Wszystko zaczęło się już w drugim tygodniu września, kiedy jej syn, uczeń czwartej klasy, przyniósł do domu informację o odwołanej matematyce i polskim. Agnieszka pomyślała sobie wtedy, że każdemu może się przecież zdarzyć jakieś nagłe przeziębienie albo pilna sprawa urzędowa. Jednak to, co wydarzyło się w kolejnych dniach, po prostu przerosło jej najśmielsze oczekiwania i sprawiło, że zaczęła przecierać oczy ze zdumienia.
WIDEO…
Chaos w planie lekcji i wieczne zastępstwa
W ubiegłym tygodniu mama naliczyła dokładnie pięć nieobecności nauczycieli, przez co dzieciaki albo siedziały w świetlicy, gapiąc się w telewizor, albo były łączone z innymi klasami na tak zwane lekcje opiekuńcze. Nauczycielka od angielskiego poszła na zwolnienie lekarskie, pan od wychowania fizycznego nagle zniknął na cały tydzień, a historyk podobno pojechał na jakieś pilne szkolenie, o którym szkoła dowiedziała się z dnia na dzień.
Agnieszka doskonale rozumie, że każdy ma prawo chorować, bo nauczyciele to też ludzie i mają swoje problemy zdrowotne czy rodzinne. Jednak pyta całkiem poważnie: jak można brać seryjne zwolnienia lekarskie zaraz po dwóch miesiącach najdłuższych wakacji w roku? Czy oni nie zdążyli odpocząć przez lipiec i sierpień, że już od września potrzebują wolnego? Kobieta uważa, że nikt nie myśli o tym, jak ten chaos wpływa na psychikę i edukację dzieci, które dopiero co weszły w tryb nauki.
Brak personelu i lekcje w świetlicy
Najbardziej boli ją to, że jako rodzic czuje się w tej sytuacji całkowicie bezradna i ignorowana przez dyrekcję, która na wszelkie pytania odpowiada wyuczonymi formułkami o braku personelu. Kiedy poszła do sekretariatu zapytać, jak szkoła zamierza zrealizować podstawę programową z języka obcego, usłyszała tylko głębokie westchnienie i stwierdzenie, że nie ma kogo wysyłać na zastępstwa i trzeba się cieszyć, że w ogóle ktoś z dziećmi siedzi.
Dla Agnieszki to brzmi jak ponury żart. Jej syn idzie do szkoły po to, żeby zdobywać wiedzę i rozwijać swoje pasje, a nie po to, żeby ktoś po prostu z nim siedział na korytarzu albo w przepełnionej świetlicy, gdzie panuje taki hałas, że nie da się własnych myśli usłyszeć. Przez te nieustanne roszady w planie chłopiec wraca do domu sfrustrowany, rozkojarzony i zniechęcony do jakiejkolwiek pracy. Zamiast wejść w rytm systematycznej nauki, od samego początku uczy się, że szkoła to jedno wielkie improwizowanie, gdzie zasady zmieniają się z godziny na godzinę.
Co więcej, te nieszczęsne zastępstwa wyglądają zazwyczaj tak, że pani od plastyki puszcza dzieciom film na YouTube albo każe im robić cokolwiek, byle tylko siedziały cicho. Agnieszka zastanawia się, gdzie tu jest jakakolwiek odpowiedzialność za przyszłość tych młodych ludzi i gdzie podziały się standardy publicznej edukacji, za którą przecież wszyscy płacimy w podatkach.
Konsekwencje dla dzieci i frustracja rodziców
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ostateczne konsekwencje tego kombinowania i tak spadną na rodziców oraz na ich biedne dzieci. Agnieszka już teraz widzi, że materiał z matematyki i przyrody jest opóźniony, a nauczyciele, którzy akurat są obecni, próbują gonić program i zadają potężne ilości pracy do domów, żeby nadrobić stracony czas. Wieczorami, zamiast odpoczywać i rozmawiać z synem o jego dniu, kobieta spędza długie godziny na tłumaczeniu mu ułamków i pisaniu wypracowań, ponieważ w szkole nikt nie miał czasu mu tego wyłożyć.
Czuje się, jakby pracowała na drugi etat jako korepetytorka, a przecież sama też chodzi do pracy, ma swoje obowiązki i nikt jej nie płaci za odrabianie lekcji za nauczycieli. Boi się pomyśleć, co będzie w listopadzie czy grudniu, kiedy przyjdzie prawdziwy sezon na przeziębienia, skoro już teraz, przy pięknej wrześniowej pogodzie, kadra pedagogiczna masowo ucieka na L4.
Agnieszka ma ogromną nadzieję, że nagłośnienie tego problemu pomoże, bo wie od innych mam, że identyczna sytuacja ma miejsce w wielu innych placówkach. Jej zdaniem czas najwyższy, aby ktoś głośno powiedział, że taka postawa to zwyczajne lekceważenie swoich obowiązków i brak szacunku do uczniów oraz ich ciężko pracujących rodziców.
Zobacz też: Nauczycielka wepchała się przed jej córkę w szkolnej stołówce. „Ukradła Amelce ostatniego naleśnika”