Dzień dobry, Piszę do Was, bo po prostu pęka mi serce, a w domu już nie mam z kim o tym porozmawiać. Mąż uważa, że dramatyzuję, ale ja co rano przeżywam horror, odprowadzając mojego pięcioletniego synka do przedszkola. Kiedy pięć lat temu szukaliśmy dla niego imienia, oboje z mężem byliśmy zachwyceni modą na retro imiona. Chcieliśmy jednak czegoś absolutnie wyjątkowego, co nie powtarzałoby się na każdym placu zabaw.
WIDEO…
Wybór padł na Bonifacego. Byliśmy tacy dumni! Przecież to imię królów, świętych, brzmiące tak dostojnie. Wyobrażałam sobie mojego dorosłego syna jako eleganckiego mężczyznę, prezesa firmy albo profesora, który przedstawia się z klasą. Niestety, brutalna rzeczywistość zweryfikowała nasze marzenia w najgorszy możliwy sposób. Dziś mój mały, wrażliwy Boniś płacze w poduszkę, bo stał się obiektem drwin.
Wybór imienia dla dziecka a rzeczywistość w przedszkolu
Wszystko zaczęło się we wrześniu, kiedy syn przeszedł do starszej grupy. Wcześniej maluchy nie zwracały na to uwagi, ale pięciolatki to już zupełnie inna bajka. Dzieci zaczęły kojarzyć fakty, oglądać bajki, słuchać dorosłych. Pewnego dnia syn wrócił zapłakany i zapytał, dlaczego nazwaliśmy go jak kota. Początkowo pomyślałam, że to niewinny żart. Kto z nas nie pamięta bajki o kocie Bonifacym i Filemonie? Dla nas to klasyka z dzieciństwa, ciepła i urocza. Jednak dla współczesnych dzieci stało się to idealnym powodem do dokuczania. Rówieśnicy szybko podłapali temat i zaczęli wołać na mojego synka „kot”.
Najgorsze jest to, że pani w przedszkolu nie widzi w tym wielkiego problemu, uważa, że to zwykłe dziecięce przekomarzanki. A ja widzę, jak mój syn z radosnego, otwartego chłopca zmienia się w zamkniętego w sobie, przestraszonego malucha, który rano symuluje ból brzucha, żeby tylko nie iść do grupy.
Reakcja rówieśników na nietypowe imiona
Skala tego wszystkiego przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Kulminacja nastąpiła w zeszłym tygodniu. Przyszłam odebrać syna trochę wcześniej i stałam pod drzwiami sali, czekając, aż skończą podwieczorek. To, co usłyszałam, po prostu zwaliło mnie z nóg. Mój syn chciał dołączyć do zabawy klockami, a grupa chłopców zaczęła ostentacyjnie na niego miauczeć i prychać. Jeden z nich krzyknął: „Bonifacy, ty gruby kocie, idź łapać myszy!”. Inne dzieci zaczęły się śmiać, a mój mały synek po prostu usiadł w kącie i spuścił głowę.
Stałam tam, a łzy same leciały mi po policzkach. Poczułam potworne poczucie winy. To my, rodzice, zgotowaliśmy mu ten los przez własną próżność i chęć bycia oryginalnymi na siłę. Chcieliśmy dobrze, daliśmy mu piękne, tradycyjne imię z historią, a zrobiliśmy z własnego dziecka pośmiewisko.
Jak pomóc dziecku wyśmiewanemu z powodu imienia?
Próbowałam rozmawiać z mężem o zmianie imienia, dopóki syn nie pójdzie do szkoły. Przecież urzędowo wciąż można to zrobić, jeśli istnieją ważne powody, a cierpienie psychiczne dziecka chyba nim jest. Mąż jednak dostał szału. Twierdzi, że uleganie małym dzieciom z przedszkola to wychowywanie życiowego nieudacznika i że Boniś musi po prostu „nabrać twardej skóry”. Łatwo mu mówić, bo to nie on widzi te załzawione oczka każdego ranka.
Piszę ten list, bo chcę ostrzec inne mamy i ojców, którzy teraz przeglądają księgi imion w poszukiwaniu czegoś „dumnie brzmiącego i vintage”. Pamiętajcie, że to nie Wy będziecie nosić to imię, tylko Wasze dzieci. Czasem warto wybrać coś bardziej uniwersalnego, żeby oszczędzić maluchowi kłopotów.
Co ja mam teraz zrobić? Jak mam pomóc swojemu dziecku, skoro rówieśnicy nie dają mu żyć przez jedną decyzję sprzed pięciu lat?
Kasia
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl