Pieniądze potrafią być trudnym tematem nawet w wieloletnich związkach. Co jednak zrobić, gdy jeszcze przed ślubem okazuje się, że partnerzy zupełnie inaczej wyobrażają sobie wspólne finanse? Jedna z użytkowniczek grupy Mamy Mamom na Facebooku poprosiła inne kobiety o wsparcie i argumenty do rozmowy z przyszłym mężem. Jej wpis zebrał prawie 1500 komentarzy, a wiele internautek zwróciło uwagę nie tylko na samą rozdzielność majątkową, ale też na to, jak para zamierza dzielić odpowiedzialność za rodzinę.
WIDEO…
On zarabia 15 tys. zł, ona 5 tys. zł. Przyszły mąż chce rozdzielności majątkowej
Autorka wpisu wyjaśniła, że obecnie zarabia około 5 tys. zł miesięcznie, a jej dochody pochodzą z dofinansowania doktoratu. Liczy jednak na to, że w przyszłości jej sytuacja zawodowa się poprawi i będzie zarabiać znacznie więcej, być może nawet więcej niż partner. Mężczyzna zarabia obecnie 15 tys. zł i nalega, by po ślubie mieli rozdzielność majątkową. Chce też sam kupić nieruchomość na kredyt hipoteczny.
Kobieta nie ukrywa, że taki układ budzi w niej niepokój. Szczególnie że planują ślub i dzieci, a ona zdaje sobie sprawę, że macierzyństwo może wpłynąć na jej karierę oraz tempo rozwoju zawodowego. Obawia się, że jeśli na jakiś czas ograniczy pracę, a później ich związek się rozpadnie, może zostać bez własnego majątku i z mniejszymi możliwościami finansowymi.
„Dziewczyny, biję się z myślami. Mamy różnicę w dochodach, bo mój partner, ale przyszły mąż, zarabia 15 000 zł, ja obecnie zarabiam około 5 000 zł i to z dofinansowania, gdyż robię doktorat” – napisała.
Jak dodała, nie należy do osób, które lubią walczyć o swoje, dlatego trudno jej znaleźć argumenty, które pomogłyby jej przekonać partnera do zmiany zdania. „Po drodze mogą zdarzyć się różne sytuacje, ja zostanę z niczym, z dziećmi i brakiem możliwości rozwoju zawodowego” – czytamy. Kobieta poprosiła o otuchę, wsparcie i rady, które mogłaby wykorzystać w rozmowie.
„Nieruchomość jego, ale będziecie ją spłacać z domowego budżetu”
W komentarzach wiele kobiet zwracało uwagę na nierównowagę, która może pojawić się w takim układzie. Ich zdaniem szczególnie ważne jest ustalenie, kto będzie ponosił koszty utrzymania domu, spłaty kredytu i wychowania dzieci, a także czy oboje będą mieli poczucie bezpieczeństwa finansowego.
Jedna z komentujących nie kryła oburzenia:
„Niezły cwaniak, nieruchomość jego, ale będziecie to spłacać z domowego budżetu. Dla mnie w małżeństwie wszystko jest wspólne i nie rozumiem totalnie par, które będąc razem, nadal dzielą wszystko na: »moje, twoje«. Nie czułabym się bezpiecznie w takim małżeństwie”.
Inna internautka zwróciła uwagę, że warto zastanowić się nad decyzją o dzieciach, zanim para ustali zasady finansowe.
„Nie decydowałabym się w tej sytuacji na dzieci, a gdyby partner pytał dlaczego, to odpowiedziałabym, że mnie nie stać” – napisała.
Pojawiły się też komentarze podkreślające, że ryzyko może być szczególnie duże dla osoby, która z powodu opieki nad dziećmi ograniczy aktywność zawodową.
„Dzieci i rozdzielność majątkowa? Ty się poświęcisz, a potem zostaniesz z niczym? Będziesz latami się dokładać, a nie będzie twoje... Absolutnie nie” – stwierdziła jedna z kobiet.
Czy rozdzielność majątkowa to powód, by rezygnować ze ślubu?
W dyskusji mocno wybrzmiewała obawa, że w przyszłości jedna osoba może budować swój majątek, podczas gdy druga będzie inwestować czas i energię w opiekę nad dziećmi oraz prowadzenie domu. Nie chodzi więc wyłącznie o to, kto dziś zarabia więcej, ale też o to, jak para zamierza dzielić obowiązki i koszty, kiedy sytuacja zawodowa jednego z partnerów się zmieni.
Sama rozdzielność majątkowa nie musi oznaczać braku zaufania ani przekreślać związku. Kluczowe jest jednak to, czy obie strony świadomie zgadzają się na taki model i rozumieją jego konsekwencje. Jeśli jedna osoba kupuje nieruchomość na siebie, a druga ma uczestniczyć w kosztach życia i jednocześnie rezygnować z części możliwości zawodowych, warto wcześniej jasno ustalić, jak będzie wyglądał ten układ. Znaczenie mają również konkretne zapisy umów i to, kto formalnie zaciąga zobowiązania.
Historia przyszłej panny młodej pokazuje, że przed ślubem warto rozmawiać nie tylko o uczuciach, ale również o pieniądzach, kredytach, dzieciach i podziale obowiązków. Takie pytania mogą wydawać się mało romantyczne, jednak dotyczą codziennego życia, które czeka parę po ceremonii.
Wspólna przyszłość nie musi oznaczać wspólnego konta ani identycznych zarobków. Powinna jednak dawać obu osobom poczucie, że ich potrzeby i bezpieczeństwo są równie ważne. Jeśli jedna z nich już na starcie boi się, że w razie kryzysu zostanie bez środków do życia, warto potraktować tę obawę poważnie i wyjaśnić ją przed podjęciem decyzji o małżeństwie.
Zobacz także: „Nie zaglądaj do mojego konta”. Mąż odkłada tysiące, ona zostaje z zerem. Czy podział 50/50 w małżeństwie jest fair?