Internetowe fora są pełne historii o rodzicach, których zachowanie wprawia innych w osłupienie. Przejrzeliśmy dyskusje na polskich, francuskich i niemieckich forach. Sięgnęliśmy również do wypowiedzi rodziców i nauczycieli na anglojęzycznych forach. Wyłania się z nich lista dziesięciu przewinień, które wywołują szczególnie gorące emocje. Niektóre zarzuty wydają się całkowicie uzasadnione, inne pokazują raczej brak wyrozumiałości wobec rodzin z małymi dziećmi. A co ty osądzisz o takich zachowaniach rodziców?
WIDEO…
1. Traktują restaurację jak plac zabaw, a pozostali goście mają to tolerować
Dziecko biega między stolikami, krzyczy, zagląda obcym ludziom do talerzy i niemal wpada na kelnera niosącego gorącą zupę. Tymczasem rodzice spokojnie jedzą obiad, nie reagując na zachowanie swojej pociechy. Kiedy ktoś zwraca im uwagę, odpowiadają, że przecież to tylko dziecko, które ma prawo się wyszaleć.
To jeden z najczęściej powracających powodów internetowych sporów. Na polskim Wykopie można znaleźć dyskusje, w których użytkownicy skarżą się na hałasujące dzieci i obojętność ich opiekunów. Niektórzy przekonują, że obecnie trudno zjeść spokojny posiłek w restauracji, ponieważ rodzice oczekują od otoczenia bezwarunkowej tolerancji.
Gdzie przebiega granica? Trudno wymagać od dwulatka, żeby przez godzinę siedział nieruchomo i zachowywał się jak dorosły. Czym innym jest jednak płacz niemowlęcia czy chwilowe rozdrażnienie, a czym innym pozwalanie dziecku na bieganie między stolikami i przeszkadzanie pozostałym gościom.
2. Nie reagują, gdy ich dziecko bije, popycha lub wyśmiewa innych
Na placu zabaw kilkulatek wyrywa młodszemu dziecku łopatkę, po czym popycha je i zaczyna wyzywać. Pokrzywdzony maluch wybucha płaczem, a jego rodzic próbuje uspokoić sytuację. Matka małego agresora siedzi kilka metrów dalej i nawet nie podnosi się z ławki.
Takie historie wyjątkowo mocno poruszają internautów. W anglojęzycznej społeczności jeden z ojców opisał sytuację, w której obcy chłopiec kopnął jego syna na zjeżdżalni. Matka sprawcy miała widzieć całe zdarzenie, ale nie interweniowała. Kiedy ojciec poszkodowanego dziecka upomniał chłopca, to właśnie on spotkał się z pretensjami.
Rodzice usprawiedliwiający podobne zachowania niekiedy tłumaczą, że dzieci muszą nauczyć się samodzielnie rozwiązywać konflikty. Inni powołują się na żywiołowy temperament swoich pociech albo twierdzą, że przepychanki są naturalną częścią dzieciństwa.
3. Przyprowadzają chore dzieci do przedszkola i udają, że wszystko jest w porządku
Rano dziecko dostaje lek przeciwgorączkowy, a kilkanaście minut później trafia do przedszkola. Matka zapewnia nauczycielkę, że maluch czuje się świetnie, choć jeszcze poprzedniego wieczoru miał wysoką temperaturę. Po kilku godzinach działanie leku ustępuje, dziecko staje się osłabione, a wychowawczyni musi dzwonić po rodzica.
To problem, na który szczególnie często zwracają uwagę pracownicy przedszkoli. W rozmowie z Onetem jedna z warszawskich nauczycielek opowiadała o rodzicach podających dzieciom rano leki, aby mogły spędzić dzień w placówce.
Podobne relacje pojawiają się na niemieckim Reddicie r/erzieher, zrzeszającym osoby pracujące z dziećmi. Wychowawcy opisują sytuacje, w których rodzice przyprowadzają wyraźnie chore maluchy, nie odbierają telefonów lub kwestionują konieczność zabrania dziecka do domu.
Oczywiście druga strona również ma swoje argumenty. Rodzice skarżą się, że nie mogą bez końca brać zwolnień, a każda kolejna infekcja oznacza problemy w pracy. W dodatku nie każdy katar czy kaszel musi oznaczać, że dziecko nie może uczestniczyć w zajęciach.
Nie zmienia to jednak faktu, że świadome ukrywanie gorączki lub innych istotnych objawów naraża na zakażenie pozostałe dzieci i personel. Przede wszystkim zaś zmusza chorego malucha do funkcjonowania w grupie, choć potrzebuje odpoczynku.
4. Wciskają dziecku telefon przy każdej okazji, żeby mieć święty spokój
Tablet podczas śniadania, bajki na telefonie w samochodzie, filmiki w restauracji i kreskówki w wózku sklepowym. Niektóre dzieci spędzają przed ekranami niemal każdą chwilę.
Na francuskim forum pojawiła się dyskusja o dzieciach korzystających ze smartfonów poza domem. Jej autor opisywał maluchy oglądające filmy w autobusach, sklepach i restauracjach. Szczególnie zaskoczył go widok kilkuletniej dziewczynki siedzącej w wózku z tabletem i słuchawkami.
Internauci zastanawiają się, dlaczego rodzice tak często wybierają ekran zamiast rozmowy, wspólnej zabawy czy pozwolenia dziecku na zwyczajną nudę.
5. Nagrywają płaczące dzieci, żeby zdobywać wyświetlenia w internecie
Kilkulatek wpada w rozpacz, bo zepsuła mu się ulubiona zabawka albo coś nie poszło po jego myśli. Zamiast pocieszyć dziecko, rodzic wyciąga smartfon i rozpoczyna nagrywanie. Chwilę później film trafia do mediów społecznościowych, gdzie obcy ludzie mogą komentować zachowanie malucha.
To jeden z najbardziej niepokojących trendów, na które zwracają uwagę zarówno internauci, jak i naukowcy. Polskie badaczki z Uniwersytetu Jagiellońskiego zajmowały się zjawiskiem określanym jako parental trolling, czyli trolling rodzicielski.
Chodzi o publikowanie materiałów, które ośmieszają, zawstydzają lub upokarzają dziecko. Niekiedy nagrania przedstawiają maluchy w sytuacjach wywołujących strach, zaskoczenie czy bezradność. Dorośli traktują je jako zabawne treści, choć dla dziecka są one autentycznym, trudnym przeżyciem.
Ekspertki zwracają uwagę, że takie praktyki mogą stanowić formę cyberprzemocy. Dziecko nie ma możliwości świadomego zdecydowania, czy chce, żeby jego łzy oglądały tysiące obcych osób.
6. Na placu zabaw przestają pilnować własnych dzieci, bo przecież są tam inni dorośli
Matka siada na ławce i zaczyna przeglądać telefon. Jej trzylatek wspina się na wysoką konstrukcję, przepycha z innymi dziećmi, a po chwili próbuje wejść na zjeżdżalnię pod prąd. Kiedy dochodzi do niebezpiecznej sytuacji, reaguje obcy rodzic, który akurat znajduje się najbliżej.
To kolejny powracający temat internetowych dyskusji. Nie chodzi o to, że rodzic musi nieustannie chodzić za dzieckiem i kontrolować każdy jego ruch. Problem pojawia się wtedy, gdy dorosły zupełnie przestaje interesować się tym, co robi maluch, zakładając, że inni w razie potrzeby zareagują.
Podobne historie opowiadały pracownice polskich sal zabaw. Zdarzało się, że rodzice pozostawiali dzieci bez odpowiedniego nadzoru, a personel musiał interweniować w sytuacjach, które wymagały zaangażowania opiekuna. W niektórych przypadkach rodzice mieli nawet wychodzić z sali zabaw bez poinformowania obsługi.
7. Mylą łagodne wychowanie z pozwalaniem dziecku dosłownie na wszystko
Dziecko rzuca zabawkami, krzyczy na nauczycielkę i uderza kolegę. Matka nie zamierza jednak go upominać. Tłumaczy, że syn właśnie przeżywa silne emocje, a zabranianie mu czegokolwiek mogłoby negatywnie wpłynąć na jego rozwój.
Takie rozumienie współczesnych metod wychowawczych wzbudza ogromne kontrowersje, szczególnie wśród nauczycieli i pracowników przedszkoli.
Na anglojęzycznym forach pojawiają się relacje pedagogów, którzy spotykają się z rodzicami deklarującymi stosowanie gentle parenting, czyli łagodnego wychowania, ale unikającymi stawiania dzieciom jakichkolwiek granic.
Niektórzy wychowawcy opisują maluchy, które nie przyjmują odmowy, domagają się natychmiastowego spełnienia każdej zachcianki i reagują agresją, gdy coś nie przebiega po ich myśli.
Warto jednak podkreślić istotną różnicę. Łagodne wychowanie nie oznacza wychowania bez zasad. Jego podstawą jest szacunek do dziecka, próba zrozumienia jego emocji i spokojne, konsekwentne wyznaczanie granic.
8. Zmuszają dzieci do dzielenia się zabawkami
Dziewczynka przynosi na plac zabaw ulubioną lalkę. Po chwili podchodzi do niej obce dziecko, które chce się nią pobawić. Dziewczynka odmawia, ale jej matka natychmiast reaguje. Każe oddać zabawkę, tłumacząc, że trzeba być miłym i umieć się dzielić.
