Amy Chua, profesorka prawa z Yale, opisała swoje wychowanie córek w książce, która po polsku ukazała się w 2011 roku pod tytułem „Bojowa pieśń tygrysicy”. W jej domu nie było nocowania u koleżanek, szkolnych przedstawień, telewizji ani gier komputerowych. Oceny miały być najlepsze z każdego przedmiotu poza wuefem i teatrem, a dziewczynki musiały grać na fortepianie lub skrzypcach. Tak opisywały ją polskie media w momencie premiery.

WIDEO…

player placeholder

Książka trafiła na piąte miejsce listy bestsellerów „New York Timesa”. Pod fragmentem opublikowanym w amerykańskim dzienniku pojawiło się ponad 7 tysięcy komentarzy, a część czytelników i ekspertów pytała wprost o skutki psychiczne dla dzieci. Czyli ta debata nie jest nowa. Co jakiś czas wraca, bo dotyka rzeczy, którą zna każdy rodzic: kiedy wymagać, a kiedy odpuścić.

Co mówią badania o „twardym” i „stanowczym”

W psychologii rozwojowej od dawna rozróżnia się cztery style wychowania: autorytatywny, autorytarny oraz dwa permisywne (kochający i niezaangażowany). Łatwo je pomylić, bo nazwy brzmią podobnie, a różnica jest duża. Z polskiego przeglądu literatury, opublikowanego w 2018 roku w „Postępach Higieny i Medycyny Doświadczalnej” (autorzy: Konopka, Rek-Owodziń, Pełka-Wysiecka, Samochowiec), wynika taki podział:

Zobacz także:
  • styl autorytatywny to wysoka kontrola połączona z okazywaniem ciepła emocjonalnego;
  • styl autorytarny to nadmierna kontrola i chłód emocjonalny.

Autorzy przeglądu piszą, że modele oparte na nadmiernej kontroli i chłodzie wiążą się z wyższym ryzykiem depresji i sięgania po używki w młodszym wieku, a styl autorytatywny, czyli wymagający, ale ciepły, ma najkorzystniejsze powiązania. To przegląd badań, który opisuje zależności, a nie przepis na konkretne dziecko. Pomaga jednak ułożyć sobie w głowie jedną rzecz: o skutkach decyduje nie sama liczba zasad, tylko to, czy za zasadą stoi kontakt z dzieckiem.

Jak wygląda stanowczość bez surowości o 18:00 we wtorek

Weźmy dziewięciolatka, który ma tablet do 18:00. Wersja autorytarna: „Powiedziałam, koniec, i nie ma dyskusji”, bez pytania, co się stało. Wersja autorytatywna: ten sam koniec o 18:00, ale z zapowiedzią dziesięć minut wcześniej i z zaakceptowaniem, że dziecko jest wściekłe. Granica jest ta sama. Zmienia się to, że dziecko wie, co i dlaczego, i może powiedzieć, że mu się to nie podoba.

Kilka rzeczy, które da się wziąć z twardszego podejścia bez przejmowania jego chłodu:

  • Zasada, która jutro nadal obowiązuje. Dziecko sprawdza nie tyle regułę, ile to, czy rodzic się nie złamie we środę, kiedy jest zmęczony.
  • Oczekiwania dopasowane do dziecka, nie do ambicji dorosłych. Jeśli zajęcia dodatkowe wypełniają każde popołudnie, warto zapytać, czyje to marzenie.
  • Dodatkowe zdanie, kiedy odmawiasz. „Rozumiem, że chcesz jeszcze pograć. Dziś nie.”

A jeśli u Was dużo krzyku, a mało rozmowy?

Zdarza się, że po kilku trudnych tygodniach rodzic łapie się na tym, że zaczął mówić tonem, którego sam nie lubi. Nie czyni to nikogo złym rodzicem. Praktyczny test: czy po konflikcie jest moment naprawy, na przykład „było mi ciężko, przepraszam, że podniosłam głos, ale zasada zostaje”? To właśnie ten fragment odróżnia stanowczość od chłodu.

Warto też zadać sobie pytanie, które w tej dyskusji pada rzadko: jakie dziecko chcę mieć za dziesięć lat, kiedy już nie będzie mnie przy tablecie ani przy lekcjach? Takie, które robi coś ze strachu przed moją reakcją, czy takie, które wie, po co ma zasady?

Co z tym zrobić jeszcze w tym tygodniu

Wybierz jedną zasadę w domu, którą często odpuszczasz. Powiedz dziecku jej sens jednym zdaniem i trzymaj ją przez tydzień, także w zły dzień. Potem zapytaj dziecko, co o niej myśli. Zwykle więcej wyjdzie z tej rozmowy niż z tabeli kar i nagród.

Źródła: Rzeczpospolita, Dziennik Polski, Onet / Deutsche Welle

Zobacz także: Matki wreszcie się buntują: nadchodzi era „beta moms”. Psycholożka wyjaśnia ich fenomen