Reklama

Często rozmawiamy o metodach wychowawczych, czytamy rady psychologów, ale nic nie weryfikuje teorii tak mocno, jak prawdziwe życie. Ostatnio wybrałam się na lokalny cmentarz − miejsce, gdzie z założenia szuka się ciszy, zadumy i spokoju. To, co tam zobaczyłam, wywołało we mnie ogromne emocje i do dzisiaj nie mogę o tym zapomnieć.

Pięcioletni chłopiec leżał przy pomniku, a babcia tylko biła mu brawo. Słuchałam tego ironicznego klaskania roznoszącego się po alejkach i po ludzku było mi przykro. Takie publiczne zawstydzanie małego dziecka to po prostu bolesny brak empatii ze strony dorosłej osoby.

Histeria wśród grobów. Dziecięcy płacz zderzył się z brakiem wrażliwości

Cała sytuacja rozegrała się bardzo szybko. Chłopczyk, na oko pięcioletni, ewidentnie nie poradził sobie z emocjami albo po prostu był już bardzo zmęczony długim chodzeniem. Wpadł w klasyczny szał, jaki dobrze zna każda mama − rzucił się na ziemię, płakał i kopał nóżkami w żwir tuż przy starym, kamiennym nagrobku. Był tam z babcią.

Każdy rodzic, który przeżył taki bunt w sklepie czy parku, wie, że dziecko potrzebuje wtedy spokoju i wsparcia. Zamiast tego starsza kobieta postanowiła zastosować metodę, która dawno powinna odejść w zapomnienie. Stanęła nad leżącym w pyle wnukiem, założyła ręce na piersi i ze złośliwym uśmiechem zaczęła klaskać. „No pięknie, pięknie” − powtarzała. Chciała, żeby maluch pod wpływem wstydu przed przechodniami natychmiast wstał i przestał płakać.

Publiczne zawstydzanie jako metoda wychowawcza? Wyszydzanie dziecka niszczy psychikę

Widok dorosłej osoby, która zamiast pomóc dziecku poradzić sobie z płaczem, staje się jego pierwszym szydercą, bardzo mnie zabolał. Na twarzy tego chłopca, oprócz złości, w ułamku sekundy pojawił się strach i upokorzenie. Przechodzący obok ludzie patrzyli na to z wyraźnym niesmakiem.

Współczesna psychologia wyraźnie potępia takie praktyki. Kiedy wyśmiewamy bezradność kilkulatka w miejscu publicznym, nie uczymy go radzenia sobie z emocjami. Uczymy go jedynie tego, że w trudnym momencie najbliższa osoba nie poda mu ręki, tylko wystawi na pośmiewisko przed obcymi. To poważny błąd wychowawczy, który w dorosłym życiu może skutkować lękami, brakiem pewności siebie i zamykaniem się w sobie z obawy przed odrzuceniem.

Gdzie kończy się stawianie granic, a zaczyna mądre rodzicielstwo?

Rozmawiałam później o tym zdarzeniu ze znajomymi i opinie były podzielone. Część osób próbowała bronić babci, twierdząc, że dzisiejsze dzieci są rozpuszczone, a starsza kobieta po prostu nie chciała ulec histerii wnuka.

Uważam jednak, że wychowanie i stawianie granic nie może odbywać się kosztem godności małego człowieka. Jeśli dziecko krzyczy, czy to w sklepie, czy na cmentarzu, naszym obowiązkiem jest wziąć je na ręce, odejść w ustronne miejsce i tam pomóc mu się uspokoić − z empatią, czułością i zrozumieniem. Uciszanie malucha ironicznym klaskaniem i czekanie, aż pęknie ze wstydu, to pójście na łatwiznę, które niszczy zaufanie między dzieckiem a dorosłym opiekunem. Pamiętajmy, że szacunek do emocji dziecka to fundament jego przyszłego zdrowia psychicznego.

Zobacz też: Widok tej matki na przystanku autobusowym złamał mi serce. Cała się trzęsła, a ludzie udawali, że nie widzą

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...