Droga Redakcjo, musiałam dzisiaj pilnie skonsultować nagły problem przed rozpoczęciem swojej porannej zmiany w biurze. Przyszłam do przychodni bardzo wcześnie, mając nadzieję, że uda mi się szybko wejść do gabinetu lekarza rodzinnego, pobrać receptę i bez spóźnienia stawić się w pracy. Rzeczywistość okazała się jednak koszmarem, a wszystko przez kompletnie nieodpowiedzialne podejście jednej z mam, która zablokowała system na blisko godzinę.

WIDEO…

player placeholder

W gabinecie od dłuższego czasu przesiadywała kobieta z około trzyletnim chłopcem, który od samego progu potwornie płakał, krzyczał i za nic w świecie nie chciał współpracować. Wizyta niemiłosiernie się wydłużała, zza zamkniętych drzwi dochodziły wrzaski bąbelka, a kolejka na korytarzu rosła w zatrważającym tempie. Ludzie nerwowo sprawdzali zegarki, a w tym samym czasie w środku trwała bezskuteczna walka o zbadanie jednego gardła.

Uważam, że matka z dzieckiem w przychodni powinna bezwzględnie przejść na koniec kolejki, ponieważ inni ludzie spieszą się do pracy, a przez nią muszą tracić czas i słuchać histerii.

Zobacz także:

Korytarz pełen nerwów i zablokowane gabinety

Stanie pod tym gabinetem uświadomiło mi, jak wielki egoizm cechuje niektóre współczesne matki, które nie pracują zawodowo i spędzają całe dnie w domach. Kobieta weszła na wizytę w najbardziej obleganych godzinach. Skoro taka mama ma przed sobą cały wolny dzień i nie gonią jej żadne terminy, to dlaczego decyduje się na blokowanie kolejki w najbardziej newralgicznym momencie poranka?

Gdy ta pani w końcu wyszła z gabinetu, na jej twarzy nie było widać ani odrobiny zakłopotania czy poczucia winy wobec kilkunastu zdenerwowanych osób stojących pod drzwiami. Zamiast tego poprawiała kurteczkę swojemu rozkrzyczanemu synowi, dając nam do zrozumienia, że cały świat ma obowiązek kręcić się wokół jej macierzyństwa. To jest po prostu niesprawiedliwe, że ktoś, kto spędza czas na urlopach wychowawczych, marnuje cenne minuty osobom, które ciężko pracują. Osoby pracujące na etacie nie mają urlopów z gumy i każde spóźnienie wiąże się dla nich z nieprzyjemnościami u przełożonych.

Zachowanie matek to egoizm i brak szacunku dla cudzego czasu?

Współczesne podejście do rodzicielstwa sprawiło, że posiadanie małego dziecka stało się przepustką do ignorowania wszelkich zasad współżycia społecznego. Matki oczekują absolutnych przywilejów w każdym miejscu publicznym, domagając się przepuszczania przy kasach, darmowych miejsc parkingowych i pierwszeństwa u lekarza. Zapominają jednak, że gabinet lekarski to nie jest plac zabaw ani kącik adaptacyjny, w którym można spędzać godziny na negocjacjach z upartym trzylatkiem. Jeśli maluch nie współpracuje i płacze, to matka powinna natychmiast opuścić gabinet, uspokoić dziecko na boku i wrócić na sam koniec listy oczekujących.

Nie pracujesz, masz wolny czas, więc dostosuj się do reszty społeczeństwa, zamiast terroryzować zmęczonych dorosłych wrzaskami swojego bąbelka. Często słyszę argumenty o tym, że małe dzieci są nieprzewidywalne i mają prawo do gorszego dnia, ale to rolą rodzica jest zapanować nad tą sytuacją w sposób kulturalny. Przerzucanie kosztów emocjonalnych i czasowych na obcych ludzi, którzy spieszą się na ważne spotkania zawodowe, jest przejawem głębokiego braku empatii. Czas dorosłego człowieka pracującego na utrzymanie rodziny jest tak samo wartościowy, jak czas spędzony na macierzyńskim spacerze.

W poszukiwaniu sprawiedliwości w publicznych placówkach

Mój list na pewno wywoła ogromną burzę i lawinę negatywnych komentarzy ze strony obrażonych kobiet, które oskarżą mnie o brak serca dla małych pacjentów. Chcę jednak jasno podkreślić, że doskonale rozumiem, iż takie wizyty bywają trudne dla maluchów. Moja krytyka nie jest wymierzona w te biedne, zestresowane dzieci, lecz w ich roszczeniowe matki, które straciły instynkt społeczny i uważają się za pępek świata. 

Mam nadzieję, że mój list skłoni choć kilka kobiet do refleksji i sprawi, że następnym razem, widząc tłum zdenerwowanych dorosłych spieszących się na ranną zmianę, po prostu przepuszczą ich w kolejce. Prawdziwa kultura osobista polega na dostrzeganiu potrzeb innych ludzi wokół nas, a nie na ślepym zasłanianiu się dobrem własnego dziecka w każdej życiowej sytuacji.

Pozdrawiam całą Redakcję,
Julia, pracownica biurowa z dużego miasta


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Afera na osiedlu o wózek dziecięcy. Matka przeczytała kartkę od administracji i pękła. „To jak policzek”