Zawsze wydawało mi się, że jako matka dwójki dzieci widziałam już wiele. Płaczące maluchy w sklepach czy nastoletnie fochy to dla mnie codzienność, która nie robi większego wrażenia. Jednak to, co wydarzyło się wczorajszego popołudnia w zatłoczonym autobusie, całkowicie zburzyło mój spokój. Moją uwagę przykuła para siedząca naprzeciwko – zmęczona kobieta oraz jej syn, na oko dziesięcioletni chłopiec. Dziecko było całkowicie pochłonięte smartfonem, a jego palce z ogromną prędkością przesuwały się po ekranie.
WIDEO…
Matka z miną pełną rezygnacji prosiła, by schował urządzenie, bo zaraz wysiadają, a poza tym minął już czas jego limitu. To, co stało się chwilę później, sprawiło, że w pojeździe zapadła głęboka cisza. Kobieta delikatnie dotknęła ramienia chłopca, próbując odebrać mu telefon, na co on zareagował z niespotykaną, bezczelną agresją.
Kiedy technologia wygrywa z szacunkiem do rodzica
Chłopiec nawet nie podniósł wzroku znad ekranu. Zamiast tego gwałtownie szarpnął ręką, mocniej zaciskając palce na obudowie smartfona. Jego twarz wykrzywiła się w złości, a z ust padły słowa, które dosłownie wstrząsnęły całą resztą pasażerów. „Zostaw mnie! Ten telefon jest mój i masz się nie wtrącać w moje sprawy!" – krzyknął tak głośno, że starsza pani siedząca obok aż podskoczyła.
Matka w jednej sekundzie zrobiła się czerwona, a w jej oczach dostrzegłam napływające łzy. Próbowała jeszcze mówić szeptem, że przecież to ona płaci abonament, że umawiali się inaczej, ale młody człowiek całkowicie ją zignorował. Wbił wzrok z powrotem w ekran, jakby własna matka była tylko irytującą muchą, którą właśnie przegonił. Poczułam ogromne współczucie dla tej kobiety, ale też potężny strach o naszą przyszłość.
Uzależnienie od smartfona niszczy relacje rodzinne
Najgorsza w tym wszystkim była całkowita bezradność tej kobiety. Ona po prostu się poddała. Widziałam, jak chowa twarz w dłoniach, byle tylko ukryć łzy wstydu i upokorzenia. Nikt w autobusie nie zareagował, ja też milczałam, choć do tej pory mam z tego powodu wyrzuty sumienia. Bałam się wtrącić, by nie pogłębić dramatu tej biednej matki.
Ta sytuacja uświadomiła mi, jak potężną bronią stała się dzisiejsza technologia w rękach dzieci. Smartfon przestał być narzędziem do kontaktu, stał się symbolem władzy dziesięciolatka nad dorosłym człowiekiem, który go karmi, ubiera i kocha. Wracając do domu, myślałam o moich własnych dzieciach i o tym, jak często sama dla świętego spokoju pozwalam im na dodatkowy czas przed ekranem. To powolne przesuwanie granic, na które wszyscy po trochu pozwalamy w pogoni za ciszą w domu.
Jak stawiać granice dzieciom w cyfrowym świecie
Ta wstrząsająca lekcja z autobusu była dla mnie potężnym ostrzeżeniem. Zrozumiałam, że musimy zacząć działać, zanim będzie za późno. Nie możemy bać się gniewu własnych dzieci, gdy odbieramy im ekrany. Ograniczanie czasu przed monitorem to nie kara, to nasz obowiązek i wyraz miłości oraz troski o ich psychiczną stabilność.
Po powrocie do domu pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, była długa rozmowa z mężem i natychmiastowa zmiana zasad dotyczących elektroniki. Nie chcę nigdy doczekać dnia, w którym moje własne dziecko powie mi prosto w twarz, że mam się nie wtrącać w jego życie, bo ono rządzi telefonem. Drogie Mamy, bądźmy czujne i nie oddawajmy smartfonom władzy nad naszymi rodzinami, bo konsekwencje ignorowania tego problemu mogą być naprawdę opłakane.
Pozdrawiam serdecznie całą Redakcję,
Zaniepokojona Mama
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl