Każdy, kto choć raz odprowadzał malucha do placówki, doskonale zna ten klimat. Zapach wilgotnych ubrań, porozrzucane buty i wszechobecny gwar, w którym rodzice próbują okiełznać swoje pociechy przed przekroczeniem progu sali.
WIDEO…
Maria jest nauczycielką przedszkolną od 4 lat i ma już dość zachowania rodziców, którzy regularnie mylą przestrzeń wspólną z prywatnym koszem na śmieci oraz gabinetem zabiegowym. Kobieta kocha swoją pracę i uwielbia spędzać czas z maluchami, ale to, co zastaje każdego ranka po wyjściu dorosłych z szatni, zaczyna ją autentycznie przerażać.
Czego nie widać na pierwszy rzut oka w szafce trzylatka?
Początkowo Maria przymykała oko na drobne niedociągnięcia, tłumacząc sobie, że każdy może mieć gorszy dzień, a logistyka poranka z kilkulatkiem bywa bezwzględna. Niestety, z miesiąca na miesiąc sytuacja stawała się coraz gorsza, a granice dobrego smaku zostały bezpowrotnie przesunięte.
Szatnia, która powinna być czysta i bezpieczna dla dzieci spędzających tam sporo czasu na nauce samodzielnego ubierania, zamienia się w miejsce pełne niehigienicznych niespodzianek. Nauczycielka przyznaje, że skala problemu przerosła jej najśmielsze oczekiwania i dotyczy ludzi, którzy na co dzień sprawiają wrażenie niezwykle eleganckich i kulturalnych.
Higiena zostaje za drzwiami placówki
Największą zmorą, z jaką Maria musi się mierzyć, są ślady pozostawiane przez opiekunów bezpośrednio na szafkach dzieci oraz na ławkach, gdzie maluchy siadają podczas zmiany obuwia. Normą stało się porzucanie zużytych chusteczek higienicznych, którymi rodzice chwilę wcześniej wycierali nosy zakatarzonym maluchom.
Zamiast wyrzucić je do przygotowanego kosza, który stoi tuż przy drzwiach wejściowych, dorośli bezrefleksyjnie wciskają je między buty, zostawiają na półkach z czapkami lub, co gorsza, rzucają bezpośrednio na podłogę. Wokół nas krąży mnóstwo infekcji, a przedszkola są idealnym środowiskiem dla rozwoju bakterii, dlatego takie zachowanie dorosłych jest po prostu skrajną nieodpowiedzialnością.
Opiekunka nie kryje wstydu i wprost nazywa te nawyki obrzydliwością, zastanawiając się, co dzieje się w domach tych przedszkolaków, skoro w miejscu publicznym dorośli pozwalają sobie na tak rażący brak kultury.
Śniadanie w biegu i pamiątki na ławce
Kolejnym punktem zapalnym w porannej rutynie są przekąski, które dzieci dostają na ostatnią chwilę przed pożegnaniem z mamą lub tatą. Maria regularnie sprząta z ławek niedojedzone, obślinione banany, porzucone tubki po musach owocowych oraz papierki po słodkich drożdżówkach, które brudzą ubrania innych dzieci. Często zdarza się, że maluch wchodzi na salę z buzią pełną jedzenia, a rodzic zostawia lepkie ślady po soku na szafce sąsiada, zupełnie nie przejmując się tym, że ktoś inny będzie musiał to dotknąć i wyczyścić.
Współczesny świat wymaga od nas ciągłego biegu, ale pośpiech nie może być powodem ignorowania elementarnych zasad współżycia społecznego. Nauczycielka próbowała już delikatnych upomnień, wywieszania estetycznych przypomnień na tablicy ogłoszeń oraz rozmów indywidualnych, jednak komunikaty te rzadko trafiają do osób, które najbardziej powinny wziąć je sobie do serca.
Wszyscy chcemy, aby nasze dzieci dorastały w czystym, przyjaznym i pełnym szacunku środowisku, ale zapominamy, że to my sami tworzymy to miejsce swoimi codziennymi, drobnymi decyzjami. Jeśli nie zaczniemy wymagać od siebie nawzajem minimum kultury w tak prozaicznych przestrzeniach jak przedszkolna szatnia, trudno będzie nam uczyć dzieci szacunku do cudzej pracy i dbałości o wspólne dobro.
Zobacz też: Gdyby mogli, zostawialiby dzieci w przedszkolu do nocy. „Raz 4-latek zapytał, czy mama już go nie kocha”