Dla wielu rodziców takie zachowanie wydaje się oczywistym elementem dobrego wychowania. Tymczasem na zagranicznych forach coraz częściej pojawiają się głosy, że zmuszanie dzieci do oddawania własnych rzeczy może przynosić odwrotny skutek.
Na jednym z forów rozgorzała dyskusja, której uczestnicy zwracali uwagę na pewną sprzeczność. Dorośli przecież nie muszą pożyczać obcym ludziom telefonu, torebki czy innych osobistych przedmiotów tylko dlatego, że ktoś ma ochotę ich użyć. Dlaczego więc oczekujemy tego od małych dzieci?
Wielu rodziców opowiada się za zachęcaniem do dzielenia się, ale bez przymusu. Można przecież zaproponować wymianę zabawek, wspólną zabawę albo wyjaśnić, że kolega będzie mógł skorzystać z łopatki, gdy właściciel skończy budować zamek.
Kłopotliwe jest przede wszystkim przekazywanie dziecku komunikatu, że bycie dobrym oznacza rezygnowanie z własnych granic, żeby zadowolić innych.
9. Zmuszają dzieci do całowania i przytulania krewnych, nawet gdy maluch protestuje
Podczas rodzinnego spotkania babcia wyciąga ręce do wnuczki i prosi o buziaka. Dziewczynka chowa się za mamą i wyraźnie nie ma ochoty na przytulanie. Rodzice jednak nalegają, tłumacząc, że nie wolno sprawiać przykrości starszym osobom.
W wielu rodzinach taka scena nikogo nie dziwi. Całowanie dziadków, ciotek i wujków jest przecież traktowane jako zwyczajny przejaw grzeczności. Coraz częściej pojawiają się jednak głosy, że nie powinno się wymuszać na dziecku fizycznej czułości.
Problem nie polega oczywiście na okazywaniu czułości dziadkom. Chodzi o sytuację, w której dziecko mówi „nie”, a dorosły ignoruje jego sprzeciw, ponieważ uważa własne uczucia za ważniejsze.
Przywitanie można przecież wyrazić na wiele sposobów. Maluch może pomachać ręką, powiedzieć „dzień dobry” albo przybić piątkę. Szacunek do starszych nie powinien wymagać rezygnowania z prawa do decydowania o własnym ciele.
10. Wyręczają dzieci we wszystkim, a później oczekują, że nauczyciele zrobią to samo
Sześciolatek nie próbuje samodzielnie założyć kurtki, spakować plecaka ani otworzyć pudełka ze śniadaniem. Nie dlatego, że nie jest w stanie nauczyć się tych czynności, ale dlatego, że w domu zawsze ktoś go wyręcza.
Rodzice, chcąc oszczędzić dziecku trudności, często nieświadomie odbierają mu okazję do ćwiczenia podstawowych umiejętności. Zawiązują buty, sprzątają zabawki, ubierają malucha i wykonują za niego czynności, z którymi mógłby już stopniowo radzić sobie sam.
Na amerykańskim forum nauczyciele opisują frustrację związaną z takimi sytuacjami. Jeden z powracających tematów dotyczy dzieci, które przychodzą do szkoły w butach wymagających sznurowania, choć jeszcze nie potrafią samodzielnie wiązać sznurowadeł.
Pedagodzy podkreślają, że zamiast rozwijać samodzielność, niektórzy rodzice oczekują, iż to szkoła przejmie naukę podstawowych czynności.
Internetowe dyskusje pokazują, jak różne bywają oczekiwania wobec współczesnych rodziców. Jedni zarzucają im nadmierną pobłażliwość, inni przesadną kontrolę. Jedni domagają się większej dyscypliny, inni przekonują, że dzieci powinny mieć więcej swobody i prawa do wyrażania emocji.
Warto jednak zauważyć, że w wielu przypadkach krytyka dotyczy nie tyle zachowania samych maluchów, ile decyzji podejmowanych przez dorosłych. Dziecko ma prawo być dzieckiem. Nie oznacza to jednak, że jego rodzice mogą zupełnie zapominać o potrzebach innych ludzi albo o odpowiedzialności za własną pociechę.
Źródła: polski Wykop, francuskie forum Reddit r/ParentingFR, niemieckie społeczności Reddit r/Eltern i r/erzieher, wypowiedzi rodziców i nauczycieli na anglojęzycznych forach Reddita, takich jak r/toddlers czy r/ECEProfessionals
Zobacz także: Wstyd na zebraniu w przedszkolu. Rodzice żądają usunięcia z grupy niegrzecznych dzieci. „Nasze aniołki przez nie cierpią”