Reklama

Droga Redakcjo Mamotoja, piszę do Was, bo czuję się upokorzona awanturą o zwykłe, codzienne wydatki na dziecko. Wydawało mi się, że zdrowie i potrzeby dziecka to dla obojga rodziców absolutny priorytet, na który nie powinno się żałować pieniędzy. Niestety, wczorajsza rozmowa pokazała mi, że mój mąż wyżej stawia swój własny komfort niż córkę.

Zimowe zakupy dla dziecka i wielka kłótnia o trzysta złotych

Wszystko zaczęło się od tego, że Amelka wyrosła z ubiegłorocznych butów i potrzebuje porządnego obuwia na zbliżającą się słotę. Wybrałam w internecie sprawdzony model za niecałe trzysta złotych, bo zależy mi, żeby stopa dziecka rozwijała się zdrowo, a mała nie chorowała po każdym wyjściu na dwór.

Gdy pokazałam Karolowi te buty i poprosiłam, żeby przelał mi połowę kwoty, od razu zaczął narzekać. Upierał się, że wymyślam jakieś drożyzny, że w markecie można kupić buty za kilkadziesiąt złotych i że on nie ma zamiaru dopłacać do moich fanaberii. Najgorsze jest to, że mój mąż zarabia naprawdę dobrze. Od roku jednak każdą wolną złotówkę chowa na swoje prywatne konto, bo wymyślił sobie zakup drogiego motocykla. Dla swojej zachcianki potrafi odmawiać córce podstawowych rzeczy, udając wielkiego, oszczędnego gospodarza.

Bezczelne słowa o zakupach dla dziecka i twardy podział na „moje i twoje”

Kiedy próbowałam mu wytłumaczyć, że tanie buty szybko przemęczą stopy dziecka i zaraz pękną na mrozie, Karol całkowicie stracił klasę. Wstał z kanapy i rzucił mi prosto w twarz: „Kup ze swoich, skoro masz takie wysokie wymagania. Ja mam ważniejsze wydatki, a ty wiecznie robisz z małej księżniczkę”.

Stałam tam i po prostu nie wierzyłam własnym uszom. Przecież ja nie prosiłam go o pieniądze na markowe ciuchy dla siebie czy drogie kosmetyki, tylko o zwykłe buty dla naszego wspólnego dziecka. Mój mąż bezczelnie uznał, że skoro ja też pracuję zawodowo, to wszystkie koszty związane z ubraniami czy przedszkolem Amelki mam pokrywać sama. Jego pieniądze są tylko dla niego, na jego własne przyjemności. To straszne zachowanie ze strony dorosłego mężczyzny, który ucieka od odpowiedzialności za własną rodzinę.

Wydatki na wspólne dziecka. Jak postawić partnerowi sztywne granice?

Ta sytuacja otworzyła mi oczy na to, w jak toksycznym układzie tkwiłam przez ostatnie lata. Kupiłam te buty dla Amelki ze swoich oszczędności, ale od dziś mąż nie dostanie ode mnie ani jednego domowego obiadu. Nie upiorę jego rzeczy, a rachunki za prąd i czynsz od teraz dzielimy dokładnie na pół, co do grosza.

Jeśli ojciec potrafi żałować własnemu dziecku na ciepłe buty, bo woli zbierać na zabawkę dla siebie, to niech nie liczy na moją pomoc. Nie dam się dłużej wykorzystywać, bo rodzicielstwo to wspólna odpowiedzialność. Uważacie, że to dobra decyzja, czy przesadzam?

Janka


Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz też: Koleżanki odtrąciły jej córkę, więc im odpłaciła pięknym za nadobne. „Niech smarkule wiedzą, gdzie ich miejsce”

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...