Katalina, Lilacja i Janmaks, czyli nowy trend wśród imion dla dzieci. Namemaxxing zaraz dotrze do Polski
Za oceanem coraz głośniej o „namemaxxing”, czyli modzie na imiona maksymalnie oryginalne, dopracowane i zapadające w pamięć, a rankingi pokazują, że rodzice tworzą je czasem niemal od zera. Sprawdzamy, co dokładnie oznacza ten trend, jak wygląda w praktyce i czy ma szansę przyjąć się nad Wisłą, gdzie wciąż króluje klasyka.

Wybór imienia dla dziecka to jedna z pierwszych i najbardziej osobistych decyzji, jakie podejmują rodzice. W Stanach Zjednoczonych coraz częściej mówi się o zjawisku określanym mianem „namemaxxing”, czyli podejściu, w którym imię ma być maksymalnie oryginalne, zapadające w pamięć i wyróżniające dziecko na tle rówieśników.
Na czym polega trend „namemaxxing” w USA?
„Namemaxxing” to internetowe, publicystyczne określenie, a nie oficjalna kategoria używana przez amerykańską administrację. Opisuje ono tendencję, w której rodzice odchodzą od przewidywalnych, tradycyjnych imion na rzecz wyborów bardziej wyrazistych, dopracowanych stylistycznie i naznaczonych osobistym znaczeniem. Chodzi o imiona unikalne, o mocnym brzmieniu, często z niestandardową pisownią lub inspirowane naturą, kulturą i tożsamością, a nie wyłącznie rodzinną tradycją.
Eksperci od nadawania imion zauważają, że rodzice coraz częściej chcą, by imię było nie tylko ładne, ale też niosło konkretne znaczenie i wyróżniało dziecko. W polskich i zagranicznych mediach zwraca się też uwagę na rekordową popularność podwójnych imion oraz rosnące zainteresowanie imionami neutralnymi płciowo i całkowicie wymyślonymi formami.
Co pokazują amerykańskie dane o imionach z 2025 roku?
Ciekawe jest to, że oficjalne dane amerykańskiej Administracji Ubezpieczeń Społecznych (SSA) rysują obraz nieco bardziej złożony. Na szczycie rankingu za 2025 rok już siódmy rok z rzędu utrzymały się klasyczne imiona: Olivia i Liam. Jednocześnie w dolnych partiach zestawienia widać wyraźnie ten sam pęd ku oryginalności, o którym mówi „namemaxxing”.
Największe wzrosty zanotowały imiona nietypowe, świeże i tworzone niejako od zera. Wśród chłopców najszybciej piął się w górę Kasai, które według SSA oznacza „ogień” w językach japońskim i suahili, a wśród dziewczynek Klarity, będące współczesnym, stylizowanym zapisem słowa „clarity”, czyli jasność. To dobrze pokazuje, jak wygląda ten trend w praktyce: mocne znaczenie plus dopracowana, wyróżniająca się pisownia.
Czy „namemaxxing” ma szansę dotrzeć do Polski?
W polskich statystykach na razie widać raczej odwrotny kierunek. Z danych za 2025 rok wynika, że rodzice w Polsce chętnie sięgają po imiona klasyczne i krótkie, a w czołówce znalazły się Zofia i Nikodem. Media wskazują też na modę na krótkie formy takie jak Mia, Ida czy Ada.
Gdyby jednak polscy rodzice chcieli ślepo podążać za amerykańską modą i łączyć imiona, w naszych przedszkolach i na placach zabaw mogłyby pojawić się przedziwne hybrydy językowe. Zamiast tradycyjnych wyborów, w urzędach stanu cywilnego rejestrowano by takie miksy jak „Jakubał” (z połączenia Jakuba i Michała), „Annaria” (z Anny i Marii) czy brzmiący niemal egzotycznie „Januszard” (z Janusza i Ryszarda).
Warto jednak pamiętać, że w Polsce swobodę w wymyślaniu form ogranicza prawo i opinie Rady Języka Polskiego, która regularnie odradza nietypowe i dziwaczne imiona. Amerykański pomysł na „maksowanie” imion może więc inspirować, ale w polskich realiach trudniej o pisownię, która wyglądałaby poprawnie i naturalnie jednocześnie. Dla rodziców szukających czegoś oryginalnego dobrym kompromisem bywa więc imię o ciekawym znaczeniu, a nie o zaskakującym zapisie.
Zobacz też: „Mąż wyszedł z córką na plac zabaw, a wrócił z pustym wózkiem. Płakał i powtarzał tylko jedno słowo”