Do naszej redakcji napisała 60-letnia pani Teresa. Przyznała, że trafia na nasze teksty na Facebooku i w końcu poczuła, że chce komuś opowiedzieć o tym, co ją boli. Nie ukrywa rozczarowania decyzjami dorosłych córek. Za jej złością kryje się jednak coś jeszcze – strach przed samotnością i pytanie, czy na starość będzie mogła na kogokolwiek liczyć.

WIDEO…

player placeholder

List Teresy: córki wybierają karierę i nawet nie myślą o rodzinie

Mam 60 lat i czasem jest mi tak zwyczajnie przykro, że aż nie wiem, co ze sobą zrobić. Mam dwie córki. Obie mieszkają w Warszawie, mają dobre prace, zarabiają pieniądze, podróżują i żyją sobie wygodnie. Tylko że żadna nie myśli o dzieciach. Kiedy próbuję poruszyć ten temat, od razu słyszę, że to ich życie i mam się nie wtrącać.

Tylko czy ja naprawdę tak dużo chcę? Marzyłam, że kiedyś będę babcią. Że wpadną do mnie wnuki, że upiekę im ciasto, zabiorę na spacer, kupię coś na urodziny. Że będę miała dla kogo robić te wszystkie babcine rzeczy. A teraz mam wrażenie, że moje córki nawet nie chcą słyszeć o takim życiu.

Zobacz także:

Czasami zastanawiam się, czy sama ich tak nie wychowałam. Zawsze chciałam, żeby miały lepiej ode mnie. Pomagałam, dawałam, stawałam na głowie, żeby niczego im nie brakowało. Może za bardzo im wpoiłam, że najważniejsze są własne potrzeby i wygoda? Może zrobiłam z nich egoistki? Wiem, że to przykre słowo, ale tak właśnie czasem o nich myślę.

Najgorsze jest to, że zaczynam się bać o własną starość. Dzisiaj są młode, niezależne i zajęte swoim życiem. A co będzie za dziesięć czy piętnaście lat, kiedy będę potrzebowała pomocy? Czy któraś wpadnie do mnie z zakupami, zawiezie mnie do lekarza, posiedzi ze mną, kiedy będę się źle czuła? Czy ja w ogóle będę miała do kogo zadzwonić?

Nie chcę być dla nich ciężarem. Nie oczekuję, że rzucą wszystko i będą mi usługiwać. Chciałabym tylko czuć, że jestem dla nich ważna. Że pamiętają o mnie nie tylko wtedy, kiedy same czegoś potrzebują. A czasem mam wrażenie, że jestem dodatkiem do ich życia, o którym przypominają sobie przy okazji świąt.

Może przesadzam. Może inne matki też tak mają, tylko się do tego nie przyznają. Ale kiedy patrzę na znajome, które odbierają wnuki z przedszkola i opowiadają o rodzinnych niedzielach, robi mi się zwyczajnie smutno. Boję się, że na starość nie dostanę nawet szklanki wody. I nie wiem, czy bardziej boli mnie brak wnuków, czy myśl, że moje własne dzieci mogą kiedyś nie mieć dla mnie czasu.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Komentarz od redakcji

Pani Teresa ma prawo do smutku, rozczarowania i marzeń o wnukach. Nie oznacza to jednak, że jej córki mają obowiązek zostać matkami. Decyzja o posiadaniu dzieci należy do nich, nawet jeśli rodzice wyobrażali sobie dla nich zupełnie inną przyszłość. Warto też pamiętać, że brak wnuków nie musi oznaczać braku bliskości.

Podobnie jest z opieką na starość. Rodzice mogą liczyć na miłość, zainteresowanie i wsparcie dorosłych dzieci, ale nie powinni traktować ich jako zapłaty za wychowanie ani zakładać, że dzieci będą musiały zrezygnować z własnego życia. W Polsce istnieją określone prawne obowiązki alimentacyjne między krewnymi, zależne od konkretnych okoliczności, ale nie są one równoznaczne z bezwzględnym obowiązkiem osobistej opieki nad rodzicem.

Najtrudniejsze pytanie brzmi więc nie tylko: „Czy córki będą się mną opiekować?”, lecz także: „Jak mogę zadbać o swoją przyszłość i relacje z nimi, nie uzależniając całego poczucia bezpieczeństwa od ich decyzji?”. O swoich obawach Teresa może spróbować porozmawiać z córkami bez oskarżeń – nie po to, by zmienić ich plany dotyczące macierzyństwa, ale by powiedzieć wprost, że tęskni za bliskością i chciałaby mieć z nimi więcej kontaktu.

Zobacz także: Nie poda matce szklanki wody na starość. „Nie jestem jej nic winna. Każdy, kto w dzieciństwie przeżył to samo, zrozumie”