Nauczycielka wepchała się przed jej córkę w szkolnej stołówce. „Ukradła Amelce ostatniego naleśnika”
Wczorajszy incydent podczas obiadu brutalnie pokazał mi, że niektórzy dorośli zapominają o jakichkolwiek barierach i traktują małych uczniów gorzej niż jakieś insekty.

Wszystko wydarzyło się podczas długiej przerwy obiadowej, kiedy najmłodsze klasy schodzą do stołówki pod opieką swoich wychowawców. Moja córka Amelka nie grzeszy wielką śmiałością, jest dzieckiem spokojnym i zawsze grzecznie czeka na swoją kolej, nie rozpychając się łokciami wśród rówieśników.
Brak kultury w szkolnej kolejce. Tak dorosła osoba potraktowała pierwszoklasistów
Tamtego dnia kucharki przygotowały uwielbiane przez wszystkich naleśniki z twarogiem, więc w sali panował spory ruch i dzieci z niecierpliwością odliczały minuty do odebrania swojej porcji.
Amelka stała w kolejce jako jedna z ostatnich, pilnując swojego miejsca i trzymając w rączkach plastikową tacę. Gdy przed nią została już tylko jedna osoba, z boku sali nagle podeszła jedna z nauczycielek uczących starsze klasy. Bez słowa „przepraszam”, bez jakichkolwiek pytań, kobieta po prostu bezczelnie wepchnęła się tuż przed moją zszokowaną córkę.
Ostatni naleśnik na wagę złota i foch nauczycielki przy wydawaniu dań
Najgorszy moment nastąpił sekundę później, gdy kucharka poinformowała, że został już tylko jeden, ostatni naleśnik z serem, a reszta grupy będzie musiała poczekać na dosmażenie kolejnej partii dań. Amelka bardzo się ucieszyła, myśląc, że to ona dostanie ten upragniony obiad, ale dorosła kobieta stojąca przed nią nawet nie mrugnęła okiem.
Nauczycielka wyciągnęła swój talerz, odebrała ostatnią porcję z lady i bez słowa odeszła od okienka, zostawiając małą, głodną pierwszoklasistkę z pustymi rękami. Moja córka poczuła ogromny wstyd i ze stresu po prostu uciekła ze stołówki, a pani z okienka mogła tylko bezradnie rozłożyć ręce. Kiedy Amelka wróciła do domu i z płaczem opowiedziała mi o tym, jak została potraktowana przez panią pedagog, poczułam, jak krew uderza mi do głowy z wściekłości.
Gdzie kończą się przywileje kadry, a zaczyna brak empatii wobec najmłodszych?
Może ja się nie znam, ale wydaje mi się, że niektórzy nauczyciele zatracili zmysł pedagogiczny. Szkoła ma oczywiście prawo ustalać rygorystyczne regulaminy i wymagać od uczniów szacunku, ale ten szacunek musi działać w obie strony. Jeśli nauczyciel przy tablicy uczy o dobrych manierach, a potem sam zachowuje się jak jakiś buc, to co z tego wynika?
Kiedy zadzwoniłam do sekretariatu, żeby spokojnie o tym porozmawiać, usłyszałam tylko, że przesadzam, a nauczyciele mają krótkie przerwy i muszą zjeść szybko. Dyrekcja kompletnie zbagatelizowała sprawę, jakby zabranie jedzenia płaczącemu dziecku z rąk było czymś całkowicie normalnym. Nie zamierzam jednak machnąć na to ręką i udawać, że nic się nie stało.
Dla mnie to nie jest kwestia jednego naleśnika, ale elementarnego szacunku do małego człowieka, którego w tej szkole ewidentnie zabrakło. Jeśli sami nie postawimy twardych granic takim zachowaniom, to jak mamy nauczyć nasze dzieci asertywności i wiary w to, że ich emocje są ważne? Jutro idę na osobistą rozmowę z dyrektorem i nie odpuszczę, dopóki ta pani po prostu nie przeprosi mojej córki.
Pozdrawiam serdecznie,
Łucja Z.
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl