Reklama

„Jak będziesz miała dzieci, skończy się to latanie po świecie”, „Z dzieckiem już się nie da tak podróżować”, „Nie boisz się tak latać wszędzie z dzieckiem?” – z takimi pytaniami spotyka się wiele kobiet przed ciążą czy planujących macierzyństwo, ale też mam, które decydują się na podróżowanie z dziećmi. Przez tego typu pytania i takie podejście wielu rodziców obawia się wyjazdów z pociechami. Sama znam przypadki osób, które ze strachu przed tym, że coś złego się wydarzy, na dobre rezygnowały z zagranicznych wojaży z dzieckiem. Znam też jednak osoby, które się nie boją i decydują się na taki krok. Bo doskonale zdają sobie sprawę, że podróże to najlepsze, co mogą dać swojemu maleństwu.

Czym skorupka za młodu nasiąknie

Mam poczucie, że gdyby te dwie grupy rodziców spotkały się ze sobą, byłoby o wiele mniej rodzin, które obawiają się podróżowania z dziećmi. Bo to, co może się wydarzyć, jest niewspółmierne do tego, jak wiele tego typu wyjazdy dają maluchom.

- Moja córka ma dziś siedem lat i podróżuje ze mną właściwie od urodzenia – najpierw autem, potem samolotem (pierwszy lot miała na drugie urodziny), a od jakiegoś czasu najczęściej kamperem. Zdążyłyśmy razem zwiedzić kilka krajów – Maroko, Danię, Czarnogórę, Albanię, Oman, Włochy, Estonię – i mamy za sobą zarówno wygodne, jak i całkiem survivalowe wyprawy. Jestem przekonana, że to właśnie podróżom zawdzięczam to, kim ona dziś jest – mówi Gabriela.

Gabriela swoją miłość do podróży automatycznie przeniosła na swoją córeczkę. Tym samym sama dostrzega, że dzięki temu zapewnia jej nie tylko wakacyjne atrakcje, ale przede wszystkim doświadczenia, które kształtują jej osobowość.

- Podróż daje dziecku możliwość poznawania świata w najbardziej naturalny sposób – przez doświadczenie. Zamiast tylko słuchać o innych miejscach, językach czy zwyczajach, dziecko może je zobaczyć, usłyszeć i poczuć. Uczy się, że świat jest różnorodny, a ludzie mogą żyć inaczej niż jego własna rodzina – tłumaczy psycholożka Ewa Sękowska-Molga, która prowadzi na Instagramie profil @mama_psycholog_dzieciecy. – Nie przeceniałabym jednak samych atrakcji czy liczby odwiedzonych krajów. Z perspektywy psychologa najważniejsze jest często to, co dzieje się między dzieckiem a rodzicem. Wspólne odkrywanie, rozmowy, śmiech, ale też radzenie sobie z drobnymi komplikacjami mogą budować bliskość i poczucie, że jesteśmy zespołem.

Z perspektywy osoby, która dużo podróżuje, choć nie ma dzieci, mogę stwierdzić, że sama dostrzegam, jak wiele daje mi odwiedzanie innych krajów. Poznawanie nowych kultur, rozmawianie z ludźmi o innych wartościach, wierzeniach i podejściu do życia, próbowanie nowych smaków – wszystko to sprawia, że staję się o wiele bardziej otwarta na nowe doświadczenia i tolerancyjna. A czym skorupka za młodu nasiąknie… Mówi się, że dzieci należy uczyć języków od małego, bo właśnie wtedy najszybciej przychodzi im nauka. Podobnie jest z doświadczeniami z podróży. Dostrzega to także Gabriela, obserwując swoją córeczkę.

- Je wszystko i lubi próbować nowych rzeczy – nawet jeśli czasem tą nową rzeczą są po prostu frytki w nowym kraju. Potrafi spać wszędzie: w namiocie na dachu jeepa, w śpiworze na plaży, w hotelu – dla niej to żadna różnica. Szybko nauczyła się pływać i nurkować, bo od zawsze zachęcaliśmy ją do wody, więc nigdy się jej nie bała. Z natury jest nieśmiała, ale każdego roku widzę, jak w podróży przełamuje kolejną barierę – nawiązuje nowe znajomości, bierze udział w planowaniu wypraw, jest ich pełnoprawną uczestniczką, nie tylko biernym pasażerem. Zaczęła też doceniać angielski – bo w podróży naprawdę się przydaje, kiedy chce się zagrać z lokalsami w piłkę albo kupić sobie lody – i chętniej się go uczy.

„Mamo, kiedy znowu będziemy spać na pustyni?”

Doświadczenia, jakie czekają na nas podczas podróży, są bezcenne. Oczywiście są ludzie, którzy wybierają wersję all inclusive, głównie leżą nad basenem, odpoczywając – i to na pewno też jest ok. Ale zwiedzając, rozmawiając z lokalsami, robiąc zakupy na miejscowym targu i próbując lokalnej kuchni, jesteśmy w stanie poznać znacznie więcej i wynieść z naszych podróży cenną lekcję. I tak samo jest z dziećmi. Im więcej im pokażemy, tym bardziej poszerzymy ich horyzonty. Szczególnie wtedy, gdy pojawią się pierwsze podróżnicze trudności.

- „Mamo, kiedy znowu będziemy spać na pustyni?" – to u nas zupełnie normalne pytanie – podkreśla Gabriela. – A im trudniej, tym lepiej. Bo to właśnie te momenty, w których jest niewygodnie, zimno, coś idzie nie tak albo trzeba się czegoś bać – uczą najwięcej. Nie unikamy tych sytuacji, wręcz przeciwnie: szukamy ich. Widzę, że nawet kiedy córka się czegoś obawia albo coś jest dla niej niekomfortowe, to i tak próbuje. Tak było, gdy w środku nocy szukaliśmy skorpionów na pustyni w Omanie. Tak było, gdy zeszła pod wodę w Albanii, choć nurkowanie ją stresowało. Za każdym razem po drugiej stronie strachu jest duma – i to ona zostaje na dłużej niż sam strach.

Gdy maluch nas obserwuje, pewne czynności, które my wykonujemy, stają się dla niego naturalne – nawet jeśli na początku są czymś nowym, a nawet nieco stresującym. Tego typu doświadczenia potrafią zapewnić dziecku szereg cennych kompetencji, które będzie mogło wykorzystać nie tylko teraz, ale też, a może i przede wszystkim, w dorosłym życiu. Jakie to umiejętności?

- Przede wszystkim elastyczność. Dziecko przekonuje się, że nie zawsze śpi się we własnym łóżku, je o tej samej porze i realizuje plan dokładnie tak, jak został ustalony – przekonuje Ewa Sękowska-Molga. – Rozwija też samodzielność i sprawczość, szczególnie gdy rodzice pozwalają mu aktywnie uczestniczyć w podróży. Nawet małe dziecko może spakować swój plecak, wybrać jedną atrakcję albo pomóc odnaleźć numer peronu. Starsze może sprawdzić trasę, zamówić coś w restauracji czy pilnować czasu.

Kompetencje i doświadczenia są bezcenne – szczególnie wtedy, gdy wynikają z trudności. Bo choć ich boimy się najbardziej, będąc rodzicami, to właśnie one są kluczowe w wychowywaniu dziecka.

Im trudniej, tym lepiej

- Nowe miejsca i kultury są ważne, ale same w sobie nie gwarantują, że podróż będzie dla dziecka rozwijająca. Kluczowe jest to, czy dziecko ma szansę przeżywać ją w swoim tempie i czy obok znajduje się dorosły zainteresowany jego perspektywą. Niewielkie, możliwe do udźwignięcia wyzwania mogą uczyć elastyczności i budować przekonanie: „Nie wszystko poszło zgodnie z planem, ale znaleźliśmy rozwiązanie”. Dziecko odkrywa wtedy, że frustracja, rozczarowanie czy niepewność są nieprzyjemne, lecz można przez nie przejść – tłumaczy psycholożka.

Warto jednak pamiętać, że wakacje z dzieckiem to też nie może być obóz przetrwania. Ekspertka podkreśla, że nie wszystkie trudności są do przejścia dla dzieci i że warto brać to pod uwagę. Zbytnie przemęczenie, wielogodzinne czekanie na lotnisku bez jedzenia czy oczekiwanie, że zmęczone dziecko dostosuje się do szybkiego tempa zwiedzania, nie jest odpowiedzialne – i może przynieść jedynie niechęć malucha do kolejnych podróży. A jakie wyzwania są ok i kształtują jego osobowość?

- Najwięcej można nauczyć się na sytuacjach, które są nieprzewidziane, ale jednocześnie bezpieczne. Odwołany pociąg może stać się okazją do wspólnego szukania innego połączenia. Zmiana pogody pokazuje, że czasem trzeba zrezygnować z pierwotnego pomysłu. Obcy język uczy, że możemy porozumiewać się nie tylko perfekcyjnymi zdaniami, ale też gestem, pojedynczym słowem czy prośbą o pomoc. Duże znaczenie ma reakcja rodzica. Dziecko potrzebuje zobaczyć, że można poczuć złość czy stres, a mimo to zatrzymać się i zastanowić, co dalej. Zamiast mówić: „Nie ma się czym przejmować”, lepiej powiedzieć: „Widzę, że jesteś rozczarowany. Ja też. Sprawdźmy, co możemy teraz zrobić” – podkreśla Ewa Molga.

Nigdy nie możemy zapominać, że w każdej życiowej trudności to my jesteśmy tymi odpowiedzialnymi dorosłymi, którzy są dla dziecka przykładem. Jeżeli my zachowamy spokój i pokażemy, że da się w tej sytuacji znaleźć rozwiązanie, również dziecko będzie spokojne i zaradne. Gorzej, gdy zaczniemy panikować.

