Rodzice pierwszoklasistów mają różne oczekiwania wobec szkoły, ale niektórzy już po raptem dwóch miesiącach nauki zaczynają się niepokoić, bo szkoła, zamiast bawić i uczyć, skupia się tylko na tym pierwszym.

WIDEO…

player placeholder

„Przecież poszli do szkoły, żeby się uczyć” – mówią rodzice, którzy obawiają się, że ich dzieci tracą czas. Inni odpowiadają, że pierwsza klasa nie powinna przypominać wyścigu, a nauka przez zabawę to wciąż nauka. Zapytałam dwie znajome mamy pierwszaków, co o tym sądzą.

„Po co posyłałam syna do szkoły, skoro robią tam to samo co w przedszkolu?”

Katarzyna ma syna w pierwszej klasie. Cieszyła się, że zacznie nowy etap, nauczy się czytać, pisać i liczyć, a tymczasem coraz częściej słyszy o pracach plastycznych i zabawach. Ostatnio chłopiec wrócił do domu z kasztanowymi ludzikami, które zrobił z kolegami.

Zobacz także:

– Naprawdę nie mam nic przeciwko kasztanom, plastelinie czy wycinankom. Tylko że takie zabawy ze skarbami jesieni możemy sobie urządzić w weekend w domu. Teraz syn chodzi do szkoły, a ja chciałabym widzieć, że robi postępy. Kiedy pytam, czego się nauczył, często opowiada mi o zabawie albo o tym, co robili na dworze. Zaczynam się zastanawiać, czy oni tam w ogóle mają czas na normalną naukę – mówi.

Kasia przyznaje, że nie chce wywierać na dziecku presji, ale obawia się, że później pojawią się zaległości. Szczególnie że nie wszystkie dzieci przychodzą do pierwszej klasy z takimi samymi umiejętnościami.

– Jedno dziecko już czyta proste zdania, inne dopiero poznaje litery. Rozumiem, że nauczyciel musi to wszystko pogodzić, ale przecież nie może być tak, że przez pół dnia robią ozdoby, a nauka schodzi na dalszy plan. Nie chcę, żeby syn spędzał wieczory na nadrabianiu w domu tego, czego nie zdążył zrobić w szkole.

„Dajmy im chwilę. Nie muszą od razu siedzieć w ławkach jak nastolatki”

Inaczej patrzy na sprawę Magdalena, której córka również rozpoczęła naukę w pierwszej klasie. Jej zdaniem oczekiwanie, że sześciolatek czy siedmiolatek od pierwszych dni będzie siedział spokojnie w ławce i wypełniał kolejne strony ćwiczeń, jest po prostu nierealne.

– Serio, ludzie chcą, żeby dzieci po przedszkolu od razu siedziały po kilka godzin nad zeszytem? Przecież one dopiero przyzwyczajają się do szkoły. Nowa sala, nauczycielka czy nauczyciel, nowi koledzy, inne zasady. Jeśli przy okazji zrobią ludzika z kasztanów, to naprawdę nic złego się nie stanie – mówi.

Zdaniem Magdy nauczyciele nie powinni rezygnować z nauki czytania i pisania. Nie widzi jednak powodu, żeby każdą aktywność wykraczającą poza siedzenie z nosem w kartach pracy traktować jak stracony czas.

– Dzieci uczą się też wtedy, kiedy coś budują, wycinają, układają albo pracują razem. Ćwiczą sprawność dłoni, kreatywność, dogadywanie się z innymi. To nie jest tak, że nauka zaczyna się dopiero wtedy, gdy otworzą podręcznik. Moja córka wraca ze szkoły zadowolona i chętnie opowiada o tym, co robiła. Dla mnie to też jest ważne.

Mama Zuzi obawia się, że nadmierne skupienie na wynikach może sprawić, że dzieci szybko zaczną kojarzyć szkołę wyłącznie z obowiązkami i ocenianiem.

– Skończmy z tą paranoją produktywności. Niech się uczą, jasne, ale nie odbierajmy im całej radości z tego, że chodzą do szkoły. Kasztanowy ludzik nie sprawi, że moja córka zapomni, jak się literuje. A jak zapomni to trudno, ma jeszcze czas.

Czy w pierwszej klasie jest miejsce na zabawę?

Pierwsza klasa to dla dziecka duża zmiana, dlatego adaptacja i budowanie poczucia bezpieczeństwa są ważną częścią początku szkolnej drogi. Nie oznacza to jednak, że nauka czytania, pisania i matematyki powinna być odkładana na później. Kluczowe jest to, jak nauczyciel łączy różne aktywności i czy pomagają one realizować cele edukacyjne.

W edukacji wczesnoszkolnej nauka nie musi polegać wyłącznie na pracy z podręcznikiem. Dzieci mogą poznawać litery przez zabawy językowe, ćwiczyć liczenie podczas gier, a sprawność manualną rozwijać przy pracach plastycznych. Takie zajęcia mogą wspierać rozwój, o ile są przemyślaną częścią nauczania, a nie przypadkowym wypełniaczem czasu.

Rodzice mają jednak prawo pytać, czego ich dzieci się uczą i jakie robią postępy. Jeśli niepokoją ich kolejne tygodnie bez widocznych efektów, warto porozmawiać z nauczycielem i poprosić o wyjaśnienie, jak wygląda praca w klasie. Z drugiej strony pojedyncza praca z kasztanów nie świadczy jeszcze o tym, że dzieci nie zdobywają szkolnych umiejętności.

Może więc, zamiast spierać się o to, czy pierwsza klasa ma przypominać przedszkole, warto zapytać o coś innego: czy dzieci mają jednocześnie przestrzeń na rozwój i zabawę, a także zapewnione warunki do nauki, po którą przyszły do szkoły?

Zobacz także: „Czuję to od dzieci każdego ranka”. Szokujący apel nauczycielki na zebraniu rodziców wstrząsnął klasą