Reklama

Większość z nas, dorosłych, z ogromną nostalgią wspomina własne dzieciństwo na trzepakach, kiedy całe popołudnia spędzało się na bieganiu za piłką, budowaniu baz w krzakach i skakaniu przez gumę. Ostatnio podczas popołudniowego spaceru po osiedlowym parku byłam świadkiem sytuacji, która zostawiła mnie z poczuciem ogromnego smutku.

Spojrzałam na plac zabaw i poczułam żal, bo oto kilkoro uczniów szkoły podstawowej, po nagłym odebraniu im telefonów przez opiekunów, zachowywało się tak, jakby znaleźli się w gęstej mgle. Zobaczyłam czarno na białym, co się stanie, jeśli jako dorośli nie zaczniemy natychmiast uczyć dzieci podstawowych umiejętności społecznych. Problem nie leży w samych technologiach, ale w tym, jak bardzo przez aplikacje odcięliśmy dzieci od realnego życia.

Eksperyment z cyfrowym detoksem. Jak grupa rówieśników utknęła na placu zabaw

To dające mocno do myślenia zdarzenie miało miejsce na jednym z nowych, świetnie wyposażonych osiedli, gdzie rodzice postanowili zorganizować dzieciom weekend bez technologii. Kilka mam zebrało od swoich pociech wszystkie smartfony, tablety oraz smartwatche, po czym z dumnymi minami wysłało grupę około 10-letnich dzieci na bezpieczny, ogrodzony plac zabaw.

Zamiast jednak radosnego wrzasku, gonitw i budowania podwórkowych sojuszy, zapadła nienaturalna cisza. Dzieci bez smartfonów stanęły na środku trawnika całkowicie bezradne, patrząc przed siebie pustym wzrokiem i nie mając najmniejszego pojęcia, co mają ze sobą zrobić. Obserwowałam z niepokojem ten całkowity brak kreatywności i jakiejkolwiek inicjatywy. Chłopcy i dziewczynki kręcili się wokół drabinek jak istoty pozbawione własnej woli, czekając chyba, aż ktoś włączy im kolejny filmik, który zorganizuje im czas wolny.

Całkowity paraliż komunikacyjny. Tak ekrany niszczą relacje między dziećmi

Najbardziej uderzający w całej tej sytuacji był fakt, że dzieci kompletnie nie potrafiły ze sobą normalnie rozmawiać, negocjować zasad gry ani nawet wspólnie ustalić, w co chcą się pobawić. Kiedy jeden z chłopców po kilku minutach milczenia nieśmiało zaproponował tradycyjną grę w berka, reszta grupy popatrzyła na niego z wyraźnym niesmakiem, odmawiając jakiegokolwiek fizycznego wysiłku.

Dziewczynki po chwili usiadły na drewnianych belkach piaskownicy i zaczęły marudzić, że to podwórko jest nudne, beznadziejne i one chcą natychmiast wracać do swoich pokojów.

Wyjście z cyfrowej mgły. Jak uratować dzieciństwo naszych dzieci?

Ta smutna scena z osiedlowego skweru to alarm dla każdego współczesnego rodzica, który uważa, że samo kupowanie drogich zabawek i zapisywanie dzieci na kolejne zajęcia dodatkowe załatwi sprawę wychowania. Jeśli w domu nie postawimy twardych, nienaruszalnych barier dla smartfonów i nie nauczymy dzieci nudzenia się, kombinowania i szukania rozwiązań w realnym świecie, to zderzenie tego pokolenia z dorosłymi obowiązkami będzie życiową katastrofą. Szkoła podstawowa czy plac zabaw nie naprawią naszych błędów, jeśli dla wygody podtykamy maluchom ekrany pod nos przy każdym posiłku czy podróży autem.

Czas najwyższy zacząć uczyć dzieci normalnego życia, rozmawiania z ludźmi twarzą w twarz i ponoszenia porażek na podwórku. Nasza wartość jako rodziców nie mierzy się ilością subskrypcji na kontach streamingowych naszych dzieci, ale tym, czy potrafią one z uśmiechem i bez lęku wejść w relację z drugim człowiekiem poza ekranem smartfona.

Zobacz też: Nauczycielka: „Co roku we wrześniu zadaję rodzicom tylko 1 pytanie. Każdy od razu spuszcza wzrok”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...