Cała ta gorąca dyskusja skupia się wokół niewielkiej, niepozornej książeczki autorstwa Czesława Centkiewicza pod tytułem „Anaruk, chłopiec z Grenlandii”, która od dziesięcioleci funkcjonuje jako lektura w klasach jeden trzy. Znajome mamy opowiadają mi z przerażeniem, że sielankowy z pozoru opis życia w krainie wiecznego lodu zamienia się dla ich wrażliwych dzieci w emocjonalny horror.
WIDEO…
Drastyczne opisy dalekiej północy budzą nocny lęk u drugoklasistów
Współczesne ośmiolatki, wychowane w głębokiej empatii do świata przyrody i zwierząt, zupełnie nie radzą sobie z brutalnym, naturalistycznym realizmem, jakim przesiąknięte są strony tej przedwojennej opowieści. Książka zawiera niezwykle dosłowne opisy polowań Eskimosów, w tym sceny, w których bohaterowie bez mrugnięcia okiem dobijają foki na lodzie czy patroszą upolowane niedźwiedzie polarne. Kolejnym momentem wywołującym u małych czytelników dreszcz obrzydzenia i lęku są szczegółowe relacje z tradycyjnego posiłku, polegającego na zjadaniu surowego, wciąż ciepłego mięsa i tłuszczu prosto z upolowanego stworzenia.
Dla dzieci urodzonych w świecie rozwiniętych technologii cyfrowych, gdzie zwierzęta kojarzą się głównie z ukochanymi domowymi pupilami lub radosnymi bohaterami bajek Disneya, te opisy są często wstrząsające. Moja bliska przyjaciółka wyznała mi niedawno przy kawie, że jej syn po przeczytaniu rozdziału o wypatroszeniu wieloryba dostał w nocy napadu płaczu i przez kilka kolejnych dni odmawiał jedzenia mięsa. Rodzice masowo zgłaszają nauczycielom, że ich pociechy budzą się z krzykiem z powodu nocnych koszmarów, w których widzą cierpienie arktycznych zwierząt. Nic dziwnego, że w środowisku opiekunów narasta wściekłość i pojawia się hasło o konieczności natychmiastowego wyrzucenia Anaruka z podstawówek.
Dlaczego dawny hit podróżniczy stał się postrachem dzieci?
Aby uczciwie ocenić ten problem, musimy zrozumieć, że reportaż Centkiewicza powstał w zupełnie innych realiach społecznych, niemal sto lat temu, kiedy wrażliwość odbiorców kształtowała się w odmiennych warunkach. Wtedy opisy zaradności małego Eskimosa miały uczyć polskich uczniów odwagi oraz szacunku do trudów życia w ekstremalnym klimacie dalekiej północy. Jednak dzisiejsza wiedza z zakresu psychologii rozwoju dziecka jasno wskazuje, że niedojrzały układ nerwowy drugoklasisty nie posiada jeszcze filtrów obronnych, które pozwoliłyby mu na zdystansowanie się od takich obrazów. Szkoła, zamiast stopniowo wprowadzać młodego człowieka w trudne tematy przemijania i praw natury, serwuje mu szok, który dla wielu dzieci kończy się blokadą przed jakimkolwiek czytaniem w ogóle.
Największym grzechem współczesnego systemu edukacji jest fakt, że tak trudna i kontrowersyjna książka jest często przerabiana na lekcjach w sposób niezwykle powierzchowny, za pomocą suchych testów. Nauczyciele z braku czasu rzadko decydują się na przeprowadzenie z dziećmi głębokiej, terapeutycznej rozmowy o różnicach kulturowych i o tym, że dla Eskimosów polowanie było jedynym sposobem na przeżycie zimy. Wrażliwy uczeń zostaje z tymi obrazami w głowie całkowicie sam, co rodzi w nim poczucie niesprawiedliwości, buntu i bezsilności wobec okrucieństwa świata dorosłych.
W XXI wieku, gdy na rynku wydawniczym mamy dostęp do wielu genialnych, nowoczesnych książek uczących miłości do natury i ekologii bez epatowania brutalnością, trzymanie Anaruka w spisie lektur obowiązkowych wydaje się nieporozumieniem.
Ochrona dziecięcej wrażliwości w świecie pełnym gotowych bodźców
Decyzja o tym, jak dawkować dziecku wiedzę o ciemniejszych stronach otaczającej nas rzeczywistości, powinna zawsze leżeć w rękach świadomych rodziców, a nie być narzucana z góry. Słyszę, że coraz więcej matek decyduje się na odważny krok i odmawia wspólnego czytania wytypowanych przez szkołę rozdziałów, zastępując je mądrą literaturą alternatywną. To rodzic najlepiej zna stopień dojrzałości emocjonalnej swojego dziecka i ma pełne prawo chronić jego komfort psychiczny przed niepotrzebną traumą. Nie bójmy się głośno mówić o naszych obawach na zebraniach z nauczycielami, ponieważ tylko poprzez asertywną postawę dorosłych możemy realnie wpłynąć na to, jak wygląda codzienna edukacja młodego pokolenia.
Budowanie empatii u dzieci nie musi i nie powinno odbywać się za cenę łez, strachu i ataków paniki. Dbajmy o to, by wieczorne chwile z książką były dla naszych przedszkolaków i uczniów najmłodszych klas oazą bezpieczeństwa, spokoju i radosnego odkrywania świata w ciepłych ramionach mamy lub taty. Prawdziwa mądrość polega na umiejętnym dobieraniu treści do wieku małego człowieka, tak aby dawać mu siłę do radzenia sobie z życiem, bez fundowania mu niepotrzebnej i szkodliwej grozy na samym starcie edukacyjnej ścieżki.
Zobacz też: Polonistka kazała 6-klasistom przeczytać „Hobbita”. Matka: „To za trudne. Jasiowi puszczę film”