Kiedy dziecko krzyczy, tupie albo trzaska drzwiami, łatwo wejść w tryb gaszenia pożaru. Rodzic chce, żeby maluch jak najszybciej się uspokoił, więc zaczyna tłumaczyć, negocjować albo wydawać polecenia. Psycholożka dr Juli Fraga, współautorka książki „Parents Have Feelings, Too”, proponuje jednak zupełnie inną strategię. Zamiast próbować natychmiast przejąć kontrolę nad zachowaniem dziecka, radzi podejść do niego jak detektyw.

WIDEO…

player placeholder

Złość dziecka nie zawsze oznacza to samo

Małe dziecko może krzyczeć i uderzać, kiedy coś nie idzie po jego myśli. Starsze może wyjść, trzaskając drzwiami, a nastolatek przewrócić oczami i ostentacyjnie zareagować na kolejną uwagę rodzica. Z perspektywy dorosłego takie zachowanie może wyglądać jak zwykły bunt albo próba postawienia na swoim. Dr Juli Fraga zwraca jednak uwagę, że zachowanie dziecka może być przede wszystkim formą komunikacji.

Za wybuchem złości może kryć się coś, czego dziecko nie potrafi jeszcze nazwać. Strach przed konsekwencjami, frustracja, poczucie niezrozumienia czy potrzeba większej niezależności nie zawsze zostaną wypowiedziane wprost. Dlatego, zamiast skupiać się wyłącznie na tym, co dziecko robi, warto spróbować zastanowić się, dlaczego to robi.

Zobacz także:

Zamiast być szefem, zostań detektywem

Psycholożka proponuje rodzicom prostą zmianę sposobu myślenia. Kiedy dziecko doświadcza napadu złości, zamiast wchodzić w rolę „szefa”, warto wcielić się w detektywa. Co to oznacza w praktyce?

Zamiast od razu mówić: „Przestań”, „Uspokój się” albo „Natychmiast przestań się tak zachowywać”, rodzic może zadać sobie pytanie: „Co może się teraz dziać z moim dzieckiem, że zachowuje się właśnie w ten sposób?”.

To nie oznacza pozwalania dziecku na wszystko. Chodzi raczej o to, żeby przed reakcją spróbować znaleźć przyczynę zachowania. Dziecko, które kłamie, może bać się kary. Nastolatek, który ciągle podważa ustalone zasady, może z kolei coraz mocniej potrzebować samodzielności. W obu przypadkach samo zachowanie jest tylko pewnego rodzaju wskazówką.

Najpierw znajdź wskazówkę, później rozwiązanie

Wyobraźmy sobie dziecko, które wraca do domu i ze złością rzuca plecak na podłogę. Rodzic może natychmiast zareagować: „Ile razy mam ci mówić, żebyś nie rzucał rzeczami?”. Może też spróbować zatrzymać się na chwilę i pomyśleć: „Co się wydarzyło?”.

Być może dziecko pokłóciło się z kolegą. Może dostało trudne zadanie, z którym sobie nie poradziło. A może cały dzień próbowało powstrzymywać emocje i dopiero w domu, w bezpiecznym miejscu, pozwoliło im wybrzmieć.

Podobnie może wyglądać sytuacja z nastolatkiem, który reaguje złością na każdą próbę postawienia granicy. Zamiast zakładać, że chodzi wyłącznie o nieposłuszeństwo, rodzic może spróbować odkryć, jakiej potrzeby broni dziecko.

Czy chce mieć więcej prywatności? Czy potrzebuje większego wpływu na własne decyzje? Czy uważa, że zasada jest niesprawiedliwa?

Samo zadanie sobie tych pytań nie rozwiąże każdej trudnej sytuacji. Może jednak pomóc rodzicowi przestać traktować dziecięcą złość jak problem, który trzeba jak najszybciej uciszyć.

Dziecko nie potrzebuje rodzica, który zawsze ma gotową odpowiedź

Podejście „na detektywa” wymaga przede wszystkim ciekawości. Rodzic nie musi od razu wiedzieć, dlaczego dziecko krzyczy. Nie musi też w ciągu kilku sekund znaleźć idealnego rozwiązania.

Może zamiast tego spróbować powiedzieć: „Widzę, że coś cię bardzo zdenerwowało. Co się stało?” albo „Mam wrażenie, że coś jest nie tak. Chcesz mi powiedzieć?”. Czasami dziecko odpowie. Czasami nie będzie jeszcze gotowe na rozmowę. Wtedy również można dać mu trochę przestrzeni, jednocześnie pokazując, że rodzic jest obok.

To ważne rozróżnienie: uznanie emocji nie oznacza zgody na każde zachowanie. Można powiedzieć dziecku, że ma prawo być wściekłe, a jednocześnie postawić granicę, że nie wolno bić, wyzywać czy niszczyć rzeczy.

Psycholożka zwraca uwagę, że kiedy rodzic odkryje prawdziwe źródło problemu, jest już znacznie bliżej rozwiązania. Dziecko dostaje natomiast sygnał, że jego emocje są ważne i że można o nich rozmawiać, zamiast je tłumić. To niewielka zmiana, ale może całkowicie zmienić sposób, w jaki rodzic patrzy na dziecięcą złość.

Zobacz także: Tak wychowasz dziecko, które wierzy w siebie i nie boi się porażek. Eksperci polecają prostą zasadę „trzech zdań”