Na wesele zaprosili mojego mopsa, a dzieci siostry musiały zostać z nianią. Popieram ten trend”