Reklama

Pewna mama opisała w facebookowej grupie swój domowy układ z nowym mężczyzną, z którym od jakiegoś czasu dzieli codzienność. Kobieta ma dwójkę dzieci z poprzedniego małżeństwa, a jej partner ma córkę z dawnego związku − wspólnych dzieci nie posiadają. Wszyscy mieszkają razem w mieszkaniu autorki posta, za które ona sama co miesiąc spłaca kredyt w banku.

Problem polega na tym, że gdy przychodzi termin opłacania rachunków, w ich domu zaczyna się wyliczanka. Kobieta zaczyna mieć poczucie, że została potraktowana jak sponsorka, a jej mieszkanie jak darmowy hotel. Czy jej ukochany po prostu genialnie się ustawił?

Aptekarska dokładność w domowych rachunkach. Jak wygląda sprawiedliwość według partnera?

Żeby w pełni zrozumieć, skąd wziął się problem, musimy przyjrzeć się konkretnym liczbom, które autorka wpisu wymieniła w swoim poście. Kobieta sama pokrywa ratę kredytu, bo nieruchomość jest jej własnością, co wydaje się logiczne. Sprawa komplikuje się jednak przy czynszu − partner zażądał, by kwotę dzielić na cztery części, z czego on płaci 1/4 tylko za siebie, a żona resztę za siebie i dwójkę swoich dzieci.

Rachunki za prąd i gaz dzielą na pół, choć facet już kręci nosem i twierdzi, że tutaj też powinien obowiązywać podział cząstkowy. Największe kłótnie wybuchają jednak przy codziennych zakupach spożywczych oraz chemii domowej. Dziewczyna uważa, że skoro oboje pracują i zarabiają podobnie, to jedzenie i proszki do prania powinni dzielić na pół. Mężczyzna upiera się przy swojej „sprawiedliwej” matematyce: ona ma pokrywać 3/4 rachunku z marketu, a on jedynie 1/4. Co ciekawe, w swoich skrupulatnych wyliczeniach partner kompletnie zapomina o tym, że jego własna córka przyjeżdża do nich dwa razy w miesiącu na weekendy, korzystając z mediów, jedzenia i przestrzeni całkowicie za darmo.

Ostre komentarze w grupie dla mam. „To nie partner, tylko zwykły lokator”

Reakcja internautek pod wpisem była natychmiastowa i niezwykle rygorystyczna. Polskie mamy nie miały litości dla zachowania mężczyzny, nazywając go wprost sknerą, cwaniakiem i emocjonalnym pasożytem, który szuka oszczędności kosztem zakochanej kobiety. Pod postem pojawił się niezwykle popularny komentarz: „Kiepsko to wygląda. Skoro jest taki skrupulatny, to może niech płaci za wynajem? A tak poważnie, to ja bym podziękowała takiemu sknerze”.

Wiele kobiet pisało, że budowanie przyszłości z kimś, kto wydziela plasterki sera w lodówce, to po prostu porażka. Kolejna komentująca mama nie owijała w bawełnę, pisząc z wielkim zażenowaniem: „To nie facet, tylko lokator, a nawet nie, bo lokator płaci za pokój. Kostka masła dzielona na cztery, szok... Przeczytaj to trzy razy. U nas jest cała kasa wspólna i potrzeby moich dzieci też są bez żadnych wyliczeń pokrywane. Zastanów się lepiej, czemu on się niczego nie dorobił”.

Patent na przeczekanie i oszczędzanie. Gdzie leżą granice zdrowego związku patchworkowego?

W dyskusji bardzo szybko pojawiły się też bardzo konkretne, życiowe porady, jak ostudzić zapał domowego księgowego i postawić mu twarde wymagania. Jedna z użytkowniczek zaproponowała dość radykalne, ale logiczne rozwiązanie: „To niech on dostaje do jedzenia tyle, ile jedzą dzieci − ani kęsa więcej. Jak dla mnie, to niech płaci hotelowe od córki (za dobę tyle i tyle z jedzeniem i mediami), a jak nie, to niech na ten czas idzie z nią do hotelu mieszkać. Współczuję szczerze − jeżeli widziałby waszą przyszłość i chciał ją wspólnie budować, toby nawet na ten temat nie dyskutował. Przecież wynajem lokum kosztuje, a nie tylko jedna czwarta za czynsz (wygodniś jeden, że też tacy faceci istnieją). Ponadto skoro taki jest dokładny, to gotuj raz Ty, a raz on. Sprzątanie to samo (pranie, prasowanie itd. − a jak nie, to niech płaci za to). Wiem, że się łatwo mówi z pozycji fotela po drugiej stronie ekranu, ale on chyba sobie znalazł patent na przeczekanie i oszczędzanie, nie jest wart Ciebie, Twoich uczuć i czasu”.

Ta skomplikowana sytuacja pokazuje, jak trudnym i delikatnym procesem jest układanie spraw finansowych w związkach patchworkowych. Choć logiczne wydaje się, że każdy rodzic ponosi odpowiedzialność za swoje biologiczne dzieci, to w codziennym życiu aptekarskie wyliczanie zużycia proszku do prania czy prądu szybko zamienia się w poważny kłopot. Prawdziwe partnerstwo wymaga elastyczności i wyjścia poza sztywne ramy matematycznych podziałów. Jeśli na starcie wspólnej drogi zamiast budowania stabilnego zaufania skupiamy się wyłącznie na pilnowaniu własnego portfela, ryzykujemy, że relacja utonie w morzu pretensji, zanim na dobre zdążymy stworzyć dla dzieci bezpieczny i ciepły dom.

Zobacz też: Przyjechała do szkoły, bo córka zapomniała śniadaniówki. „Odwróciła głowę z obrzydzeniem i udała, że mnie nie zna”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...