Wszystko zaczęło się bardzo spokojnie, pani Magda omawiała oceny, zachowanie dzieciaków i nowe zasady w statucie szkoły. Dopiero gdy zamknęła dziennik i rozejrzała się po nas z wyjątkowo poważną miną, poczułam, że atmosfera w klasie gwałtownie gęstnieje. Westchnęła głęboko i powiedziała słowa, które do teraz brzmią mi w uszach:
WIDEO…
„Drodzy państwo, muszę poruszyć temat bardzo delikatny, intymny, ale niestety krytyczny – higienę państwa dzieci. Część z nich przychodzi do szkoły po prostu niedomyta, a brzydki zapach w klasie, zwłaszcza po lekcji wychowania fizycznego, utrudnia prowadzenie zajęć”. Na sali natychmiast zapadła grobowa cisza, a rodzice zaczęli nerwowo uciekać wzrokiem. Ktoś głośno chrząknął, ktoś inny zaczął ostentacyjnie przeglądać telefon, a matka siedząca obok mnie zrobiła się czerwona jak burak. Nauczycielka nie odpuszczała i zaczęła wymieniać szczegóły – o nieumytych po nocy zębach, brudnych kołnierzykach koszul i braku nawyku używania dezodorantu przez dorastających piątoklasistów.
Siedziałam w tej małej szkolnej ławce i czułam, jak wzbiera we mnie potężny miks wstydu, złości i totalnego niedowierzania. Jak to możliwe, że w XXI wieku, mając w domach bieżącą wodę i pralki, musimy wysłuchiwać takich rzeczy na oficjalnej wywiadówce?
Dlaczego rodzice zaniedbują podstawowe nawyki higieniczne u dzieci?
Słuchając apelu pani Magdy, czułam jak palę się ze wstydu za nas wszystkich, jako za dorosłych, którzy rzekomo świetnie radzą sobie w życiu, a wykładają się na absolutnych podstawach. Nauczycielka opowiadała, że problem nie dotyczy wcale dzieci z tak zwanych trudnych środowisk, gdzie faktycznie może brakować pieniędzy czy wsparcia. To zjawisko widać u dzieci z tak zwanych dobrych domów, gdzie rodzice jeżdżą drogimi samochodami, a maluchy mają w kieszeniach najnowsze smartfony.
Wychodzi na to, że w tym całym pędzie kompletnie zapominamy o kontrolowaniu tego, czy nasze dziecko w ogóle weszło rano do łazienki. Wierzymy im na słowo, kiedy krzyczą z korytarza, że zęby umyte, a potem nauczyciel musi odwracać głowę, gdy maluch podchodzi do biurka zadać pytanie. Przecież to my, rodzice, mamy obowiązek wbić im do głowy, że czysta koszulka i prysznic to nie jest luksus, tylko absolutne minimum szacunku do samych siebie i do rówieśników w klasie.
Jak brak higieny wpływa na relacje rówieśnicze w szkole?
Najbardziej w tym wszystkim boli mnie jednak myśl o tym, co te biedne dzieciaki przeżywają każdego dnia wśród rówieśników. Dzieci potrafią być potwornie szczere, a czasem wręcz okrutne i bezlitosne dla kogoś, kto w jakikolwiek sposób odstaje od grupy. Pani Magda przyznała, że w klasie już zaczynają się ciche docinki, odsuwanie ławek i szeptanie za plecami. Jeden z chłopców zaczął być brzydko przezywany i nikt nie chce siedzieć z nim w parze na obiedzie.
Serce mi pękało, gdy to słyszałam, bo przecież ten dziesięciolatek nie jest winny temu, że nikt w domu nie nauczył go dbać o siebie! To rodzice swoją ignorancją i lenistwem fundują własnym dzieciom towarzyski ostracyzm. Jak takie dziecko ma budować pewność siebie, jak ma się skupić na nauce ułamków czy gramatyki, skoro cały czas żyje w lęku, że znowu ktoś się od niego odsunie z obrzydzeniem? Przegraliśmy jako rodzice na całej linii, jeśli pozwalamy, by nasze dzieci cierpiały z powodu rzeczy, które można rozwiązać pięciominutową rozmową i kostką mydła.
Co zrobić gdy szkoła zwraca uwagę na zaniedbania ze strony rodziców?
Po wyjściu z zebrania na korytarzu wybuchła prawdziwa burza, bo część matek poczuła się głęboko urażona słowami wychowawczyni. Słyszałam głosy, że to skandal, że nauczycielka nie ma prawa wtrącać się w prywatne sprawy rodzin i że powinna zająć się tabliczką mnożenia, a nie zaglądaniem dzieciom za uszy. Ja się z tym absolutnie nie zgadzam i uważam, że pani Magdzie należy się ogromny medal za odwagę. Trzeba mieć niesamowitą siłę, żeby stanąć przed trzydziestką dorosłych, roszczeniowych ludzi i powiedzieć im prosto w oczy tak niewygodną prawdę.
Piszę ten list, bo chcę zaapelować do wszystkich mam i ojców, którzy być może też usłyszeli kiedyś podobną uwagę: schowajmy dumę do kieszeni. Szkoła to nie jest wróg, który chce nas upokorzyć, to jest lustro, w którym odbijają się nasze domowe zaniedbania. Zamiast się obrażać i pisać skargi do dyrektora, wróćmy dzisiaj do domów i po prostu szczerze porozmawiajmy z dziećmi. Dbajmy o nie mądrze, bo czyste, zadbane dziecko to dziecko bezpieczne, pewne siebie i akceptowane przez grupę.
Mama Piątoklasistki
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl