Książka dla dzieci, która od lat pomaga maluchom oswajać gniew, wywołała gorącą dyskusję wśród rodziców. „Wielka złość” Mireille d'Allancé, krótka opowieść obrazkowa o chłopcu i jego emocjach, została ostro skrytykowana w mediach społecznościowych, a padające zarzuty dotknęły samego sedna tego, jak dziś rozmawiamy z dziećmi o trudnych uczuciach.

WIDEO…

player placeholder

O czym jest „Wielka złość” Mireille d'Allancé

„Wielka złość” to niewielka, sugestywna książeczka obrazkowa adresowana do dzieci mniej więcej w wieku od trzech do sześciu lat. Polskie wydanie ukazało się nakładem wydawnictwa Muchomor, liczy 32 strony i ma twardą oprawę, a francuska autorka odpowiada zarówno za tekst, jak i za ekspresyjne ilustracje.

Fabuła jest prosta. Robert wraca do domu w bardzo złym humorze. Ojciec wysyła go do pokoju, żeby się uspokoił, lecz chłopiec trzaska drzwiami i wybucha gniewem. Wtedy jego złość przybiera postać ogromnego, czerwonego, kudłatego potwora, który przewraca meble, niszczy lampkę i ulubioną ciężarówkę chłopca. Z czasem Robertowi udaje się oswoić stworzenie, które maleje tak bardzo, że można zamknąć je w pudełku. Uspokojony chłopiec schodzi do kuchni na deser.

Zobacz także:

Atutem opowieści miała być czytelna metafora: złość zostaje pokazana jako coś potężnego i niemal niezależnego od dziecka. Przeniesienie emocji na „coś” na zewnątrz ma zdejmować z malucha poczucie winy i podsuwać myśl, że gniew można stopniowo wyciszyć i opanować. Książka nie moralizuje i nie przedstawia Roberta jako „niegrzecznego dziecka”, lecz pokazuje, że silne emocje zdarzają się każdemu.

Wielokropki krytykują książkę za zostawianie dziecka samego z emocjami

Lekturę ostro oceniła prowadzą na Instagramie konto Wielokropki Katarzyna Mikulska, autorka książeczek dla dzieci. W jej emocjonalnym wpisie padło pytanie, komu właściwie ta opowieść ma pomagać, oraz stwierdzenie, że na pewno nie współczesnym dzieciom.

Zarzuty sprowadzają się do trzech punktów. Zdaniem autorki wpisu książka normalizuje zostawianie dziecka samego z trudnymi emocjami, sprowadza reakcję na jego zachowanie do prostej komendy w stylu „nie przychodź, dopóki się nie ogarniesz”, a samą złość spłyca jedynie do tego, co widać na zewnątrz.

A przecież za każdym uczuciem złości kryje się jakaś niezaspokojona potrzeba. I to właśnie tą potrzebą należy się zająć, a nie jej zewnętrznymi objawami.

Autorka filmiku podkreśliła, że to rodzic jest odpowiedzialny za nauczenie dziecka radzenia sobie ze złością. Odsyłanie malucha, „aż się uspokoi”, jej zdaniem nie przynosi dobrych rezultatów. Jak ujęła to w porównaniu, tak samo jak nie wymagamy od roczniaka, żeby ugotował dwudaniowy obiad, nie powinniśmy oczekiwać, że dziecko samo poradzi sobie z silnymi emocjami. Taki spokój bywa jedynie, jak napisała, ciszą przed burzą.

Co psychologia mówi o złości dziecka i szukaniu jej źródła?

Złość jest ważną emocją, która często sygnalizuje niezaspokojoną potrzebę, frustrację albo przekroczoną granicę, na przykład głód, zmęczenie, potrzebę uwagi czy autonomii. Celem nie jest więc wyeliminowanie gniewu, lecz nauczenie dziecka, jak go przeżywać i wyrażać bez krzywdzenia siebie, innych i niszczenia przedmiotów.

W chwili wybuchu warto przede wszystkim zadbać o bezpieczeństwo, nazwać emocję i pokazać dziecku swoją obecność. Pomaga krótkie uznanie uczucia przy jednoczesnym postawieniu granicy zachowaniu, na przykład: „Możesz być zły, ale nie możesz nikogo bić”. Specjaliści zwracają uwagę, że w szczycie złości nie warto wymagać od dziecka rozmowy, bo ma wtedy ograniczony dostęp do logicznego myślenia.

Nie oznacza to jednak, że dziecko zawsze trzeba przytulać na siłę. Część maluchów potrzebuje w takiej chwili przestrzeni, ale nadal chce wiedzieć, że rodzic jest w pobliżu i dostępny. Dobrze sprawdza się propozycja wyboru oraz bezpieczne sposoby rozładowania napięcia: tupanie, ściskanie piłeczki, gniecenie papieru, rysowanie czy wspólne oddychanie.

Nad regulacją emocji warto pracować również poza kryzysem. Pomaga w tym uczenie dziecka słownika uczuć, rozmowa o tym, jak złość czuje się w ciele, stworzenie rodzinnego planu działania oraz modelowanie spokoju przez samego rodzica.

Od redakcji: Nawet fatalna książeczka nie zrobi dziecku krzywdy, jeśli mądry rodzic porozmawia na jej temat z dzieckiem! Nie dajmy się zwariować, co nie znaczy, że nie warto zapoznać się z książką dla dzieci, zanim ją im kupimy i przeczytamy.

Zobacz także: Dziadkowie nie kwapią się do pomocy, a wnuki wiecznie małe nie będą. „Niech się nie zdziwią, jak nikt im szklanki wody nie poda”