Dzień dobry, piszę do Was ten list w porywie rodzicielskiego niepokoju, siedząc w pokoju mojego czternastoletniego syna, który od kilku dni boryka się z potężnymi problemami z zasypianiem. Mój syn Igor uczy się obecnie w ósmej klasie szkoły podstawowej i do tej pory uważałam, że starsze klasy to czas na poważniejszą, dojrzałą literaturę, która poszerza horyzonty i uczy historii.
WIDEO…
Jednak to, z czym moje dziecko musiało zmierzyć się w ramach oficjalnego programu nauczania w ciągu ostatniego tygodnia, całkowicie zburzyło mój spokój i zmusiło mnie do natychmiastowej reakcji. Ta lektura w klasach 4-8 to jakaś katastrofa i jako matka uważam, że powinna być wycofana.
Brutalne opisy w ramach obowiązkowej lekcji polskiego
Wszystko zaczęło się niewinnie, gdy Igor usiadł do czytania powieści Henryka Sienkiewicza pod tytułem „Quo vadis”, której fragmenty są obowiązkową pozycją dla ósmoklasistów. Wiedziałam, że to książka historyczna opowiadająca o początkach chrześcijaństwa w starożytnym Rzymie, ale zupełnie zapomniałam, jak niesamowicie drastyczne opisy autor zaserwował czytelnikom.
Sienkiewicz z potworną precyzją opisał sceny na arenie Koloseum, gdzie dzikie bestie na oczach wiwatującego tłumu rozprawiają się z chrześcijanami, a rzymscy żołnierze dokładają jeszcze swoje trzy gorsze do tego festiwalu okrucieństwa. Dla współczesnego, wrażliwego nastolatka, który mimo dorastania wciąż potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, te opisy to jest horror.
Czy dawny kanon literacki niszczy psychiczną odporność młodzieży?
Rozmawiałam o tym z kilkoma matkami z klasy mojego syna i okazało się, że nie tylko Igor tak potwornie przeżył spotkanie z sienkiewiczowską klasyką. Żyjemy w czasach, w których młodzież i tak zmaga się z ogromnym kryzysem psychicznym, a szkoła zamiast ich wspierać, serwuje im szok na lekcjach języka polskiego. Nauczyciele bardzo często sprawdzają jedynie suchą treść książki poprzez testy, zupełnie pomijając etap głębokiej, psychologicznej rozmowy o cierpieniu i realiach minionych epok.
Młody człowiek zostaje z tymi obrazami całkowicie sam, co przekłada się na nocne koszmary i niechęć do sięgania po jakąkolwiek inną literaturę. Przerzucanie odpowiedzialności na dzieci i twierdzenie, że dzisiejsza młodzież jest przewrażliwiona, to błąd dorosłych, którzy zapomnieli, jak rozwija się mózg nastolatka. Uważam, że sceny opisywane w „Quo vadis” w tak dosłowny sposób nie wnoszą nic wartościowego do edukacji czternastolatka, a jedynie budzą w nim poczucie głębokiej bezsilności oraz strachu.
Będę bronić granic mojego dorastającego dziecka
Ta bolesna sytuacja sprawiła, że podjęłam decyzję, z której nie zamierzam się przed nikim tłumaczyć. Oficjalnie zapowiedziałam polonistce, że Igor nie weźmie udziału w lekcjach poświęconych analizie tej lektury, a w tym czasie wspólnie przeczytamy mądre teksty o asertywności. Uważam, że rolą odpowiedzialnej matki jest ochrona zdrowia psychicznego własnego dziecka.
Chcę głośno zapytać inne mamy, jak Wasze dzieci radzą sobie z tak trudnymi lekturami? Myślę, że czas zacząć głośno żądać, by kanon lektur dla klas 4-8 przestał epatować okrucieństwem, a zaczął uczyć młodzież empatii, szacunku i radzenia sobie z problemami współczesnego świata.
Pozdrawiam serdecznie,
Zdeterminowana mama
Napisz do nas: redakcja@mamotoja.pl