Reklama

Zakupy z dzieckiem w markecie, restauracji czy galerii handlowej to dla każdego rodzica spory sprawdzian z cierpliwości i asertywności. Zawsze staram się patrzeć na zmęczone mamy z ogromną empatią, bo wiem, że maluch może mieć gorszy dzień, być przebodźcowany albo po prostu zmęczony. Jednak opowieść, którą usłyszałam rano przy kawie od mojej redakcyjnej koleżanki, wywołała we mnie potężne, negatywne emocje.

Zwykła próba ochrony mienia zamieniła się w bitwę na słowa. Dziecko skakało po meblach z ekspozycji, a matka, zamiast zareagować na niszczenie towaru, zaczęła agresywnie krzyczeć na personel. Okazuje się, że w niektórych domach dbanie o dobrostan własnej pociechy zamienia się w totalny brak szacunku dla pracy innych ludzi oraz zasad społecznych.

Zabawa na ekspozycji i całkowita obojętność rodzica

Całe to żenujące zajście rozegrało się w miniony weekend w jednym z dużych salonów meblowych, gdzie moja koleżanka z pracy wybierała nową szafę do sypialni. W strefie z aranżacjami pokojów dziecięcych i sypialnianych panował spory ruch, a uwagę wszystkich przykuł głośny huk i śmiech. Około sześcioletni chłopiec urządził sobie park trampolin na jednym z łóżek z wystawy, skacząc z impetem po jasnej narzucie i dekoracyjnych poduszkach.

Najbardziej uderzający w tej całej scenie był jednak całkowity brak reakcji ze strony jego matki. Kobieta stała obok, spokojnie przeglądała smartfon i całkowicie ignorowała fakt, że jej syn w brudnych butach niszczy towar wart kilka tysięcy złotych. Inni klienci szybko zaczęli wymieniać zszokowane spojrzenia, z pewnością zastanawiając się, kiedy wreszcie kobieta raczy coś zrobić.

Ochroniarz wkracza do akcji i wywołuje furię matki

Widząc, że sytuacja wymyka się spod kontroli, a matka udaje, że nie widzi problemu, do skaczącego chłopca podszedł pracownik ochrony sklepu. Mężczyzna zachował się niezwykle profesjonalnie i spokojnie − nie krzyczał, nie łapał dziecka, tylko stanął obok łóżka i poprosił malucha, żeby zszedł na podłogę, bo może zrobić sobie krzywdę lub zniszczyć mebel.

W tym ułamku sekundy w matkę coś wstąpiło. Kobieta schowała telefon do torebki, doskoczyła do ochroniarza i zaczęła wrzeszczeć na całą halę: „Nie dotykaj go, zostaw!”. Pracownik sklepu próbował spokojnie wytłumaczyć, że ekspozycja to nie jest plac zabaw i obowiązuje tu rygorystyczny regulamin, ale do kobiety nie trafiały żadne logiczne argumenty. Wokół stoiska natychmiast zebrał się spory tłum gapiów, a zszokowany chłopiec, widząc reakcję mamy, zaczął płakać ze strachu.

Kto odpowiada za brak barier, czyli toksyczny egoizm pod maską miłości

Wielu rodziców uważa, że całkowity brak zakazów i dawanie maluchowi absolutnej wolności w miejscach publicznych to najlepszy sposób na zbudowanie w nim odwagi i przebojowości. Rzeczywistość bywa jednak bezlitosna – takie podejście pozbawia dziecko podstawowej empatii oraz umiejętności radzenia sobie w grupie. Jeśli od małego nie nauczymy kilkulatka, że wokół niego żyją inni ludzie, w dorosłym życiu zderzy się on ze sztywnymi regułami społecznymi, z którymi zupełnie nie będzie potrafił sobie poradzić.

Matka, która krzyczy na ochroniarza wykonującego swoją pracę, nie broni swojego syna − ona uczy go skrajnego egoizmu, cwaniactwa i braku szacunku do cudzej własności.

Szacunek do otoczenia, zasad, pracy innych oraz umiejętność dostosowania się do reguł panujących w sklepie czy restauracji, to kompetencje, bez których dzieci będą mieć naprawdę pod górkę w przyszłości.

Zobacz też: Skandaliczne sceny w tramwaju. „Po wszystkim matka wyjęła chusteczki i udawała, że nic się nie stało”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...