Praca nauczyciela nigdy nie należała do najłatwiejszych. Oprócz przekazywania wiedzy wymaga cierpliwości, umiejętności nawiązywania kontaktu z uczniami i radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Coraz częściej wyzwaniem okazuje się jednak nie samo dziecko, lecz jego rodzice. Niektórzy traktują nauczyciela jak pracownika, któremu wolno wydawać polecenia, a płacenie za lekcje uznają za przyzwolenie na wszystko. Pewna wiadomość opublikowana na Facebooku pokazuje, jak daleko może posunąć się takie myślenie.

WIDEO…

player placeholder

Matka ucznia wysłała korepetytorce szokującą wiadomość. „Mój syn może na zajęciach robić, co chce”

Na popularnym facebookowym profilu Kisnę butwiejąc, prowadzonym przez polonistkę Aleksandrę Łobodzińską, znaną również jako pani Mrówka, pojawił się zrzut ekranu prywatnej wiadomości. Jej autorką była matka jednego z uczniów. Kobieta postanowiła wyjaśnić korepetytorce, jakie zasady powinny obowiązywać podczas zajęć z jej synem:

„Słuchaj, dziecko! Mój syn może na zajęciach robić, co chce. Bekać, pierdzieć, bo to naturalne i normalne, a jak ci to przeszkadza, to jesteś dziwna. Śmierdzi ci online? Czego ty go próbujesz nauczyć? Ty jesteś od polskiego i od tego, żeby zdał egzamin, i masz wykonywać swoją robotę, bo za to ci płacę!”, napisała matka.

Zobacz także:

Na tym jednak nie skończyła. W dalszej części wiadomości zaczęła podważać pozycję nauczycielki, przekonując, że nie ma ona prawa zwracać uwagi jej dziecku.

„Mój syn miał rację, jak powiedział, że masz wykonywać swoje obowiązki, bo jesteś tylko od nauczania. My doskonale wiemy, kim jest jego tata i kim on zostanie, a ty możesz tylko pomarzyć o takim życiu”.

Kobieta zagroziła również korepetytorce zniszczeniem reputacji jej firmy i zakończyła wiadomość poleceniem: „Do roboty!”.

Trudno znaleźć w tych słowach choćby próbę porozumienia. Matka nie tylko usprawiedliwia zachowanie syna, ale również daje mu wyraźny sygnał, że nauczyciela można lekceważyć, obrażać i traktować z wyższością. Szczególnie niepokojące jest przekonanie, że status materialny rodziny czy pozycja ojca mają stawiać dziecko ponad innymi.

„Jesteś tylko od nauczania”. Reakcja pani Mrówki była natychmiastowa

Aleksandra Łobodzińska nie pozostawiła sprawy bez odpowiedzi. Opublikowała wiadomość na swoim profilu, ukrywając nazwisko jej autorki. Przy zdjęciu zamieściła krótki komentarz.

„A wam jak się zaczął tydzień/miesiąc? Bo ja zamykam się na zawsze”, napisała.

Nauczycielka wyjaśniła również, dlaczego zdecydowała się pokazać korespondencję, ale nie ujawniła danych matki ucznia.

„Nazwisko jest zamazane, bo korespondencja jest prywatna. Poza tym o refleksję, nie o lincz się rozchodzi. Moją jedyną odpowiedzią było rozwiązanie umowy w trybie pilnym. To już trzecia w tym roku szkolnym (z mojej inicjatywy), chociaż przyznaję, że najbardziej «spektakularna»”.

Pod wpisem pojawiły się tysiące reakcji i komentarzy. Internauci nie kryli oburzenia zachowaniem matki. Wielu zwracało uwagę, że płacenie za korepetycje nie daje rodzicowi prawa do poniżania osoby, która uczy jego dziecko.

Jeden z komentujących szczególnie mocno odniósł się do słów „jesteś tylko od nauczania”.

„Mnie najbardziej uderzyło «jesteś tylko od nauczania». Tylko. Według mnie nauczanie dzieci to bardzo odpowiedzialne zajęcie, które dzisiaj wymaga od nauczycieli dużo więcej niż kiedyś. Wszechobecny brak szacunku do zawodu nauczyciela mierzi mnie, boli i denerwuje. Trzymaj się, pani Mrówko, i choć to niewiele, to ja bardzo szanuję to, że jesteś nauczycielem. Brawa za szybką i konkretną reakcję”.

W tym komentarzu kryje się sedno całej sprawy. Nauczyciel nie jest przecież osobą, której jedynym zadaniem jest mechaniczne przekazywanie informacji. Musi również stworzyć warunki, w których uczeń może się skupić, zadawać pytania i pracować. Trudno wyobrazić sobie skuteczną naukę, gdy dziecko uważa, że nie obowiązują go żadne zasady.

Rodzice chcą dla dzieci jak najlepiej, ale czasem przekraczają granice. Tak uczą je braku szacunku

Każdy rodzic chce, żeby jego dziecko było traktowane sprawiedliwie. Ma prawo pytać o przebieg lekcji, zgłaszać zastrzeżenia i reagować, gdy uważa, że nauczyciel postąpił niewłaściwie. Problem zaczyna się wtedy, gdy troska o własne dziecko zamienia się w przekonanie, że zawsze ma ono rację.

W opublikowanej wiadomości szczególnie uderza sposób, w jaki matka usprawiedliwia syna. Zamiast zastanowić się, czy jego zachowanie podczas zajęć było odpowiednie, atakuje osobę prowadzącą lekcje. Co więcej, powołuje się na pozycję ojca i przyszłość dziecka, jakby miały one zwalniać je z przestrzegania podstawowych zasad.

A przecież szacunek do innych ludzi jest jedną z najważniejszych rzeczy, których dziecko uczy się w domu. Gdy słyszy, że nauczyciel jest „tylko od nauczania”, może dojść do wniosku, że nie musi liczyć się z jego zdaniem. Podobne podejście może później przenosić na relacje z rówieśnikami, współpracownikami czy innymi dorosłymi.

Nie oznacza to, że nauczyciele są nieomylni, a rodzice powinni bezkrytycznie akceptować każdą ich decyzję. Różnica między wyrażeniem sprzeciwu a obrażaniem drugiej osoby jest jednak ogromna.

Warto też zwrócić uwagę na reakcję pani Mrówki. Zamiast wdawać się w publiczną kłótnię, zdecydowała się zakończyć współpracę. Pokazała tym samym, że również nauczyciel ma prawo stawiać granice i nie musi godzić się na poniżające traktowanie.

Cała historia pozostawia jednak smutną refleksję. Co wyniesie z takiej sytuacji dziecko, którego rodzic otwarcie lekceważy nauczyciela? I czy za kilka lat będzie potrafiło przyjąć krytykę, uszanować cudze zdanie albo przyznać się do błędu?

Bo można zapewnić dziecku najlepsze korepetycje, dodatkowe zajęcia i wszelkie możliwości rozwoju. Ale żadna z tych rzeczy nie zastąpi wychowania w szacunku do drugiego człowieka.

Zobacz także: Odbiera córkę ze świetlicy o 18, bo taką ma pracę. „To zadanie nauczycielek, żeby ją zabawiać i na mnie czekać”