Autorka głośnego posta rozpoczęła swój wpis od stwierdzenia, że będzie to bardziej żal post, w którym musi wyrzucić z siebie wszystko, co rozrywa ją od środka. Kobieta jest matką dwóch małych chłopców - pierwszy z nich ma cztery lata, a młodszy zaledwie półtora roku. Starszy syn od samego początku był dla rodziców uosobieniem spokoju, był wspaniały, grzeczny i nigdy nie stwarzał żadnych większych problemów wychowawczych. Drugi syn okazał się jednak zupełnym przeciwieństwem starszego brata, ponieważ w oczach matki jest niegrzeczny, niespokojny, dziki, nie słucha nikogo, a wszystko próbuje wymuszać histerycznym płaczem.
WIDEO…
Rozpaczliwy krzyk o pomoc wycieńczonej kobiety
Najgorsze dla zdesperowanej kobiety jest to, że maluch bez przerwy przeszkadza w zabawie starszemu rodzeństwu, co generuje w domu permanentne napięcie i codzienne awantury. Kobieta wyznała wprost, że jest psychicznie i fizycznie wykończona opieką nad nim, a pomoc ze strony męża oraz babci to wciąż za mało, by sobie z tym poradzić.
Matka cierpi z powodu gigantycznych wyrzutów sumienia, że w ogóle zdecydowała się na drugie dziecko, i płacze, że gdyby tylko mogła cofnąć czas, zrobiłaby to bez wahania. Najbardziej przeraża ją przyszłość, ponieważ obawia się, że jeśli nigdy nie zaakceptuje młodszego syna, to zawsze będzie traktować go jak to gorsze, niechciane dziecko. W bolesnym przypływie szczerości napisała słowa, które zszokowały opinię publiczną: nie kocham go tak samo jak pierwszego. Kobieta szukała już nawet profesjonalnego wsparcia u psychiatry i otrzymała leki, po których jej stan psychiczny odrobinę się poprawił, jednak jak sama zauważa, farmakoterapia nie jest w stanie zmienić jej negatywnego nastawienia do własnego dziecka.
Lawina krytyki i bolesne słowa oceny pod adresem matki
Reakcja społeczności zgromadzonej na grupie była natychmiastowa, a w sekcji komentarzy wybuchła prawdziwa burza, w której dominowało potępienie i surowa ocena postawy autorki. Wiele czytelniczek zareagowało ogromnym oburzeniem na fakt, że osiemnastomiesięczne dziecko zostało nazwane dzikim i niegrzecznym tylko dlatego, że ma inny temperament niż starszy brat. Jedna z komentujących kobiet napisała bardzo ostro:
„Dziecko to nie towar w sklepie, że możesz sobie wybrać to lepsze. Dzieci akceptuje się takimi, jakie są. To młodsze ma półtora roku, ono nie jest niegrzeczne. Ono się uczy świata dopiero i ma prawo zachowywać się dokładnie w ten sposób. Nie przeszkadza w zabawie, tylko bawi się na swój sposób. Problem jest w tobie i twoich emocjach. Dziecko je wyczuwa i dlatego jest nerwowe. Samo się na świat nie prosiło, więc nie zwalaj winy na nie. To tobie potrzebna jest terapia z psychologiem i psychiatrą. Idź po pomoc, zanim doprowadzisz do tragedii”.
Większość internautek zwracała uwagę na fakt, że matka oczekuje dorosłych zachowań od malucha, który nie potrafi jeszcze kontrolować swoich emocji i potrzebuje mądrego przewodnika, a nie chłodnego odrzucenia. W kolejnym popularnym komentarzu czytamy:
„Czekaj, to drugie dziecko ma półtora roku, nie piętnaście lat. Zdecydowanie problem tkwi w tobie i twoim nastawieniu do dziecka. Korzystaj dalej z pomocy psychiatry. A z dzieckiem takim żywym może poszukaj zajęć, na przykład jakaś sensoplastyka, chodźcie dużo na plac zabaw, może basen, sala zabaw. To jeszcze maluch”.
Współczucie dla małego chłopca mieszało się na forum z jawną krytyką braku dojrzałości u matki, która podzieliła dzieci na lepsze i gorsze w zależności od tego, jak bardzo ułatwiają jej one codzienne funkcjonowanie.
Czy chłód emocjonalny rodzica może zniszczyć psychikę malucha na całe lata?
Najbardziej poruszające w całej dyskusji były głosy kobiet, które zwracały uwagę na mechanizm błędnego koła, w jakim mogła znaleźć się ta rodzina. Dzieci posiadają niesamowity, intuicyjny radar, który bezbłędnie wyczuwa najmniejszy brak akceptacji, niechęć i chłód ze strony własnej matki. Jeden z najbardziej gorzkich komentarzy idealnie punktował to zjawisko:
„Może on właśnie czuł to, że traktujesz go gorzej i nie kochasz go? Może od samego początku, czyli jak pojawił się drugi syn, to i tak pierwszego traktowałaś lepiej. Dziecko to czuje i pokazuje swoją złość, zwłaszcza na swoim bracie. Przykre jest też to, że zamiast pracować ze swoim młodszym synem, ty stwierdziłaś, że go nie kochasz. Czyli jak jest grzeczny, to kocham, a jak już coś jest nie tak, to nie kocham. Współczuję małemu takiej matki, bo wychowywać się w rodzinie i czuć się gorszym to chyba horror dla dziecka. Też bym przeszkadzała bratu i robiła po złości”.
Z perspektywy psychologii rozwoju, wychowywanie się w cieniu idealnego rodzeństwa i z poczuciem bycia życiowym błędem rodziców to najprostsza droga do wykształcenia głębokich zaburzeń lękowych i skrajnie niskiej samooceny w dorosłości. Ta wstrząsająca historia to bolesny sygnał, że wypalenie macierzyńskie czy zaburzenia więzi to realne problemy, które wymagają natychmiastowej, głębokiej terapii psychologicznej dla całej rodziny. Zamiast ukrywać te stany lub zrzucać winę na temperament półtorarocznego malucha, rodzice muszą mieć odwagę stanąć w prawdzie i szukać ratunku u specjalistów, by ochronić swoje dzieci przed emocjonalną tragedią.
Macierzyństwo bywa potwornie trudne, ale mądrość polega na tym, by w porę zrozumieć, że miłość to nie jest nagroda za dobre zachowanie, ale bezwarunkowy fundament, który jesteśmy winni każdemu dziecku, jakie sprowadziliśmy na ten świat.