Wprowadzanie do programu nauczania pozycji napisanych kilkadziesiąt lat temu, bez głębszej analizy ich wpływu na niedojrzały układ nerwowy, rodzi poważne dyskusje wśród rodziców. Ostatnie doświadczenia Moniki, której ośmioletnia córka z wielkim trudem mierzyła się ze szkolnymi wymaganiami, stały się punktem wyjścia do bardzo ważnego pytania o sens utrzymywania niektórych tytułów w spisie lektur.

WIDEO…

player placeholder

Wieczorne czytanie i nagły dramat w dziecięcym pokoju

Porządek domowego życia w rodzinie Moniki od zawsze kręcił się wokół miłości do książek, a wspólne czytanie przed snem stanowiło nienaruszalny, wyciszający rytuał po całym dniu pełnym wrażeń. Kiedy córka przyniosła ze szkolnej biblioteki cieniutką, niepozorną książeczkę, mama z uśmiechem na twarzy powróciła pamięcią do własnych lat szkolnych, pamiętając tę historię jako wzruszającą i pouczającą opowieść. Chodzi o legendarną nowelę Romana Pisarskiego pod tytułem „O psie, który jeździł koleją”, która od pokoleń jest lekturą w pierwszych klasach szkoły podstawowej i uchodzi za absolutny klasyk literatury dziecięcej.

Wspólna lektura przebiegała w cudownej, sielankowej wręcz atmosferze, a mała dziewczynka z zapartym tchem i wypiekami na twarzy kibicowała niesamowitym przygodom podróżującego pociągami kundelka Lampo, który zyskał sympatię kolejarzy w całych Włoszech. Prawdziwy, bolesny wstrząs nastąpił jednak podczas czytania finałowych stron, na których autor w sposób niezwykle realistyczny opisał tragiczną śmierć zwierzęcego bohatera.

Zobacz także:

Córka Moniki na te drastyczne opisy zareagowała gwałtownym, histerycznym szlochem, który w ciągu kilku minut przerodził się w autentyczny atak paniki. Dziewczynka przez kilka kolejnych nocy nie była w stanie spokojnie zasnąć, bez przerwy dopytując, czy ich domowy pies również może nagle zginąć w tak potworny sposób i dlaczego świat dorosłych jest tak bezwzględny. Monika spędziła długie godziny na wyciszaniu dziecka, czując narastający wewnętrzny bunt przeciwko zmuszaniu ośmiolatków do mierzenia się z tak ostatecznymi tematami w ramach szkolnego obowiązku. Kobieta doszła do wniosku, że serwowanie dzieciom w wieku wczesnoszkolnym literatury opartej na tak drastycznych motywach to potężne nieporozumienie, które zamiast rozwijać wrażliwość, po prostu niszczy dziecięcy komfort psychiczny.

Dawne metody budowania empatii nie sprawdzają się w dzisiejszych realiach?

Rozgoryczenie Moniki i wielu innych matek z klasy nie wynika z chęci chowania dzieci pod szklanym kloszem czy odcinania ich od trudnych tematów, takich jak odchodzenie czy przemijanie, bo te są przecież naturalną częścią ludzkiego losu. Chodzi przede wszystkim o niedopasowanie poziomu drastyczności opisu do dojrzałości emocjonalnej małego dziecka, które w wieku siedmiu czy ośmiu lat nie posiada jeszcze mechanizmów obronnych pozwalających na przetworzenie takiej tragedii. Powieść Pisarskiego powstała w zupełnie innych realiach społecznych, kiedy dzieci od najmłodszych lat były znacznie bliżej natury, twardego życia i śmierci zwierząt na wsi, przez co ich odporność na takie bodźce była ukształtowana zupełnie inaczej.

Dzisiejsze młode pokolenie to w dużej mierze dzieci wychowane w kulturze miejskiej, w bliskości ze swoimi domowymi pupilami, które traktowane są jak pełnoprawni członkowie rodziny, a ich nagła, tragiczna strata opisywana w podręczniku uderza prosto w fundament ich bezpiecznego świata.

Monika uważa za absurd fakt, że współczesna szkoła z jednej strony dba o eliminowanie przemocy z kreskówek i gier, a z drugiej strony w ramach oficjalnego kanonu funduje drugoklasistom emocjonalny horror na lekcjach polskiego. Nauczyciele na lekcjach często sprawdzają jedynie suchą treść lektury poprzez testy, zupełnie pomijając etap głębokiej, psychologicznej rozmowy o żałobie i stracie, co zostawia wrażliwe dzieci z ich lękami całkowicie same.

Przeczytanie książki o historii psa Lampo dla wielu uczniów kończy się blokadą przed czytaniem jakichkolwiek innych opowiadań, ponieważ podświadomie zaczynają oni kojarzyć literaturę z poczuciem cierpienia, bólu i bezsilności. A przecież mamy dostęp do setek wspaniałych, współczesnych książek o empatii, które uczą miłości do zwierząt i szacunku do świata bez fundowania dzieciom nocnych koszmarów.

Domowy reset i mądre wybory zamiast ślepego posłuszeństwa systemowi

Monika podjęła bezkompromisową decyzję, na którą do tej pory nie miała w sobie odwagi. Kobieta oficjalnie zapowiedziała wychowawczyni grupy, że jej dziecko nie weźmie udziału w lekcjach poświęconych omawianiu tragicznego zakończenia losów psa. Monika uważa, że rolą odpowiedzialnego rodzica jest obrona zdrowia psychicznego własnej pociechy przed bezdusznymi wymogami przestarzałego programu oświatowego, który nie nadąża za współczesną wiedzą.

Monika uważa, że warto ufać własnej intuicji i asertywnie stawiać granice tam, gdzie system zaczyna ranić nasze dzieci. Dbajmy o to, by wieczory z książką były dla naszych przedszkolaków i uczniów oazą spokoju, radości i bezpiecznego odkrywania świata w ramionach kochających rodziców. To właśnie te mądre, domowe wybory literackie budują w dzieciach trwały fundament miłości do literatury i dają im siłę do radzenia sobie z wyzwaniami, jakie przyniesie im dorosłe życie.

Zobacz też: Polonistka kazała 6-klasistom przeczytać „Hobbita”. Matka: „To za trudne. Jasiowi puszczę film”