Trudności w podróży wzmacniają twoją więź z dzieckiem

Podejście rodzica ma tu ogromne znaczenie. Jeżeli dziecko ma świadomość, że mama i tata czują się w danej sytuacji komfortowo i są ciekawi świata – nawet jeśli pojawiają się trudności – też poczuje się pewniej w danej sytuacji. Jeżeli jednak rodzic zaczyna panikować, wówczas dziecko ma poczucie, że traci grunt pod nogami i też wpada w panikę.

- Dziecko doświadcza rodzica jako osoby, która jest po jego stronie. W trudnej sytuacji szczególnie wyraźnie widzi, czy dorosły zauważa jego emocje, pomaga mu się uspokoić i szuka rozwiązania, czy raczej obwinia je za reakcję. Więź buduje się nie tylko poprzez przyjemność, ale również poprzez wspólne przechodzenie przez rozczarowanie, zmęczenie czy niepewność. Nie oznacza to, że rodzic musi być przez cały czas spokojny i uśmiechnięty. Może powiedzieć: „Ja też jestem zdenerwowany, potrzebuję chwili, żeby pomyśleć”. Ważne, aby odpowiedzialność za opanowanie sytuacji nie została przerzucona na dziecko – tłumaczy psycholożka.

Jeżeli rodzice postarają się zachować spokój i nie będą przerzucać swoich emocji na pociechę, wtedy dziecko też będzie miało świadomość, że sobie poradzi. I że każda trudność w podróży jest warta tego, czego w rzeczywistości doświadczy na wakacjach.

- Dzieci, którym oszczędza się wszystkich trudności, nie mają okazji przekonać się, że potrafią sobie z nimi poradzić. Podróż w wersji „pod włos” – bez klimatyzowanego autokaru i szwedzkiego stołu – daje dziecku coś, czego żadna wygoda nie da: pewność, że da radę, nawet gdy jest ciężko. I że świat, mimo że bywa nieprzewidywalny, jest bardziej fascynujący niż straszny – podkreśla Gabriela.

Kluczowe jest zatem odpowiednie przygotowanie do podróży siebie i dziecka. A tu, jak w wielu przypadkach w życiu, odpowiednia jest metoda małych kroków. Warto zacząć od bliskich odległości, a potem je rozszerzać. Podróż samochodem na początek jest ok – nawet za granicę. Potem warto wprowadzać większe wyzwania – jak np. lot samolotem. I warto rozmawiać z dzieckiem, pozwolić mu być aktywnym uczestnikiem tej wyprawy. Niech wie, dokąd jedziecie, po co, czego warto w danym miejscu doświadczyć. To będą jego najpiękniejsze wspomnienia. No i trzeba dostosować ten plan do malucha. Dziecko nie będzie w stanie zrobić 30 tysięcy kroków dziennie, ma prawo być zmęczone, mieć gorszy dzień.

- Warto obserwować konkretne dziecko, zamiast porównywać je z rodzeństwem czy dziećmi znajomych. Jednemu wystarczy informacja, że jutro śpimy w nowym miejscu. Inne będzie potrzebowało zdjęć hotelu, dokładnego planu i zabrania ulubionej poduszki. To nie jest rozpieszczanie. Przewidywalność pomaga dziecku poczuć się bezpiecznie, a dzięki temu łatwiej otworzyć się na nowe doświadczenia – podkreśla ekspertka. – Rodzice często próbują zmieścić w planie zbyt wiele. Skoro wyjazd kosztował i długo na niego czekaliśmy, pojawia się presja, żeby wykorzystać każdą chwilę. W efekcie rodzina przemieszcza się od atrakcji do atrakcji, a zmęczenie i napięcie stopniowo rosną. Drugim błędem jest oczekiwanie, że dziecko powinno być przez cały wyjazd zachwycone i wdzięczne. Tymczasem może ono marudzić nawet w pięknym miejscu, pokłócić się z rodzeństwem albo powiedzieć, że najbardziej podobał mu się hotelowy basen. To nie świadczy o tym, że nie docenia podróży. Dzieci przeżywają wakacje po swojemu.

Nie oczekujmy zatem od razu, że nasze dziecko przyzwyczai się do naszego trybu życia „sprzed dzieci”. Że nic się nie zmieni. Że będziemy podróżować dokładnie tak jak wcześniej. Jeżeli tak się uda – super. Ale jeśli nie, możemy się rozczarować. O wiele lepiej dać sobie i dziecku przestrzeń na wspólne uczenie się siebie w tak ekstremalnej sytuacji, jaką jest zagraniczna podróż. Poznać swoje granice i jednocześnie być dla dziecka buforem bezpieczeństwa. Bo wtedy najlepiej stawi czoła wyzwaniom, jakie mogą czekać waszą rodzinę w podróży. I najwięcej się nauczy, jednocześnie nie zrażając się do kolejnych wyjazdów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...