Reklama

Początek przedszkola był dla tej rodziny ważnym wydarzeniem, dlatego rodzice 4-letniej dziewczynki postanowili zabrać ją do restauracji. Zamówili dwa dania główne dla siebie, a dla córki poprosili jedynie o dodatkowy talerz. Jak tłumaczy Natalia, jej córka je niewiele, ale jest przyzwyczajona do normalnych, różnorodnych posiłków i nie potrzebuje specjalnego menu dla dzieci.

Poszli uczcić początek przedszkola. Jedna prośba do kelnera zepsuła im popołudnie

Poszliśmy z mężem i naszą 4-letnią córką do restauracji, żeby uczcić początek przedszkola. Chcieliśmy zrobić jej małą przyjemność, usiąść razem, coś dobrego zjeść i spędzić spokojnie popołudnie. Zamówiliśmy z mężem dwa dania główne, a dla córki poprosiłam o dodatkowy talerz.

Córka od zawsze je bardzo różnorodnie, ale niewiele. Nie jest dzieckiem, które zje całą porcję obiadu, dlatego kiedy chodzimy gdzieś we trójkę, zazwyczaj zamawiamy dwa dania i nakładamy jej trochę z naszych talerzy. Raz zje kilka pierogów z mięsem, innym razem trochę sałaty, kawałek ryby czy kilka kęsów makaronu. Nie widzę w tym nic dziwnego.

„Albo 10 zł, albo coś z karty”

Kelner przyniósł nam menu i kiedy składaliśmy zamówienie, poprosiłam go jeszcze o dodatkowy talerz dla córki. Powiedział, że za taki talerz musimy zapłacić 10 zł albo zamówić jej coś z menu dziecięcego.

Zapytałam, czy dobrze zrozumiałam, bo byłam przekonana, że może chodzić o jakąś pomyłkę. Kelner odpowiedział, że takie są zasady i jeśli dziecko ma dostać osobny talerz, musimy za niego zapłacić.

Nie ukrywam, że mnie to zdziwiło. Powiedziałam, że nie potrzebujemy żadnego osobnego dania, bo córka będzie jadła nasze jedzenie. Wtedy kelner ponownie powiedział, że mamy dwie możliwości: dopłacić 10 zł albo zamówić coś dla niej.

„Nie chodzi o pieniądze”

Zanim ktoś zacznie pisać, że żal nam pieniędzy na własne dziecko, od razu wyjaśnię: absolutnie nie o to chodzi. Gdyby córka chciała zjeść pizzę, pierogi czy inne danie z karty, oczywiście byśmy jej je zamówili. Nie oszczędzamy na jedzeniu dla dziecka.

Problem polega na tym, że ona naprawdę je niewiele. Nie chcę też zamawiać jej na siłę nuggetsów, frytek czy makaronu z sosem pomidorowym tylko dlatego, że restauracja ma takie pozycje w menu dla dzieci.

Córka lubi normalne jedzenie i od małego staramy się jej pokazywać różne smaki. Jeśli zamawiamy pierogi z mięsem, zje jednego albo dwa. Jeśli mam na talerzu sałatę, chętnie jej trochę spróbuje. Czasami zje kilka kęsów mojego dania i na tym kończy.

„Zaczęłam się zastanawiać, czy to naprawdę takie dziwne”

W końcu zapłaciliśmy te 10 zł, bo nie chciałam robić awantury przy córce. Cała sytuacja była jednak dla mnie bardzo dziwna.

Zastanawiam się, czy naprawdę tak wiele oczekujemy, prosząc o dodatkowy talerz dla małego dziecka. Przecież nie chodziło o to, żeby nakarmić córkę za darmo, tylko żeby pozwolić jej spróbować naszego jedzenia.

Rozumiem, że restauracja ma swoje zasady i że nic nie jest za darmo. Nie mam też problemu z tym, że restaurator chce zarabiać. Ale uważam, że czasami warto spojrzeć na konkretną sytuację trochę szerzej.

Nie każde dziecko potrzebuje własnej porcji. Nie każde dziecko zje nuggetsów czy frytki tylko dlatego, że znajdują się w menu dziecięcym. A rodzic, który prosi o dodatkowy talerz, niekoniecznie próbuje coś kombinować albo oszczędzać.

Dla mnie wspólne wyjście do restauracji zawsze było czymś przyjemnym. Tym razem przez tę jedną prośbę poczułam się trochę tak, jakbym zrobiła coś niewłaściwego. Jestem bardzo ciekawa, czy też spotkałyście się z czymś takim.

Pozdrawiam serdecznie,

Natalia

Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl

Zobacz także:

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...