Reklama

Stałam przed lustrem w łazience, patrząc na swoją twarz, która wydawała mi się obca. Cienie pod oczami, włosy upięte w byle jaki kok, sprany dres poplamiony kawą. Nie poznawałam tej osoby. Staś, dom, obowiązki – miałam wrażenie, że od miesięcy, od narodzin Stasia, żyję na autopilocie. Przez moment przymknęłam oczy, próbując przypomnieć sobie, kiedy ostatnio poczułam się atrakcyjna, zadbana, zwyczajnie... sobą. Westchnęłam głęboko i postanowiłam wreszcie wziąć prysznic, choćby dla własnego komfortu.

Wtedy usłyszałam głos Przemka dobiegający z kuchni. Mój mąż rozmawiał przez telefon. Nie zamierzałam podsłuchiwać, ale kiedy padło moje imię, automatycznie się zatrzymałam.

– Wiem, mamo, wiem – mówił cicho, wyraźnie starając się, żebym nie usłyszała. – Po porodzie Izka... no, trochę się zaniedbała. Ciągle zmęczona, w dresie, nie ma dla mnie czasu. To już nie to samo, co kiedyś. Inne kobiety jakoś dają radę po urodzeniu dziecka, a ona jakoś nie umie wziąć się w garść.

Poczułam, jak robi mi się gorąco. Zaniedbałam się? Przecież codziennie walczyłam o to, by w domu wszystko działało jak w zegarku. Zajmowałam się Stasiem, potem gotowałam, prałam, sprzątałam. Dbałam, żeby miał czyste koszule i domowy obiad. A on narzekał na mnie swojej matce?

Serce waliło mi jak oszalałe, kiedy po cichu wycofałam się do sypialni. Usiadłam na łóżku, próbując się nie rozpłakać. Ale nie płakałam – byłam wściekła. I bardzo zraniona. Po chwili usłyszałam, jak Przemek kończy rozmowę, ale nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Postanowiłam przemyśleć wszystko w samotności.

Niespodziewany gość na niedzielnym obiedzie

Kilka dni później zadzwoniła Jadwiga, moja teściowa. Miała ten swój ton, który brzmiał jak troska, ale zawsze kryło się za nim coś więcej.

– Izuś, zapraszam was na niedzielny obiad – zaćwierkała do słuchawki. – Będzie ktoś jeszcze. Pamiętasz Marlenę? Tę koleżankę Przemka z dawnych lat? Akurat przyjechała do miasta, więc wpadnie na pieczeń, zawsze jej bardzo smakowała. To tylko taka luźna, koleżeńska wizyta.

Marlenę trudno było zapomnieć. Była dziewczyna mojego męża – zawsze perfekcyjna, uśmiechnięta, z klasą. Jadwiga nigdy nie kryła, że bardzo za nią przepadała. Niejednokrotnie dawała mi do zrozumienia, że Marlena była „tą właściwą” dla Przemka.

– Oczywiście, Jadwigo – odpowiedziałam z wymuszoną grzecznością. – Będziemy, chociaż Staś ma kolki, więc nie wiem, jak długo zostaniemy.

Odkładając słuchawkę, czułam, jak narasta we mnie bunt. Jadwiga najwyraźniej postanowiła działać po narzekaniach syna. Chciała udowodnić, jak wiele rzekomo Przemek stracił, wybierając mnie, a nie idealną Marlenę. Poczułam się upokorzona, ale jednocześnie zdeterminowana, by nie pozwolić się zepchnąć do kąta.

Przez całą sobotę czułam ciężar nadchodzącego obiadu. W niedzielę rano długo stałam przed szafą. Wybrałam sukienkę z rocznicy ślubu – dopasowaną, w głębokim butelkowym kolorze, której dawno nie miałam na sobie. Zrobiłam staranny makijaż, umyłam i ułożyłam włosy. Patrząc na siebie w lustrze, dostrzegłam cień dawnej siebie.

Kiedy Przemek zobaczył mnie w przedpokoju, na chwilę zaniemówił.

– Izka... wyglądasz... pięknie – powiedział zaskoczony.

– Dzięki. Chodźmy, bo się spóźnimy – odpowiedziałam chłodno, tuląc do siebie Stasia.

Gra pozorów przy stole

Dom Jadwigi pachniał pieczenią, ale atmosfera już od progu była gęsta. Marlena siedziała w salonie, rozmawiając z teściową. Miała na sobie elegancką, kremową bluzkę i ciemne spodnie, wyglądała jak z reklamy. Jej makijaż był nienaganny, a uśmiech szeroki i pewny siebie.

– Przemek! – zawołała, wstając i rzucając mu się na szyję. Potem spojrzała na mnie i na Stasia z nienachalnym zainteresowaniem. – Izka, prawda? W końcu się poznajemy. O, a to jest... Twój syn?

– Nasz syn. Staś – odpowiedziałam, starając się brzmieć uprzejmie.

Staś zasnął w moich ramionach. Ułożyłam go w gondoli i usiadłam do stołu. Jadwiga była w swoim żywiole, co chwilę podkreślając osiągnięcia Marleny.

– Marlena właśnie została szefową działu w tej dużej firmie – powiedziała z dumą, nakładając jej ziemniaki. – I jeszcze znajduje czas na podróże, kursy, siłownię... Prawdziwa kobieta sukcesu.

– Oj, Jadwigo, nie przesadzaj – zaśmiała się Marlena, rzucając spojrzenie w stronę Przemka. – Po prostu lubię być aktywna. Przemek zawsze to doceniał.

Przemek uśmiechnął się niepewnie, zerkając na mnie. Czułam, że Jadwiga i Marlena rozgrywają między sobą grę, w której ja mam być tą gorszą – żoną, która po narodzinach dziecka nie dba o siebie, nie rozwija się, tylko tkwi w domowych obowiązkach.

– A ty, Iza? – odezwała się nagle Marlena, zerkając na mnie znad talerza. – Przemek wspominał, że masz sporo pracy w domu, z dzieckiem. Jak sobie z tym radzisz?

To zdanie zabrzmiało jak ukryty przytyk. Przemek musiał narzekać nie tylko matce... Poczułam, że wszystko, co robię, ciągle jest niewystarczające.

Moment prawdy

Odłożyłam sztućce. Przez chwilę w pokoju panowała cisza. Spojrzałam na Marlenę, a potem na Jadwigę.

– Tak, jestem bardzo zajęta – zaczęłam spokojnie, choć w środku aż się gotowałam. – Jestem na urlopie macierzyńskim, który z urlopem ma niewiele wspólnego. Całe dnie zajmuję się Stasiem, a potem wszystkim innym, żeby Przemek mógł odpocząć po pracy. Gotuję, sprzątam, piorę jego brudną bieliznę i dziurawe skarpety. Czasem nie mam już siły, by wyglądać jak z żurnala. Ale to dlatego, że inwestuję swoją energię w nasze życie, a nie tylko w swój wygląd.

Przeniosłam wzrok na męża, który nagle stracił rezon.

– Jeśli mój mąż uważa to za zaniedbanie, może czas, żeby sam zadbał o swoje koszule i obiady. Wizyta w sklepie też jest wskazana.

Jadwiga otworzyła usta, ale weszłam jej w słowo.

– A ty, Jadwigo, zapraszając tu Marlenę pod pretekstem koleżeńskiej wizyty, pokazałaś brak szacunku nie tylko do mnie, ale i do mojego małżeństwa i do naszej rodziny.

Wstałam od stołu. Nikt się nie odezwał. Poczułam, że muszę wyjść, zanim powiem coś jeszcze ostrzejszego. Wzięłam płaszcz, torebkę, wózek ze śpiącym Stasiem i skierowałam się do wyjścia.

– Izka, zaczekaj! – Przemek wybiegł za mną, wyraźnie zaniepokojony. – Proszę, nie rób tego. Przepraszam. To nie tak miało wyglądać.

– Ale tak wygląda. Powiedziałeś, co myślisz, i pozwoliłeś, żeby mama urządziła to przedstawienie. Musisz się zastanowić, czego naprawdę chcesz – powiedziałam i ruszyłam w stronę przystanku.

Nowy początek

W drodze do domu długo myślałam o tym, co się wydarzyło. Było mi przykro, ale czułam też ulgę. Po raz pierwszy od dawna postawiłam siebie na pierwszym miejscu. Nawet nie Stasia, ale siebie. Przez kolejne dni Przemek był ideałem męża. Ciepły, troskliwy, zaangażowany w opiekę nad dzieckiem.

A ja w końcu zaczęłam robić coś dla siebie. Zapisałam się na taniec, którego kiedyś bardzo chciałam spróbować. Tylko raz w tygodniu, ale Przemek w końcu zaczął się zachowywać jak ojciec, więc mogłam zostawić z nim Stasia. Odwiedzałam przyjaciółki, do których dawno nie dzwoniłam. Okazało się, że Staś ma wspaniałe ciocie.

Nie wiem jeszcze, co będzie dalej z moim małżeństwem. Ale wiem, że nie dam się już zepchnąć do roli tła. Nie jestem dodatkiem w swoim własnym życiu. Nie jestem tylko matką i służącą. Może to pierwszy krok do tego, by w końcu być szczęśliwą.

Izka, 34 l.

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...