Zostawiła dzieci w domu z ojcem i pojechała na urlop sama. „Polskie matki najchętniej zmieszałyby mnie z błotem”
Wracam właśnie z moich pierwszych od siedmiu lat samotnych wakacji. Przez okrągły tydzień byłam tylko ja, szum fal, książka czytana w świętym spokoju i kawa, którą mogłam wypić, zanim całkowicie wystygła. Brzmi jak bajka i absolutny luksus, prawda? Niestety, zamiast wracać z głową pełną pozytywnej energii, czuję w sercu ogromny żal i potworną złość przez to, co spotkało mnie ze strony innych kobiet, kiedy tylko odważyłam się głośno powiedzieć, że zostawiłam dzieci w domu z ojcem i pojechałam na urlop zupełnie sama.

Polskie matki najchętniej zmieszałyby mnie z błotem, zrobiły ze mnie wyrodną egoistkę bez serca i zgłosiły do opieki społecznej tylko dlatego, że zapragnęłam na chwilę odetchnąć od pieluch, gotowania obiadów i wiecznego ogarniania domowego kieratu.
Samotny urlop matki a reakcja społeczeństwa i hejt w sieci
Cała ta lawina pomyj wylała się na mnie na jednym z popularnych forów dla mam, gdzie całkiem niewinnie wrzuciłam post z pytaniem o fajną, cichą kawiarnię w Kołobrzegu, wspominając mimochodem, że jadę tam zregenerować siły w pojedynkę. To, co wydarzyło się w komentarzach pod tym wpisem, po prostu przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Dziesiątki idealnych mamusiek natychmiast ruszyły do zmasowanego ataku, pisząc, że współczują moim porzuconym dzieciom, że one nigdy w życiu nie zostawiłyby swoich skarbów nawet na jedną noc i że porządna kobieta odpoczywa wyłącznie z rodziną.
Wyzwano mnie od wyrodnych matek, które przekładają własną wygodę nad dobro maluchów, a jedna z internetowych ekspertek stwierdziła wręcz, że funduję moim dzieciakom potężną traumę odrzucenia, która odbije się na ich dorosłym życiu. No po prostu dajcie spokój, skąd w nas, kobietach, bierze się aż tyle jadu, jaskiniowego zacietrzewienia i tak gigantyczna potrzeba kontrolowania i oceniania cudzego życia na każdym możliwym kroku?
Rola ojca w wychowaniu dzieci i samodzielna opieka
Najbardziej rozbawił mnie, a jednocześnie potwornie zatrwożył fakt, jak bardzo w dzisiejszych czasach deprecjonuje się rolę mężczyzny jako pełnoprawnego rodzica, traktując go jak jakiegoś nieporadnego bęcwała. Wiele autorek tych jadowitych komentarzy pytało z autentycznym przerażeniem, jak mogłam skazać męża na taką katorgę i czy nie boję się, że chłop z dwójką dzieci po prostu sobie nie poradzi albo zagłodzi maluchy. Halo, czy my żyjemy w średniowieczu, czy w dwudziestym pierwszym wieku, skoro samodzielna opieka taty nad własnymi, rodzonymi dziećmi wciąż jest traktowana przez społeczeństwo jako jakiś nadludzki wyczyn albo wielka tragedia?
Mój mąż jest dorosłym, niesamowicie odpowiedzialnym facetem, który kocha nasze dzieci nad życie i potrafi zrobić wokół nich dokładnie wszystko, od ugotowania zupy pomidorowej po zaplecenie idealnego warkocza. Kiedy spakowałam walizkę, on sam wypchnął mnie za drzwi, mówiąc, żebym wreszcie odpoczęła, bo widzi, jak bardzo jestem przemęczona, a oni przez ten tydzień zorganizują sobie super męsko-damski tydzień i zacieśnią więzi.
Wypalenie rodzicielskie a samopoczucie młodej mamy
Prawda jest taka, że polska kultura wciąż karmi nas chorym i niesamowicie toksycznym mitem matki Polki cierpiętnicy, która musi złożyć całe swoje życie, pasje i zdrowie psychiczne na ołtarzu rodzicielstwa. Jeśli nie jesteś wiecznie umęczona, zaniedbana, jeśli nie narzekasz na brak snu i nie rezygnujesz z siebie na każdym kroku, to w oczach otoczenia automatycznie stajesz się złą, niewystarczająco kochającą mamą. Ja jednak uważam, że szczęśliwa i wypoczęta mama to szczęśliwe dziecko, a ciągłe życie w trybie chronicznego zmęczenia i uleganie presji otoczenia to najprostsza droga do potwornego wypalenia rodzicielskiego i depresji.
Moje dzieci miały przez ten tydzień radosnego, zaangażowanego tatę, a teraz zyskają zrelaksowaną, uśmiechniętą i pełną cierpliwości mamę, która wraca do nich z ogromną tęsknotą i nową energią do zabawy. Mam już serdecznie dosyć tego wiecznego poczucia winy, które próbuje nam się wmówić za każdym razem, gdy chcemy zrobić coś wyłącznie dla siebie, bo każda z nas ma pełne prawo do własnej przestrzeni i autonomii.
Drogie Mamy z redakcji i czytelniczki, napisałam ten list, bo wiem, że wiele z nas skrycie marzy o chociażby weekendzie w samotności, ale boi się linczu ze strony rodziny czy znajomych. Powiedzcie mi szczerze: czy zdarzyło się Wam kiedyś wyjechać na urlop zupełnie bez dzieci? Jak na taki pomysł reagują Wasi partnerzy i najbliższe otoczenie? Czy Waszym zdaniem samotny wyjazd matki to zdrowy egoizm czy przesada? Chętnie poznam opinie innych, bo wierzę, że czas wreszcie głośno zacząć normalizować dbanie o siebie w rodzicielstwie.
Monika
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl