Do naszej redakcji napisała Michalina, która podczas zakupów w jednej z drogerii Rossmann była świadkiem sytuacji, jakiej – jak sama przyznaje – długo nie zapomni. Chwila nieuwagi wystarczyła, by matka straciła z oczu małego synka. Michalina opisała nam w mailu, co wydarzyło się później.

WIDEO…

player placeholder

„Najpierw pomyślałam, że czegoś szuka”

Dzień dobry, chcę się podzielić tym, co się przytrafiło, bo to może być lekcja dla innych rodziców. Byłam z moją czteroletnią córką na zakupach w Rossmannie. Miałyśmy kupić tylko kilka rzeczy, więc nie spodziewałam się, że będę świadkiem sytuacji, która mi się tak wryje w pamięć.

Szłyśmy już z Antosią do kasy, kiedy zauważyłam kobietę, która nerwowo krążyła między półkami. Zaglądała w każdą alejkę, rozglądała się na boki i co chwilę powtarzała pod nosem: „Gdzie on jest?”. Dopiero po chwili zrozumiałam, że szuka swojego małego synka, ale matka wyczuwa takie rzeczy.

Zobacz także:

„Proszę, pomóżcie mi znaleźć synka”

Kobieta podeszła do pracownicy sklepu i powiedziała, że zgubiła dziecko. Chłopiec był w wieku mojej Tośki. Jeszcze przed momentem był obok niej, ale wystarczyła chwila nieuwagi, żeby zniknął jej z oczu.

Pracownica od razu ruszyła z pomocą. Zaczęto sprawdzać kolejne alejki, ktoś poszedł w stronę wejścia. Matka była coraz bardziej roztrzęsiona. Trzęsły jej się ręce, a kiedy próbowała zadzwonić, chyba do męża, nie mogła nawet odblokować telefonu.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Stałam z córką niedaleko kasy i patrzyłam, jak ta kobieta z każdą minutą coraz bardziej traci nadzieję. W końcu ktoś zauważył chłopca i przyprowadził go do mamy, chociaż on w ogóle nie wydawał się przejęty i chyba nie wiedział, że jego mama właśnie przeżywała taki horror.

„Myślałam, że już cię nie znajdę”

Kiedy tylko go zobaczyła, uklękła i mocno go przytuliła. Zaczęła płakać, całować go po głowie i powtarzać: „Myślałam, że już cię nie znajdę”. Chłopiec mocno się przytulił, chociaż chyba nie do końca wiedział, co się dzieje.

Nie wiem, jak dokładnie doszło do tego, że dziecko oddaliło się od mamy. Nie zamierzam jej oceniać. Wiem tylko, że wystarczy moment, żeby mały człowiek zniknął z pola widzenia, zwłaszcza w sklepie pełnym ludzi i kolorowych półek.

Po powrocie do domu długo myślałam o tej sytuacji. Moja córka zapytała, dlaczego tamta pani płakała. Wytłumaczyłam jej, że bardzo przestraszyła się o swojego synka. A sama pomyślałam, że chyba każda matka potrafi wyobrazić sobie, co wtedy czuła ta kobieta. Ten widok naprawdę złamał mi serce.

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także: Skandaliczna scena w sklepie meblowym. Dziecko skakało, a matka tylko krzyczała. „Nie dotykaj go!”. Porażka wychowawcza?